reklama
Pozytywne historie - Być nastoletnią mamą

Pozytywne historie - Być nastoletnią mamą

Zaszłam w ciążę mając 16 lat. Mój syn urodził się miesiąc po moich 17 urodzinach.

Dzień, w którym dowiedziałam się o ciąży, był dla mnie ciężki. Byłam w szkole i bardzo źle się poczułam. Miałam silne bóle brzucha - wydawało mi się, że dokucza mi wyrostek. Szczerze mówiąc może i podejrzewałam, że jestem w ciąży, ale bałam się do tego przyznać. Wypierałam tę myśl, a brak okresu tłumaczyłam tym, że jestem młoda i mam nieregularne miesiączki.
Na izbę przyjęć zawiózł mnie dyrektor szkoły. W szpitalu dołączyła moja mama i chłopak. Zrobiono mi badania i doktor skierował mnie na USG.

Do gabinetu weszłam razem z matką, ponieważ byłam niepełnoletnia. Lekarka podczas badania na początku nic nie mówiła, a po chwili powiedziała do mojej mamy: Patrzy pani tutaj. Jest serduszko, to ciąża… To już był 14/15 tydzień ciąży. Moja reakcja? Wstałam, ubrałam się - nic nie powiedziałam, nie spojrzałam nawet na matkę – i wyszłam. Ona została. Na korytarzu rozpłakałam się jak dziecko, a do mojego chłopaka, który na mnie czekał, powiedziałam tylko, żeby się do mnie nie odzywał. W drodze do domu nikt nic nie mówił. Najgorsze było dla mnie, że milczała moja mama. Wiem, że w tamtym momencie była zawiedziona, bo myślała, że inaczej będzie wyglądała moja przyszłość. Mój ojciec pracował za granicą, a ona została z tym wszystkim sama.

Przez całą ciążę prawie ciągle leżałam w szpitalu, bardzo źle ją przechodziłam. Do szkoły chodziłam na weekendy, żeby zaliczyć rok. Na szczęście udało mi się to i to z dobrymi ocenami.

Rodziłam naturalnie – przez 21 godzin. Był ze mną mój partner. Zaraz po porodzie, gdy zobaczyłam swoje dziecko, przestraszyłam się, że jest sine i nie płacze. Gdy synek się rozpłakał, po prostu kamień spadł mi z serca. Zapomniałam o bólu, o lękach, a kiedy przystawiono mi go do piersi, byłam naprawdę szczęśliwa. Synek miał długie, czarne włosy - był prześliczny.

O macierzyństwie nie miałam bladego pojęcia, nigdy nie miałam tak małego dzieciątka na rękach. Zresztą sama byłam jeszcze bardzo młoda. Gdy wróciliśmy do domu, mały bardzo płakał, a ja byłam tak obolała, że nie miałam na nic siły. Tak naprawdę byłam ze wszystkim sama -  miałam 17 lat i małe dziecko. Mojej mamy ciągle nie było, bo pomagała chorej babci, a mój partner nie przejawiał szczególnego entuzjazmu i chęci pomocy.

Mój synek w pierwszym roku życia był bardzo chorowity, kilka razy leżał w szpitalu na zapalenie oskrzeli, miał robione inhalacje, przy których bardzo płakał. On cierpiał, a ja razem z nim. Później na szczęście było już tylko lepiej…
Ale były i zabawne momenty. Na przykład mój synuś, kiedy był malutki, prawie zawsze, gdy ściągałam mu pampersa, zaczynał robić siusiu – no i oczywiście cała zawartość jego pęcherza lądowała na mnie.

Mój syn w przyszłym roku kończy 6 lat i pójdzie do szkoły. Jest słodki… Najpiękniejsze dla mnie jest, gdy mówi do mnie: Kocham Cię mama. Ty też mnie kochasz? Odpowiadam mu, że tak, ja Ciebie też. Lub gdy idzie do przedszkola i daje buziaka, a potem macha do mnie z okna. Taki nasz mały rytuał.

Kiedy byłam nastoletnią mamą, było mi ciężko. Usłyszałam wiele przykrych słów od różnych ludzi, bo nie każdy akceptuje taką sytuację. Zaraz przypinają łatkę. Dziś jestem podwójną mamą – moja córeczka 1 stycznia kończy roczek. Synek zawsze się nią opiekuje i wszystkim się chwali, że to jego siostra. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie wyobrażam sobie innego scenariusza, choć z jego ojcem niestety nie jestem, rozstaliśmy się dawno temu, bo nie miałam w nim żadnego oparcia.

Mam męża, dwoje dzieci - tworzymy fantastyczną rodzinę. Pracuję, skończyłam szkołę. Stawiam sobie cele i do nich dążę – mobilizują mnie do tego moje dzieci. Dzięki nim mam w sobie wiele samozaparcia, ale i ogromne pokłady cierpliwości i wyrozumiałości. Moja rodzina jest dla mnie bardzo ważna i wszystko, co robię, robię dla nich. Jestem szczęśliwa.

Alicja

reklama