reklama
Poświęciłam się dziecku, mam dość

Poświęciłam się dziecku, mam dość

Poświęciłam się dziecku, mam dość

Są zawody, w których trzeba nieustannie pracować z innymi ludźmi.

Tak pracuje psycholog, lekarz, nauczyciel, pedagog, pielęgniarka. Praca z drugim człowiekiem jest zmienna, pełna niespodzianek i radości, ale też bardzo wyczerpująca psychicznie. Dlatego w przypadku tych zawodów mówi się o wypaleniu zawodowym. Wówczas praca przestaje dawać satysfakcję, nie sprawia przyjemności, a każdy kolejny dzień zamiast radości, przynosi niezadowolenie z istniejącego stanu rzeczy.

Hm... A co mają powiedzieć mamy, których praca jest dokładnie taka, jeśli nie bardziej spalająca?  Ogromna odpowiedzialność i totalna nieprzewidywalność pociechy, 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu - matka pracuje w swoim „zawodzie”. I choć kocha swoje dziecko jak nikt inny, też może mieć dość...

Dzień jak co dzień...

Pobudka i wieczny niedosyt snu - małe dzieci albo idą późno spać, albo budzą się w nocy, albo wstają o świcie. Za to kiedy stają się starsze, wyciągnięcie ich z łóżka na czas graniczy z cudem. Śniadanie, ubieranie, pranie. Spacer - niby rozrywka, ale prędko okazuje się, że ilość tras spełniających określone warunki, czyli: a) takich, gdzie da się wjechać wózkiem, b) położonych blisko miejsc, gdzie dziecko może chwilę bezpiecznie się pobawić, c) takich, gdzie jest choć cień szans na spotkanie kogoś i wymianę choćby dwóch w miarę inteligentnych zdań, d) blisko sklepu, w którym da się zrobić zakupy - jest mocno ograniczona. Właściwie jest to jedna – dwie trasy, które po kilku miesiącach wędrowania nimi, są doskonale i na wylot znane. Podobnie jak spotykane nianie i mamy, o których poglądach na wychowanie, wszechświat i całą resztę, wiemy już wszystko. Potem obiad, sprzątanie, kolacja, kąpanie, kładzenie spać. Oczywiście są weekendy i święta, mężowski urlop i różnie nieprzewidziane wydarzenia (typu: wizyta na pogotowiu), jednak takim trybem najczęściej toczy się każdy dzień. Przez miesiąc, dwa, pięć, a jeśli pojawia się kolejne dziecko, to nawet lata. Czy można się dziwić, że w takiej sytuacji mama ma dość?

Opuścić utarte tory

Wszystkie rzeczy, które w jakiś sposób pomagają rozbić nadmierną rutynę dnia są mile widziane. Pozwalają naładować akumulatory, nabrać sił i dystansu. Mogą to być wyjścia z dzieckiem, jeśli nie ma innej możliwości: wyjazd gdzieś dalej, na wycieczkę do lasu, pojechanie, choćby niedaleko, pociągiem, spędzenia dnia w zupełnie inny sposób niż zawsze. Jeżeli jest możliwość udania się gdzieś z samym mężem (bez dzieci) to zawsze należy z niej skorzystać. W chęci bycia „mamą najlepszą na świecie”, zdarza się zapomnieć o tym, że jest się też kobietą. Także wypad z przyjaciółkami do kosmetyczki, na basen lub tylko na kawę, może mieć ożywczy wpływ. Decydując się na takie wyjście można pokusić się o zastrzeżenie: nie ma mowy o dziecku. Ani słowa.

Pielęgnuj pasję

Kiedy dopada „zjawisko wypalenia sił macierzyńskich” (tak, tak, psycholodzy mają na to już swoją nazwę), warto odkurzyć stare zainteresowania i wrócić do nich. W ciągu dnia czy tygodnia trzeba wygospodarować na nie choć chwilkę. Jeśli dawne pasje wydają się już nie pasować, można poszukać czegoś nowego. Najlepiej, jeśli wiąże się to z koniecznością przekazania opieki nad dzieckiem komuś innemu i wyjściem, bo najukochańsze hobby można znienawidzić, jeśli co chwilę trzeba się odrywać i biec do dziecka.

Ucz się

Całkiem niezłym oderwaniem od codzienności może być nauka. Powrót do przerwanych studiów, a może rozpoczęcie nowych? Nauka języka obcego? Kurs szycia albo zdobienia drewnianych pudełek? Każda nauka sprawia, że człowiek zaczyna mieć poczucie jakiegoś celu i ważności tego, co robi (oczywiście przygotowanie pysznego przecieru jabłkowego też ma ogromną wagę, ale robienie tego po raz setny, sprawia, że wartość tę wydaje się tracić). Uczenie się samemu sprawia też, że lepiej rozumiemy to, jak uczą się inni – także dziecko.

A może do pracy?

Praca dla zbyt wielu mam nie jest wyborem, lecz koniecznością. Dużo się mówi o poświęcaniu dla kariery kosztem rodziny, a najczęściej jest to coś, co trzeba robić, aby utrzymać rodzinę. Jeżeli jednak mama nie musi pracować, to może zastanowić się nad tym, aby pójść do pracy (może nie od razu na cały etat), szczególnie jeśli okaże się, że taka odskocznia pozwala jej utrzymać się w formie, a dziecko w przedszkolu jest w swoim żywiole. Trzeba bowiem pamiętać, że dobra mama, to szczęśliwa mama. A taka, która poświęca wszystko dla dziecka, albo jest nieszczęśliwa, albo będzie nieszczęśliwa – gdy dziecko dorośnie.

Joanna Górnisiewicz

reklama