reklama

Mamy, działamy

Okazuje się, że pojawienie dzieci nie tylko wywraca życie do góry nogami, ale kobiety nieoczekiwanie odnajdują pomysł na siebie. Dziewczyny, które wcześniej  pracowały w wielkich korporacjach teraz zarządzają firmami. Swoimi. I uważają, że to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęły.

 


KOPCIUSZEK

Marysia jest mamą dwóch córeczek - 6,5 letniej Wiktorii i 3 letniej Gabrysi. Wcześniej pracowała, jako  specjalista ds. promocji i PR, w pewnym momencie postanowiła, że  chce spróbować stworzyć cos samodzielnie. „Miałam dosyć pracy dla kogoś.

 

- Chciałam dysponować własnym czasem,  mieć możliwość  dopasowania się do potrzeb moich dzieci, a nie do ustalonego w pracy grafiku- opowiada.

Od czasu pojawienia się ciuchlandów w Polsce, Marysia była ich zagorzałą zwolenniczką. Uwielbiała w nich buszować i wynajdywać niepowtarzalne ubrania: - Pomyślałam,  że można połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli przyjemność z zarabianiem. A że otworzenie lumpeksu nie wymagało gigantycznych nakładów finansowych, ani zdobywania jakiejś wybitnie specjalistycznej wiedzy, zdecydowałam, że w tym momencie mojego życia to jest dobry pomysł.

 

Od pomysłu do realizacji nie minęło wiele czasu. -Najwięcej czasu trwało znalezienie odpowiedniej lokalizacji na sklep.  Minął miesiąc i sklep zaczął działać. Rodzina mnie wspomagała, zarówno finansowo, jak i na duchu. Ale nie wszyscy. Moja Mama narzekała, że to za ciężka praca i widziała najczarniejsze scenariusze czyli rychłe bankructwo (co oczywiście zawsze może się przydarzyć). Mąż dla odmiany ucieszył się, że  przestanę go cisnąć o pieniądze ;-)

 

W końcu nadszedł wielki dzień- otwarcie sklepu : Towarzyszyły mi podekscytowanie, wiara, że jak się chce, to wszystko może się udać. Było mnóstwo ludzi: klientki, przyjaciele, znajomi, którzy przyszli ze mną świętować ten dzień. Szampan i pieniądze wpadające w błyskawicznym tempie do kasy. Później już nie było tak różowo – opowiada Marysia.

 

Najtrudniejsza okazała się zima. To, że będzie przychodziło mniej osób było do przewidzenia, ale dni kiedy obroty znacznie spadały były przygnębiające, bo z czegoś jednak trzeba płacić czynsz i pensje pracownikom. Zima była okresem przetrwania, najważniejsze było, żeby nie dołożyć do interesu, chociaż wyjść na przysłowiowe „zero”. Marysia się jednak nie poddała: Te gorsze dni to była motywacja do dalszego działania i szukania nowych rozwiązań, dzięki którym zwiększą się obroty. To był czas poszukiwania nowych dostawców, sposobów na reklamowanie się i wymyślanie różnych promocji sprzedaży. Dzięki temu wiele się nauczyłam. Odnalazłam w sobie siłę i umiejętności, o które się nie podejrzewałam. Okazało się, że potrafię nie tylko sprzedać, ale również doradzić, wysłuchać.

 

Dzięki dobrej organizacji wystarcza mi czasu na wszystko. Jest czas na pracę i czas na zajmowanie się domem i dziećmi. – Wreszcie mam to czego chciałam. Jestem niezależna.  Mam poczucie, że robię coś fajnego i że ode mnie zależy,  jak będzie rozwijał się biznes. Oczywiście comiesięczna pensja wpływająca na konto ma dużo plusów, ale w moim przypadku okupiona była dużym stresem i kompletnym brakiem wolnego czasu. 

 

Teraz mam czas na popołudniowe zabawy z dziećmi, wspólne wyprawy na rowerach, rozmowy przeprowadzane na spokojnie, a nie w biegu. Dziewczynki czasem mi towarzyszą w sklepie. Wiktoria uwielbia sprzedawać, ważyć, pakować. Bawi ją ustawianie się w oknie wystawowym i udawanie manekina. Natomiast młodsza – Gabrysia, ma wyraźnie wrodzony pociąg do pieniędzy, uwielbia układać w rozmaite stosiki drobne monety,  liczy je po swojemu i najwyraźniej sprawia jej to ogromną satysfakcję – im więcej tym lepiej. Będzie w przyszłości finansistką. Obie niecierpliwie czekają na dostawy żeby móc robić rewię mody. 

 

Szczerze mówiąc, ja też lubię, kiedy pojawiają się nowe rzeczy.  Nadal dużą frajdę sprawia mi przeglądanie, oglądanie, wybieranie.  Po tylu miesiącach pracy coraz baczniej przeglądam oferowany mi towar, dbam o jakość. Niedawno jedna ze znanych prezenterek kupiła u mnie płaszcz. Kilka tygodni później zobaczyłam jej zdjęcie w czasopiśmie kobiecym, właśnie w owym płaszczu. To miłe.

 

Plany na najbliższą przyszłość? Mam sprecyzowane. Chcę otworzyć drugi sklep. Dwa to już przecież sieć. A jeśli będzie się ona z czasem rozrastać, tym lepiej. Chcę być elastyczna, tzn. dostosowywać swoją ofertę do potrzeb rynku, czyli klientów. Jeśli przyjdzie taki moment, że ludzie zrobią się już bardzo wybredni i nie zadowolą się metką „Marksa & Spencera” czy „H & M”, zacznę zdobywać odzież używaną z tej najwyższej półki. Najważniejsze, zdobywam nowe doświadczenia, zmieniam poglądy na pewne sprawy, powiększyło się grono moich znajomych. Lubię teraz rano wstawać z łóżka i z przyjemnością myślę o nadchodzącym dniu.

Sprawdź : Kop-Ciuszek - Warszawa, Natolińska 3 (róg Koszykowej)

 

CUDOWNE LATA

 

Iza (mama 6-letniej Oli i 3 letniej Wiktorii)  pracowała w dziale marketingu w dużej korporacji i nie wyobrażała sobie innej pracy. W pewnej chwili sytuacja się skomplikowała: - Małe dziecko,  praca w moim zawodzie i dodatkowo studia były niemożliwe do połączenia. Musiałam z czegoś zrezygnować. – opowiada. Zajęła się domem, a w związku z pracą  męża cała rodzina przeniosła się do Niemiec.

 



Iza nie wyobrażała sobie bezczynności: - Wpadłam na pomysł, że mogę otworzyć coś swojego. Myślałam  o prowadzeniu agencji au-pair w Niemczech, o sprowadzaniu ubranek dla dzieci. Zawsze byłam aktywna i nie chciałam tego zmieniać.Kiedy pojawiła się druga córeczka wrócili do Polski i wtedy pomysły zaczęły nabierać realnego kształtu: -  Marzyłam o własnej pracowni z fajnym klimatem. Meble interesowały mnie już od jakiegoś czasu. Jednak podjęcie decyzji o własnej firmie było bardzo trudne. Wiązało się z kosztami i to sporymi. Pieniądze musiał dać mi mąż i nie wiedzieliśmy, czy kiedykolwiek się zwrócą. Dziewczynki  przeżywały, że nie ma mnie w domu.  Szczerze mówiąc bez pomocy mojej siostry Anki, na pewno nie dałabym rady.

 

Okazało się również, że produkcja mebli z drewna to wcale niełatwe zadanie. Pierwszymi adresatkami mebli były jej koleżanki i córeczka Ola. Można powiedzieć, że pierwsze projekty były jej dedykowane: - Wiedziałam jakie lubi kolory. Wzorki, które początkowo malowaliśmy były zdecydowanie dziewczęce. Do tej pory Ola chętnie ogląda kolejne projekty, a przede wszystkim chciałaby co tydzień zmieniać umeblowanie pokoju.

 

Prowadzenie firmy to wyzwanie:-   Jestem szczęśliwa, bo klientom bardzo podobają się moje meble, natomiast do rozpaczy doprowadzają mnie kłótnie z producentem o ceny i terminy. Jestem bardzo ambitna. Ciągle wydaje mi się, że mogę coś poprawić i zrobić lepiej. Chcę, żeby również wykonawcy dbali o jakość i sumiennie podchodzili do swojej pracy. Nie mając dużego kapitału jestem zdana na własna pomysłowość, jeśli chodzi o reklamowanie moich wyrobów. Nadal mojemu życiu towarzyszy oprócz satysfakcji, mnóstwo stresu i niepewności, ale się nie poddaję.  

 

Iza dużo czasu poświęca na rozwijanie firmy, ale na szczęście cała rodzina ją wspiera: - Mój mąż mówi, że dokonałam czegoś o czym ludzie z korporacji baliby się marzyć, reszta rodziny pomaga mi jak może. Jeden z braci zrobił mi stronę internetową, drugi zajmuje się produkcją. Ciocia malowała na początku wzory. Każdy włożył swój grosik. 

 

 Pomimo zaganiania znajduję czas dla dzieci. Tylko śmieję się, że mam czas inaczej. Co to znaczy?  Rzeczywiście bywają dni, kiedy pracuję bardzo długo i wtedy widzimy się tylko rano. Za to raz w tygodniu mamy babski dzień. Prawie cały spędzamy razem. Najważniejsze, że zawsze mogę być z Olą i Wiktorią, gdy tego potrzebują. To jest największy plus posiadania własnego biznesu. Plusów jest więcej. Choćby takie, że ludzie kupują meble, że stworzyła coś od zera, od małego pomysłu, że cały czas się rozwija.

 

A marzenia?- Kochająca rodzina, niezmiennie rozwijająca się firma. Przyszłość widzę w pastelowych, spokojnych, ciepłych kolorach, takich jak moje meble. Chociaż ciągle zdarzają się sytuacje, które wywracają mój poukładany świat do góry nogami i tak już chyba zostanie.

Sprawdź: www.cudownelata.pl ; Biuro: Warszawa ul. Gwiażdzista 7D/66
tel. (+48) 602 250 805

 

aś.

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 5,00 z 5. Głosów: 2
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama