reklama

Przez dziecko straciłam przyjaciółkę?

Dziś trudno mi to zrozumieć, ale widzę to jasno:

moja szkolna przyjaźń z Judytą zakończyła się, gdy na świecie pojawił się jej synek, a studencka zażyłość z Dagmarą zaczęła odchodzić w zapomnienie, gdy urodziła się moja córka. Smutne, ale prawdziwe. I bez sensu.

Papużki-nierozłączki, bratnie dusze, psiapsióły – choć lubiłyśmy tak o sobie mówić i myśleć, to nasza przyjaźń nie wytrzymała próby czasu. W chwili,  kiedy jedna z nas stała się mamą, automatycznie teleportowała się w inny wymiar, w obcą czasoprzestrzeń - i tak z dnia na dzień spotykałyśmy się coraz rzadziej, nie rozmawiałyśmy już tak często, a i rozumiałyśmy się jakby mniej. Dziś spotykamy się okazjonalnie, w przelocie, a nasze rozmowy ograniczają się do krótkiego referatu na zadany temat: ”co tam u ciebie?”.

Owszem, można powiedzieć, że nie mam szczęścia do ludzi. Jak najbardziej można mi zarzucić, że nie jestem zbyt otwarta na bliskość. Można podsumować, że „taka jest kolej rzeczy” lub skwitować, że owe znajomości w żadnym wypadku nie zasługiwały na miano przyjaźni.

Narodziny dziecka zmieniają wszystko. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to prawdziwa rewolucja – to transformacja kobiety w matkę (przynajmniej przez jakiś czas zapominamy o sobie-nie mamie), to reorganizacja życia na wszelkich frontach – od planu dnia, przez priorytety, po organizację świata. Pojawienie się kwilącego tobołka to totalny misz-masz, siłą rzeczy dotykający wszelkich sfer życia, z towarzyskim włącznie – dlatego czasem bywa tak, że przyjacielskie więzi miast się zacieśniać – oziębią się i osłabiają. Bywa, że to małe, bezzębne szczęście zrywa mit o pokrewieństwie dusz.

Nie ma co ukrywać: macierzyństwo, to słodko-gorzkie zniewolenie, ujmuje nam -  mamom, rodzicom – na towarzyskiej atrakcyjności. Nie jesteśmy już dostępni dla innych w każdej chwili, a i nasza każda myśl orbituje w innym, obcym wymiarze. Zwyczajowo nie mamy do niczego głowy i brak nam czasu. Trudno się dziwić: dziecko absorbuje, zaprząta uwagę, serce i czas. Oto kobieta nagle staje się opiekunką, barem mlecznym, praczką, śpiewaczką – i to zakutą w domowe kajdany całodobowo.

Nie każdy rozumie, że zajmowanie się dzieckiem to nie spokojne posiedzenia przy herbacie i serialu. Nie każdy, zwłaszcza ten, kto nie ma dzieci, ma je w wersji „anielskiej” bądź już wyrośniętej da wiarę, że po całodziennej orce trudno jest tak do końca otrzepać się z okruchów macierzyństwa, założyć przyzwoite dżinsy, umalować oko i z promiennym uśmiechem na ustach czarować towarzysko.

Tak, tak: my-mamy cierpimy na niedoczas i na okresowa indolencję umysłową (zwłaszcza zaraz po narodzinach dziecka: niedospanie, hormony, zmęczenie i oszołomienie) – brak nam czasu dla siebie, na hobby, na pielęgnowanie znajomości. Telefon od przyjaciółki to głównie zaburzenie codziennego rytmu – wszak wciąż, niezmiennie mamy ręce pełne roboty, a doba jest taka nieelastyczna.

Nawet, jeśli uda nam się wyjść z domu i nie jest do wypad na szybkie zakupy, to i tak nasze myśli krążą wokół dziecka, a może się też zdarzyć, że tylko my uważamy tematy kupkowo-słoiczkowe za równie ciekawe co wydarzenia ze sceny politycznej czy modowe nowinki. Co gorsza, jeśli urwiemy się na wieczorne plotki przy winie – i tak uważamy, by nie przeholować, bo karmienie, nocne kwilenie czy pobudka bladym świtem. Jesteśmy monotematycznymi sztywniarami.

To może budzić irytację i tworzyć bariery pomiędzy osobami jeszcze do niedawna mającymi tak wiele wspólnego ze sobą. A mama, przyjaciółka i dziecko? Z kolei spotkanie, w którym uczestniczy maluch, niesie ze sobą dodatkowa porcję decybeli i zagęszczenie wydarzeń - to wrzaski, płacze i jęki; to ciągnięcie kota za ogon czy rysowanie po ścianach. Zwłaszcza osoby bezdzietne czyt. nie zaprawione w codziennych bojach, mogą być mało wyrozumiałe, a wyczyny szkraba mogą budzić odczucia cokolwiek odmienne niż zachwyt czy rozczulenie. Tak, tak – takie spotkania mogą być spinające i męczące…

Często niestety zdarza się tak, że kobiety „mamusieją”, nie dbają o siebie, mają tłuste włosy, rozciągnięte dresy, co gorsza zaczynają porozumiewać się mamuśkowym slangiem – nabywają maniery „mercheweczkowo-selerkowej” bądź wyrażają się w sposób ordynarny, z którego „wisieć u cyca” to dość łagodna forma relacjonowania rzeczywistości.

Szanuj przyjaźń:

  • przede wszystkim pamiętaj, że oprócz bycia matką jesteś też kobietą, człowiekiem, znajomą, a bycie mamą to nie jedna rzecz, która się liczy w życiu
  • nie zapominaj o swej przedmacierzyńskiej przeszłości – twoi przyjaciele, znajomi byli kiedyś częścią ciebie i twojego życia, to nie powinno się zmienić
  • niech twoje spotkania towarzyskie czasem będą wolne od dzieci w pełnym tego słowa znaczeniu. Daj się czasem wyciągnąć na plotki przy kawie, do kina czy zapisz się z przyjaciółką na aerobik. I nie opowiadaj wciąż o tym, jaka to jesteś niewyspana, jak maluch reaguje na nowe pokarmy. Daj dojść innym do głosu, a i sama czasem zabierz go w kwestii innej niż dzieci
  • nie zmieniaj się na siłę, jeśli dotąd byłaś typem żartownisia, nie zakładaj maski kobiety po przejściach; jeśli nosiłaś trampki, nie zamieniaj ich na szpilki tylko z racji tego, że zmieniło się twoje życie. Ty aż tak nie powinnaś się zmienić
  • w rozmowie unikaj irytujących zwrotów „o czym guga moje dzidzi”, „cio to bobaśku” czy tych bardziej dosadnych sformułowań
  • nie uzurpuj sobie prawa do przywilejów dla siebie czy dziecka. Miej na uwadze, że szkrab jest oczkiem w głowie, ale twoim i że zachwyca, ale głównie rodziców czy dziadków. O i pamiętaj, że nie tylko ty jesteś mamą
  • nie pozwól, by twoje dziecko zamiast słodkiej pociechy stało się dla twoich znajomych „straszakiem” . Nie dręcz koleżanek zdjęciami, anegdotami, nie prezentuj w nieskończoność dziecięcej garderoby. I pamiętaj, że nie dla wszystkich wyczyny malucha są rozkoszne i niesamowite. Zwłaszcza buszowanie wśród kolekcji kryształowych wazonów waszych gospodarzy
  • bądź wyrozumiała – zarówno dla siebie, dla przyjaciółki, jak i dla waszej znajomości. Nie wymagaj od niej zmiany przyzwyczajeń, regularnych odwiedzin, nie bądź roszczeniowa. Rozmawiajcie, nie twórzcie niedomówień. Nowe role, nowe realia to trudny czas – dajcie sobie jeszcze chwilę na zaczerpnięcie oddechu i na odnalezienie siebie w nowej sytuacji. Warto.

Monika Zalewska - Biełło

reklama