reklama
Pozytywne historie - Być macochą

Pozytywne historie - Być macochą

Z Andreasem poznaliśmy się 4 lata temu. Ja po przejściach, on po przejściach. Zakochaliśmy się w sobie od pierwszego wejrzenia. Wiem, to banalne, ale prawdziwe i możliwe.

Mam na imię Ela, razem z narzeczonym od 10 lat mieszkam w Niemczech. W październiku zostaliśmy rodzicami Mai. Ale jest jeszcze ktoś. Andreas ma 10-letniego syna Bena, który mieszka razem ze swoją mamą i piątką rodzeństwa 80 kilometrów od nas. Przyjeżdża do nas co drugi piątek, jesteśmy razem do niedzieli, choć i my, i on, chcielibyśmy, by Ben został z nami na stałe. Niestety nie pozwala na to ani jego matka, ani niemieckie przepisy.
Jestem macochą… Nie każdy umie się odnaleźć w takiej sytuacji, zwłaszcza jeśli buduje się związek z „dorosłym“ dzieckiem. My mieliśmy szczęście, bo to okazało się proste.  Mały mnie zaakceptował od samego początku, a wręcz z czasem bardzo polubił. Pomimo tego, że strasznie się bałam, bo w ogóle nie miałam doświadczenia z dziećmi, daje mu to, czego brakuje mu w domu rodzinnym: zainteresowanie jego osobą, mój czas, który spędzamy aktywnie, a przede wszystkim miłość i ciepło.

Gdy Ben przyjeżdża, już od progu opowiada, co było w szkole, co robił z kolegami. Z błyskiem w oku pyta, co będziemy robić, co zaplanowałam. Jest fajnie… Często robimy różnego rodzaju ręczne prace, np. figurki z masy solnej czy kalendarze. Uwielbiam wieczory na kanapie, kiedy oglądamy filmy – wszyscy razem, pod jednym kocem. Albo gdy szalejemy, rzucając się poduszkami lub obydwoje robimy psikusy jego tacie. Jesteśmy szczęśliwi. Bardzo dużo daję, ogrom we mnie uczuć, ale jestem stanowcza, stawiam granice. Ben akceptuje nasze zasady – zdrowe jedzenie, obowiązkowe odrabianie lekcji przed zabawą – mało tego, odbiera je jako wyraz troski i uwagi. Czuje się dostrzeżony, ważny. To też jest mu potrzebne. Niestety weekend to tak mało czasu, a Ben taki smutny wraca do matki…

Na urodziny dostałam od Bena samodzielnie zrobioną kartkę, w której napisane było: „Wszystkiego najlepszego dla najlepszej Mamy na świecie”. Zrobiło mi się tak miło, tak ciepło na sercu. Od tego momentu wiem, że mogę mówić, że MY mamy SYNA.

Kiedy dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży z Mają, mieliśmy trochę obaw, jak przyjmie to nasz syn. Ciąża była planowana, bardzo chcieliśmy mieć jeszcze jedno dziecko, nie wiedzieliśmy jednak, czy Ben nie będzie zazdrosny o nowego członka rodziny, czy nie będzie mu smutno. Zastanawialiśmy się, jak zareaguje na wiadomość i na to, że odtąd nie będziemy mogli mu poświęcać całej uwagi, całego wolnego czasu. Czy nie będzie się bał, że nie będziemy mieli wystarczająco dużo miłości dla dwojga? Dość długo czekaliśmy z przekazaniem mu nowiny, która przyjął pozytywnie.

Po porodzie Andreas przyszedł z Benem do szpitala, aby brat poznał siostrę. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Wiem to – nie każdy 10-letni chłopiec powie głośno, że jego siostra jest najpiękniejsza na świecie. Jest bardzo opiekuńczym bratem.

Przed porodem kupiliśmy Benowi jego ulubiona grę - w prezencie od siostry, która przyszła na świat. Ucieszył się, ale skwitował to krótko: „Maja musi oszczędzać, a nie wydawać na gry. Przecież ona musi ciągle te pieluchy nosić, a one są takie drogie”. Nasze obawy i lęki odpłynęły. Zapomnieliśmy o nich. Dziś jesteśmy szczęśliwymi rodzicami wspaniałych dzieci. I mamy tylko jedno marzenie – być szczęśliwą rodziną.

Ela

reklama