reklama
Rodzina determinuje rozwój psychiczny dziecka

Rodzina determinuje rozwój psychiczny dziecka

Małe dzieci, uczą się stosunku do siebie i do świata obserwując dorosłych wokół nich. Dzięki temu "dowiadują się", co myśleć o sobie i otoczeniu. Jeśli przebywają w otoczeniu ludzi pełnych poczucia winy lub złości, nieszczęśliwych i zalęknionych, uczą się od nich negatywnych rzeczy o sobie i otaczającym je świecie.

Dzieci przejmują od rodziców nie to, co oni jedynie werbalnie przekazują, ale przede wszystkim to, co rodzice rzeczywiście w sobie noszą i co tworzy zręb ich osobowości. Początkowo maleńkie dzieci są po prostu doskonałe i pełne miłości, w dodatku zachowują się tak, jakby o tym wiedziały. Nie muszą nic robić, by takimi być! Bez zahamowań wyrażają swoje emocje i nie obawiają się ich.

Rodzice wiedzą, kiedy dziecko jest niezadowolone. Wiedzą także, kiedy jest szczęśliwe, bo swoją radość maleństwo wyraża całym sobą. Niemowlęta kochają także każdą część swojego ciała. W miarę dorastania uczą się żyć bez miłości, ale początkowo tego nie potrafią.

W wychowaniu dziecka różne rzeczy uznajemy za ważne. Są rodzice, którzy uważają, że maleństwu trzeba zapewnić pożywienie, ubranie itp., a jego psychika rozwinie się sama, wraz z rozwoju mózgu. Niestety, tak nie jest! Aby się rozwijać, psychika (chodzi tu przede wszystkim o strukturę osobowości) potrzebuje szczególnych bodźców, musi  „zapoznać się" z pewnymi sytuacjami i przekazami z zewnątrz. Dzięki odpowiedniej edukacji zapewniamy dziecku prawidłowy rozwój intelektualny, poszerzamy jego wiedzę, ale nie chronimy jego osobowości przed zaburzeniami, które pojawiają się, gdy zabraknie konkretnych sytuacji w rodzinie, bądź te, które się pojawią będą nieprawidłowe. Te „trudne” sytuacje, wewnętrzne problemy z dzieciństwa  mogą zdeterminować późniejszy rozwój. Wiemy np. że „dorośli bici jako dzieci biją z kolei swoje dzieci” , „rozwód rodziców negatywnie wpływa na psychikę dzieci” itd.

Jednak warto sobie uświadomić, że:

  • decydujący wpływ mogą mieć nie tylko czynniki nagłe i szczególne traumy, lecz także takie, które trudno dostrzec, a których siła polega na długotrwałości działania,
  • o urazowej sile danego oddziaływania świadczy to, w jaki sposób odbiera je dziecko. Rzecz według rodzicom nieistotna i błaha, dla niego może być przerażająca i destrukcyjna,
  • urazem może być też sytuacja, której ani rodzice, ani dziecko nie spostrzegają jako takiej (np. dziecko wychowywane bez babcię, gdy ani matka, ani ojciec, ani ono samo nie czuje, iż może to stać się źródłem problemów psychicznych),
  • pewne sytuacje trudne dotykają wszystkich dzieci. Sam poród stanowi właśnie taki moment. Przebyte w dzieciństwie choroby somatyczne mają swoje odzwierciedlenie w psychice; wymogi otoczenia związane z treningiem czystości, a więc nakaz załatwiania się do nocniczka, konieczność uczęszczania do żłobka, przedszkola, są zawsze dla dziecka mniej lub bardziej uciążliwe.

Często wydaje nam się, że poprawny rozwój może zapewnić maluchowi sama matka. To prawda, początkowo jest ona najważniejsza, ale niemowlę jest dzieckiem ojca i matki, którzy jako para rodzicielska pełnią zasadniczą rolę w kształtowaniu się jego psychiki. Oczywiście chodzi tu o realny udział rodziców (albo opiekunów obojga płci) w wychowaniu. Znamy sytuacje, gdy formalnie rodzice są razem, lecz realnie jedno z nich jest „nieobecne” – fizycznie i psychicznie nie bierze udziału w wychowaniu. Może być też tak, że są osobno, jednak  wychowanie potomstwa jest sprawą ich obojga.  

Jeżeli samotna matka, osoba o stabilnej psychice, wychowuje córkę z miłością i oddaniem, jej dziecko, mimo wszystko, nie jest w dobrej sytuacji. Dlaczego? Dziewczynka może być bardziej zalękniona i niesamodzielna niż inni. Ma ono bowiem tylko jedną bliską osobę, a więc silniej obawia się utraty jej miłości. Jest do niej bardzo przywiązana, a może zachowywać się tak, jakby ciągle brakowało jej uwagi matki. Dla córki, ważne są czasowe sojusze z ojcem, potrzebne, by odpocząć od mamy. Tu będzie to niemożliwe. Jeśli do tego matka, nawet w dobrej wierze, stale mówi córce, o swoim poświęceniu dla niej, o radości z tego powodu, dziecko przeżywa nieświadomy konflikt psychiczny.

Pojawiają się w niej sprzeczne, a niemożliwe do wyrażenia, czy wyrzucenia z siebie emocje i myśli. Przesadne poczucie lojalności w stosunku do matki, poczucie winy z powodu jej poświęceń, to jedna strona. Druga - podświadoma nienawiść do matki, spowodowana poczuciem uwiązania do niej, brakiem samostanowienia. Córka będzie w konfliktowej i trudnej sytuacji psychologicznej, gdyż każdy bunt, każda próba wyrażenia negatywnych emocji, to zagrożenie utratą najbliższej osoby. Nadejdzie chwila, kiedy dziewczynka zacznie poznawać chłopaków i mężczyzn, a nie będzie miała żadnego wcześniej ukształtowanego wzorca mężczyzny. Wzrasta wówczas prawdopodobieństwo narażenia na różne formy wykorzystania. Co więcej, dorastając silniej od innych poczuje, że staje się rywalką matki, dlatego może mieć tendencje do tłumienia swojej kobiecości (np. w formie zaburzeń odżywiania), którą normalnie jako pierwszy powinien afirmować ojciec. Jeśli matka ma problemy ze znalezieniem partnera i jest sfrustrowana jako kobieta, może nieświadomie zazdrościć, a nawet żywić wrogie uczucia wobec własnej córki. Dziewczynka prawdopodobnie będzie miała tendencje do tłumienia w sobie tych emocji i pragnień, które są odmienne od cech i potrzeb matki, a co za tym idzie do „wypaczania” własnej osobowości.

Dziecko, zarówno chłopiec jak i dziewczynka, nie będzie mogło obserwować i doświadczać relacji pomiędzy dwojgiem ludzi, początkowo bolesnej dla niego, z której samo jest wykluczone (relacja matki i ojca, jako mężczyzny i kobiety). Ta bolesna nauka stanowi podstawowy krok ku radzeniu sobie w samodzielnym życiu. Gdy zabraknie takiej sytuacji, dziecko dostrzega jedynie, że matka jest tylko dla niego, a w dorosłym życiu będzie wierzyło, że jest kimś szczególnym albo - wiecznie niesamodzielne - będzie się czuło, porzucone i samotne. Zdarza się, że matka ma trochę większe problemy ze sobą. Jeśli dziecko posiada kontakt z obojgiem rodziców, uzyskuje swoistą przestrzeń dla własnego rozwoju — nie musi wzorować się tylko na jednym rodzicu. Nawet jeśli obydwoje rodzice mają jakieś problemy, ta wypadkowa może zapewnić mu w miarę poprawny rozwój.

Prawie wszyscy rodzice znają pojęcie nadopiekuńczości. Nie jest ona wcale nadmiarem miłości, co najwyżej nieumiejętną namiastką  prawdziwego kochania oraz zakamuflowanym radzeniem sobie z własnymi problemami kosztem dziecka. Rodzic robi wszystkiego dla dziecka; realizuje jego potrzeby, które rzekomo zna najlepiej, nie rozmawia z nim o tych potrzebach i nie chce wiedzieć, jakie one w rzeczywistości są. Twierdzi, że zna swoje dziecko i wie, co „jest dla niego dobre", niezależnie od tego, co pokazuje samo dziecko. Wyręcza pociechę we wszystkim zapominając, że jako dorosła osoba, syn lub córka będą musieli radzić sobie sami. Nadopiekuńczość to rodzaj niedostrzegania dziecka, pomijania jego indywidualności. Dlaczego niektórzy rodzice stają się nadopiekuńczy? Najczęściej jest to wynik własnych problemów emocjonalnych, strachu przed separacją z dzieckiem. Jest im ono tak bardzo potrzebne, że zapominają o znanej prawdzie, iż „dzieci wychowujemy dla świata, a nie dla siebie”.

Kiedy dorastamy, mamy tendencję do odtwarzania emocjonalnego klimatu domu naszego dzieciństwa, a w naszych osobistych związkach tych samych modeli stosunków, jakie łączyły nas z matką czy ojcem, lub też ich wzajemnych relacji. Niejednokrotnie ludzie postanawiają, że swoje dzieci będą wychowywać zupełnie inaczej, niż sami byli wychowywani. Jednak w większości przypadków postanowienie to będzie trudne do realizacji, gdyż jesteśmy zdeterminowani tym, co sami przeżyliśmy, własną historią i trudno nam wyrwać się z tego kręgu. Oczywiście ludziom często wydaje się, że ich dzieci są zupełnie inne, podczas, gdy w rzeczywistości to, co otrzymują w przekazie rodzicielskim jest bardzo podobne do tego, co ukształtowało rodziców.

Sami też traktujemy siebie podobnie jak traktowali nas rodzice. Narzekamy i karzemy się w ten sam sposób. Jeśli się wsłuchamy, możemy niemalże usłyszeć te same słowa. Kochamy i zachęcamy siebie w ten sam sposób, w jaki nas kochano i dopingowano, kiedy byliśmy dziećmi. Nie jest to ani dobre, ani złe, prawidłowe czy niewłaściwe; to jest klimat, w którym czujemy się „bezpiecznie i u siebie”. Zrozumienie tego to pierwszy krok do świadomego rodzicielstwa.

Anna Czajkowska
pedagog, logopeda
Logopedzi.pl

reklama