Tak się złożyło, że tegorocznego sylwestra spędziłam w łóżku z Carlosem. Kiedy tylko dzieciaki zasnęły, w miękkiej pościeli uwiłam sobie przytulne gniazdo, w zasięgu ręki położyłam ptasie mleczko – i jęłam prowadzić anielską grę z Ruizem Zafónem.
Powieść „Gra anioła” (Wydawnictwo: Muza), bo o niej mowa, to druga wydana w Polsce książka hiszpańskiego pisarza Carlosa Ruiza Zafóna. Znajdziemy w niej wiele nawiązań do poprzedniej powieści, „Cienia wiatru” – ten sam styl, język, klimat, elementy fabuły (Cmentarz Zapomnianych Książek, księgarnia Sempre) i samo tło - mroczna Barcelona z początku XX wieku. To niespokojne, choć pełne magii i uroku miasto – niczym kadr z niemego filmu czy fotografia w sepii, staje się dla czytelnika tłem opowieści o życiu Davida Martina, chłopaka o trudnej przeszłości - w dzieciństwie opuszczonego przez matkę, otoczonego osobliwą miłością ojca, od najmłodszych lat uciekającego w świat książek.
Kiedy go poznajemy, pracuje w lichej gazecie i marzy o byciu pisarzem. Wykorzystuje dane mu przez los szanse, powoli odnosi swe pierwsze sukcesy literackie. Choć jego życie jest wypełnione sensem, choć David spełnia swe marzenie – wynajmuje posępny dom z wieżyczką - wciąż nie jest szczęśliwy; trawi go rutyna, szaleńcze tempo pracy, choroby ciała i duszy. Jego życie diametralnie się zmienia, gdy tajemniczy wydawca proponuje mu transakcję życia - napisanie wielkiego dzieła. W momencie, gdy ten podejmuje wyzwanie, wokół niego lawinowo pojawiają się nowe wątki, postacie, konteksty, a powieść staje się … powieścią grozy (i świetnym scenariuszem horroru - nie wiem tylko, czy zdołałabym go obejrzeć bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym).
„Gra anioła” – kompilacja horroru, kryminału i romansu - nie jest powieścią dla sercowców. Jest mocna i dostarcza naprawdę wielu emocji i wrażeń. Opasłe (608 stron), pachnące świeżością tomisko przeczytałam jednym tchem, z drżącymi rękami, wypiekami na policzkach i niepokojem w sercu. Nie mogłam się od niego oderwać, zapomniałam o całym świecie. Książka jest tak skonstruowana, że nim się zorientowałam, urokliwy spacer uliczkami Barcelony, z kartki na kartkę, stawał się coraz szybszy.
Kiedy zaś narracja wymusiła na mnie galop … musiałam ostro wyhamować, bowiem … to był koniec! Zamknięcie książki, oprócz żalu z powodu rozstania z prozą, wprawiło mnie w osłupienie. Czułam niedosyt. Zawiła intryga i towarzyszące jej napięcie sprawiło, że zakończenie bardzo mnie zaskoczyło, zabrakło mi klasycznego zakończenia w stylu „kawa na ławę”. Może nie wykazałam się bystrością umysłu, może niedostatecznie się skoncentrowałam, a może enigmatyczna końcówka to celowy zabieg Mistrza (by nie tylko aura książki, ale i jej fabuła wciąż w nas żyły)? Trudno mi powiedzieć. Wiem jedno - klimat, jaki potrafi stworzyć tylko Zafón, koronkowa, intrygująca fabuła (budował ją chyba za pomocą grafów) oraz wspaniały język - zdecydowanie rekompensują te braki.
Dla mnie lektura "Gry anioła" była naprawdę smakowitą ucztą, to nie jakaś tam kanapka z pasztetem - to danie wyrafinowane, ciekawe, długo pozostające w pamięci zmysłów. I nie rozumiem, skąd głosy, że „Gra anioła” to zaledwie brzydsza bliźniaczka spłodzona przez Zafóna, jedynie cień wiatru czy wypocina dla pieniędzy. Każdy, kto zna pióro Zafóna, sięgając po „Grę anioła” doskonale wiedział, czego może się spodziewać i liczył na to, że się nie pomyli. Nie znając jego stylu - nie mógł się rozczarować. Ale nie mnie o tym sądzić - dla mnie Zafón to wirtuoz i geniusz, a „Gra anioła” zajmuje bardzo wysoką pozycję na liście książek mojego życia. Jest druga.
Monika Zalewska-Biełło
Tylko użytkownicy zarejestrowani na forum i zalogowani na stronie mogą wprowadzić swój komentarz. Zarejestruj się jeśli nie masz swojego konta na forum. Pamiętaj, że rejestracja na Forum BabyBoom jest darmowa i zajmie tylko chwilkę.
Jeśli masz już swoje konto na naszym Forum zaloguj się.
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy
Facebook,
Twitter,
RSSRotawirusy są główną przyczyną wszystkich biegunek u niemowląt i małych dzieci. Jak możesz z nimi walczyć? Sprawdź
(gości: 597, użytkowników: 246)