reklama
Dzieci chcą mieć szczęśliwych rodziców

Dzieci chcą mieć szczęśliwych rodziców

Nasz system przekonań kształtuje się we wczesnym dzieciństwie, pod wpływem osób ważnych, głównie rodziców, ale nie tylko.

Nasi bracia, siostry, dziadkowie stanowią dla nas wyrocznię. Jeśli są nieszczęśliwi, odbijają to sobie na nas. Podobnie duży wpływ mogą mieć nauczyciele i wychowawcy.

Większość z nas nieświadomie „decyduje się” na sposób myślenia podobny do naszych najbliższych. I tak – dla jednych szklanka jest zawsze do połowy pusta, dla drugich pełna. Potem, w dorosłym życiu powielamy to myślenie; co więcej, przekazujemy je naszym dzieciom. I dla nich, i dla nas szklanka jest podobnie napełniona. A to, w co wierzymy, staje się dla nas prawdą. Jeśli przebywamy w towarzystwie ludzi nieszczęśliwych, przerażonych, pełnych poczucia winy lub złości, uczymy się wielu negatywnych rzeczy o sobie i świecie. Idziemy potem przez życie tworząc doświadczenia tak, by pasowały do rzekomych „prawd jedynych” i schematów.

Kulturowo jesteśmy nauczeni walczyć z tym, co uważamy za negatywne dla nas. Czy dzięki temu automatycznie pojawia się pozytywne? Bynajmniej! Co więcej, uczymy takiego sposobu myślenia nasze dzieci. Jeśli nie chcemy, by wciąż widziały przed sobą „pustą szklankę”, musimy zacząć pracę od siebie.

Jak to zrobić?

Często powtarzamy sobie, że czegoś nie chcemy, roztrząsamy to. I dzięki temu coraz więcej tego niechcianego pojawia się w otoczeniu. To, czego u siebie nie lubimy, o czym ciągle myślimy, mówimy głośno, wciąż jest obecne w naszym życiu. Rzeczy i myśli, na których skupiamy uwagę, rozrastają się i stają stałym elementem naszej codzienności. Negatywne afirmację pomnażają to, czego przecież nie chcemy.

Spróbujmy to odwrócić

Od czego zacząć? Przyjrzyjmy się zakochanym ludziom – wydaje się, że cały świat widzą w różowych barwach, są przepełnieni radością. Dlatego musimy pokochać siebie i ulokować poczucie wartości we właściwym miejscu. Jeśli siebie nie akceptujemy albo jeśli ową akceptację uzależniamy od tego, co myślą o nas inni, od wyglądu zewnętrznego i tym podobnych, nie zdołamy siebie pokochać. Zamiast być sobą, zaspokajamy oczekiwania innych. Zakładamy maski, które skutecznie mają przekonać innych, iż jesteśmy wartościowi, nakłonić nas do polubienia nas. Nie tędy droga.

„Uważaj na swoje myśli, stają się słowami. Uważaj na swoje słowa, stają się czynami. Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami. Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem. Uważaj na swój charakter, on staje się Twoim losem.” (Frank Outlaw)

Zmiana myślenia o sobie

Zmiana myślenia o sobie nie jest prosta, bo same słowa nie wystarczą. A gdyby tak… stworzyć w naszych myślach pokój harmonię i równowagę.  Myślisz – jestem beznadziejną matką, kobietą. Ta myśl wywołuje uczucie, które umacnia się w tobie. A przecież to tylko myśl. Nie tworząc tej myśli, nie wytworzysz uczucia. Obecnie liczy się to, co chcesz teraz myśleć, mówić; w co chcesz właśnie teraz wierzyć. Przeszłość była i minęła, nawet jeśli jej skutki tak silnie odczuwasz. Oczywiście, że teraz nie możemy jej zmienić, ale możemy zmienić nasze myślenie o przeszłości. Mówiąc od pokochaniu siebie, absolutnie nie mamy na myśli próżności, zarozumiałości czy wyniosłości. Chodzi o to, by siebie cenić. Mieć poczucie własnej wartości.

Skąd je czerpać?

Poczucie własnej wartości... Najlepiej, jeśli już w dzieciństwie wzrastamy wśród tych, którzy akceptują nas takimi, jacy jesteśmy. W ten sposób zyskujemy solidny fundament. „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Oznacza to, iż musimy najpierw zaprzyjaźnić się ze sobą, dbać o siebie, nie zawodzić, nie okłamywać, nie zadawać sobie bólu. Dopiero potem możemy uczyć nasze dzieci, jak być szczęśliwymi. Na swej drodze napotkamy zapewne własny samokrytycyzm, który powoduje, iż nasz umysł skłonny jest wciąż czynić nam wyrzuty i opiera się zmianom. Niekiedy stajemy się równie wymagający wobec innych, wytykając im wszelkie błędy i potknięcia. Wobec naszych dzieci, które tak bardzo kochamy. A to  właśnie wyraz krytyki samego siebie, choć nieświadomy.

Akceptacja siebie

Pamiętajmy, że całe dobro zaczyna się od zaakceptowania siebie i stworzenia spokojnego, przyjaznego stosunku uczuciowego do własnego „ja”. Trzeba przyznać sobie prawo do błędów. Każdy je popełnia, one pozwalają nam rozwijać się! Jako rodzice często martwimy się, że zrobimy coś nie tak i cały ten lęk przenosi się na dzieci. Uczymy je radzenia sobie z własnymi błędami, ale na próżno, jeśli na własnym przykładzie nie pokażemy jak? Dla córki i syna ważniejszy jest kochający siebie, przyznający się otwarcie do swoich błędów rodzic, niż taki, który nieustannie „zaraża” innych wahaniem, niepewnością, samowyrzutami i poczuciem winy. Niezdecydowanie rodziców może odbierać naszemu maluchowi, a potem starszej pociesze poczucie bezpieczeństwa. Dlatego popełniajmy błędy, przyznawajmy  się do nich i podejmujmy próbę naprawienia ich. Nie bądźmy idealni, jesteśmy tylko ludźmi. Po prostu kochajmy siebie za swe wady i zalety. W tym momencie możemy zacząć skutecznie pracować nad sobą i swoimi przekonaniami.

Jesteśmy wszyscy niczym dobre, małe dzieci i posłusznie akceptujemy to, co rodzice i inni nam przekażą jako prawdę. Jednak obarczanie winą innych z pewnością nie sprawi, że uporamy się z naszymi problemami. Przypisywanie winy komuś, najczęściej rodzicom, oznacza, że nie bierzemy odpowiedzialności za samych siebie i stawia nas w pozycji biernej ofiary. Zrozumienie tego pozwala spojrzeć z góry na te sprawę i przejąć ster w swoje ręce. Nasi rodzice nauczyli nas prawdopodobnie tego samego, czego ich nauczono, jak ich traktowano. Jeśli były to negatywne przekazy, to my nie musimy przekazywać ich naszym dzieciom, dzięki czemu przerwiemy ten łańcuch.

Aby sobie z tym poradzić, warto przyjrzeć się naszej przeszłości, rozpoznać przekonania, które nami powodowały. Takie porządki przypominają sprzątanie – niektóre przekonania, ograniczające i szkodliwe, są niepotrzebne i musimy się ich pozbyć. Inne – naprawić, przywrócić do dawnej świetności. Pewne rzeczy, w które wierzymy, są z pewnością cenne i pozytywne – np. nie wkładaj ręki do ognia itd. Natomiast jeśli nauczono nas w dzieciństwie, że świat jest przerażający, to wszelkie potwierdzenia tego przekonania będziemy przyjmowali jako prawdę. Albo w kółko powtarzano nam słowa – „to wszystko twoja wina”. Obecnie, bez względu na to, co się dzieje, zawsze będzie nam towarzyszyło poczucie winy i będziemy „przepraszać za to, że żyjemy”. Jakże często mówimy – „taki już jestem, tak już jest, tak być musi”. A to opinia kogoś innego, którą włączyliśmy do naszego systemu poglądów i przez to stała się naszą prawdą. Jeśli chcemy mieć radosne życie, to musimy skoncentrować nasze myśli na radości. Musimy wybrać takie przekonania, myśli, słowa, które od teraz będą tworzyć nową chwilę, następny dzień, przyszły rok. Warto zatrzymać się na chwilę i uchwycić swoją myśl. Jeśli myślimy o rewanżu, czujemy się zranieni, boimy się złych zdarzeń, wypadków, nieszczęść, to rzeczywistość potwierdzi nasze poglądy i spotkamy to, czego pozornie nie chcemy. Nasz umysł jest taki posłuszny! Trzeba wyraźnie uświadomić sobie, iż nie musimy wybierać myśli tworzących ból i problemy. Zgoda. A przy tym chcemy, by nasze życie uległo zmianie, stało się lepsze, łatwiejsze, ale tak, byśmy my sami pozostali tacy sami.

Marzymy, by świat wokół stał się inny

Marzymy, by świat wokół stał się inny. Niestety, aby to nastąpiło, musimy zmienić nasz sposób mówienia, myślenia o sobie, wyrażania siebie. Innej drogi nie ma. Musimy chcieć zmienić siebie. Chcieć uwolnić od tego, co negatywne, od starych destruktywnych przekonań. Sprzątanie „domu naszego umysłu, naszej świadomości”, po długim okresie ulegania negatywnym myślom, przypomina nagłe przejście na dobrą dietę, po latach niezdrowego odżywiania. Obie sprawy nie są łatwe, wywołują kryzys w organizmie. I często czujemy przed nimi opór. To normalna reakcja. Warto, mimo wszystko. Zasługujemy na to, by szczęście towarzyszyło naszej codzienności. A nasze dzieci chcą mieć szczęśliwych rodziców, by same mogły wieść szczęśliwe, zdrowe życie!

Anna Czajkowska

reklama