reklama

Buntownik na pokładzie auta

Rodzice często najbardziej obawiają się tej pierwszej podróży: ze szpitala do domu.

Kiedy wszystko idzie po ich myśli, z obawą przygotowują się do kolejnych, nieco już dłuższych wyjazdów do rodziny czy na wakacje. Szybko jednak okazuje się, że dobra organizacja zapewnia gładką i szybką jazdę, przerywaną tylko odpoczynkami, w czasie których łatwo dziecko nakarmić, przebrać, a potem ruszyć dalej.

Prawdziwe wyzwanie zaczyna się, gdy mamy jechać gdzieś dalej z małym buntownikiem na pokładzie auta. Taki dwu, dwu i pół latek nie śpi tyle czasu co niemowlę (a jeśli już, to drzemie przez chwilkę), nie daje się zabawić grzechotką i w ogóle głośno wyraża swoje zdanie, które najczęściej jest odmienne od tego rodzicielskiego. Co zrobić, aby podróż ze zbuntowanym maluchem przebiegła spokojnie.


Wygodny fotelik

Fotelik musi być dobrze dobrany nie tylko do wieku i wagi dziecka, ale także do jego wzrostu. Może się zdarzyć, że choć dziecko wagowo jeszcze może jeździć w swoim foteliku, to jego wzrost sprawia, że jest mu zwyczajnie niewygodnie: szelki uciskają, gniotą, głowa wystaje ponad zagłówek, a zbyt ciasny fotelik powoduje też, że dziecko się nadmiernie poci. Wiedząc, że czeka nas długa droga, trzeba spojrzeć krytycznie na fotelik i ewentualnie wybrać się do sklepu, aby ciut wcześniej niż planowaliśmy, dokonać zakupu większego. Można też kupić do niektórych modeli fotelików bawełniane pokrowce, łatwo je założyć, zdjąć i przeprać, a podniosą komfort jazdy dziecka. Na podróż lepiej dziecko ubrać w coś wygodnego, czego nie żal będzie ubrudzić, a po dojechaniu na miejsce, przebrać dziecko.

Na nudę najlepsza jest...

Oczywiście zabawa. Odpowiednio zajmująca i absorbująca, może dziecko zająć na dość długo. Ponieważ jednak większość dwulatków nie skupia się dość długo, to lepiej jest takich zabaw mieć w zanadrzu kilka:

-    Przed wyjazdem kupić kilka gazet o tematyce samochodowej i wyciąć z nich samochody oraz loga marek, „wycinanki” umieścić w woreczku. W czasie jazdy wręczamy dziecku podkładkę (lepiej taką dużą) i proponujemy szereg samochodowych zabaw: segregowanie samochodów według kolorów, według marek, wielkości, zastosowania (ciężarówki, traktory, motocykle) itd. Żeby wycinanki nie latały po całym samochodzie, wcześniej trzeba przygotować swego rodzaju „karty pracy”, to znaczy kartki z napisami: czerwone/białe/zielone/duże itd. samochody i umieścić przykładową naklejkę. Można też zabrać klej w sztyfcie, ale wtedy trzeba się zaopatrzyć w dodatkowe mokre chusteczki.

-    Kto pierwszy zobaczy... to zabawa w wypatrywanie za oknem samochodów określonego koloru lub marki, ale też innych rzeczy: domów z czerwony dachem, czy pani na rowerze.

-    Szpiegowskie pojemniczki to zabawka, którą łatwo przygotować: do butelki lub bardzo grubego woreczka (takiej saszetki) wkładamy kilka przedmiotów do wyszukiwania, a potem napełniamy butelkę jakimś „wypełniaczem”: ryżem (zabarwionym), grochem, koralikami. Dziecko obraca buteleczkę tak, aby wypatrzeć wszystkie ukryte przedmioty (buteleczkę najlepiej zakleić, aby zawartość nie rozsypała się gdy sprytne rączki ją odkręcą).

-    Zagadki, takie gotowe z odpowiedniej książki lub wymyślane na poczekaniu: co to jest, ma 4 nogi, dwa rogi i muczy – bardzo poszerzają słownictwo dziecka.

-    Śpiewanie piosenek (jeśli pamięć zawodzi, można się zaopatrzyć w śpiewnik), słuchanie bajek na płytach i wymyślanie własnych.
A kiedy każdą propozycję zabawy dziecko odrzuca, to znak, że czas na postój.

Postoje – konieczny element podróży

Zaleca się, aby postój robić co 2 godziny – jest to ważne dla kierowcy, aby mógł rozprostować nogi, zmienić pozycję, odetchnąć świeżym powietrzem, nabrać nowych sił. Jeśli na pokładzie mamy dwulatka, to taki postoje warto robić nawet częściej niż co 2 godziny. Wprawdzie wydłuży to czas podróży, ale pozwoli na przebycie jej w spokojniejszej atmosferze. Postój to czas, w którym dziecko może pobiegać, poskakać, poszaleć, dlatego zamiast ruchliwych parkingów i śmierdzących stacji benzynowych lepiej wybierać leśne drogi czy miejsca wypoczynku – przy ruchliwych drogach coraz częściej można spotkać takie, gdzie na bezpiecznie ogrodzonym trawniku dziecko ma do dyspozycji placyk zabaw, a rodzice stolik, przy którym mogą wypić kawę. Taki postój to także moment, kiedy rodzice mogą „podładować” baterie, warto więc z niego korzystać. Koniecznie trzeba pamiętać, że stojące auto błyskawicznie się nagrzewa, nawet jeśli ma klimatyzację, jeśli więc akurat dziecko śpi, nie wolno auta zamykać i zostawiać malucha samego, bo grozi to udarem cieplnym.

Niezbędne, przydatne, potrzebne...

Doświadczeni rodzice dwulatka z reguły wiedzą, co przydaje się w bagażu podręcznym, więc tu tylko lista wspomagająca:

-    pieluchy jednorazowe (nawet jeśli dziecko już nie korzysta, to czasem lepiej taką założyć, żeby uniknąć problemu, jakim jest zasikany fotelik i fotel, zwłaszcza, że w trasie nie zawsze można się zatrzymać, gdy dziecko tego potrzebuje);

-    nocnik (nie wszystkie dzieci chcą załatwiać się na łonie natury czy w przydrożnych toaletach);

-    nawilżane chusteczki (są przydatne w wielu sytuacjach, nie tylko toaletowych), można je zastąpić mokrym papierem toaletowym (ten ostatni powinien być na „wyposażeniu” auta stale, bo jest niezwykle przydatny);

-    woreczki na brudne pieluchy i inne śmieci;

-    kilka pieluch tetrowych, w tym jedna mokra umieszczona w woreczku z zamkiem strunowym (idealna, aby ochłodzić lub wytrzeć miejsca zabrudzone);

-    butelka z wodą mineralną niegazowaną i druga z wodą do mycia (może być przegotowana);

-    jeżeli dziecko ma chorobę lokomocyjną, to także sztywny śliniaczek z kieszonką (założony praktycznie przez cały czas, można go zastąpić pielucha tetrową, ale nie będzie równie funkcjonalna), pudełko z przykrywką (do podstawienia, gdy dziecko zacznie wymiotować) i środki przeciwwymiotne;

-    przekąska i picie do posilenia się na postoju (nie powinno się jeść i pić w trakcie jazdy, bo w przypadku zakrztuszenia może być zbyt mało czasu: zatrzymanie, przejście do dziecka, wyjęcie go z fotelika – to wszystko trwa);

-    dobre nastawienie i spory zapas cierpliwości...

Joanna Górnisiewicz

reklama