reklama
Sącząc drinka wieczorową porą ...

Sącząc drinka wieczorową porą ...

Aktywna zawodowo, doskonale wykształcona mieszkanka dużego miasta. Zadbana, w ciągłym pędzie, wciąż na wysokich obrotach. Niezwykle ceniona w pracy - niemało zarabia, ale i sporo się od niej wymaga. Po powrocie do domu marzy o chwili wytchnienia. I ta nadejdzie, tylko trzeba jeszcze zrobić obiad, pobyć z dzieckiem i ogarnąć mieszkanie. A kiedy nadchodzi wieczór, zmęczona pada w objęcia kanapy, włącza film bądź muzykę, i sięga po ulubionego drinka – wszak tak bardzo potrzebuje wytchnienia i czegoś, co pozwoli jej na miłe rozluźnienie.

Zapiski Beaty - pięknej, niezależnej trzydziestokilkulatki, kobiety sukcesu, mamy z pasją:

Poniedziałek to początek gonitwy, całotygodniowego wyścigu, który zakończy się w niedzielę wieczorem. Założyłam, że w tym tygodniu przebiegnę 50 km i choć to nieco przerażające, jestem gotowa podjąć wyzwanie. Zaraz po pracy wkładam dres, muzyka na uszy i 1/5 planu wykonana. Godzina 17.30 ... po prysznicu układam w głowie plan. Podaję mężowi i córce obiad, ładuję pościel do pralki, układam złożone w równą kostkę ubranie na jutro. Dzisiaj jeszcze pozostaje przepytać Małą z przyrody, poprawić charakterystykę Pottera, poszperać w sieci w poszukiwaniu zdjęć do portfolio z historii ... co za idiota wymyślił robienie takich prac dla dzieci w szóstej klasie. Godzina 22.30 - jestem zmęczona, zniechęcona, nie mam siły, odrabianie lekcji się przedłuża ... sięgam po drinka ... znów mam siłę, odprężam się, nabieram dystansu, przestaję fukać ... drugi drink ... łatwiej mi się zaśnie tuż po 24.00.

Wtorek kompletnie nie chce mi się iść biegać, jestem osłabiona dietą, którą wczoraj rozpoczęłam. Same białka, zalecana umiarkowana forma ruchu, najlepiej spacer. Mała idzie na swój trening na 18.30, zdążyłam przed wyjściem poodkurzać i wydrukować nieszczęsne portfolio. Na bieżni zaliczone kolejne 10 km, dodatkowo 30 minut siłowni, o 20.00 nawet nie chce mi się już jeść. Marzę o położeniu się do łóżka, ale muszę poczekać do 22.00, kiedy to mąż wraca z popołudniowego dyżuru. Oczy same mi się zamykają. Po pierwszym drinku dostaję pozytywnego kopa, po drugim gram z córką karty. Podejrzewam, że pewnie i mąż będzie zadowolony, włożyłam sexowną koszulkę, oko mi się błyszczy, potok słów między nami trwa do północy.

Środa ... środek tygodnia roboczego, dla mnie oznacza dziś wieczorną lekcję włoskiego Całe popołudnie rozwalone, zajmuję się lekcjami z córką (dlaczego ją nauczyłam, że do klasówek przygotowuje się ze mną? Ja czytam rozdziały w książce, a ona potem odpowiada na moje pytania), w tak zwanym międzyczasie „pranie, sranie i ścieranie + gotowanie”. Dziś nie biegam, bo niby kiedy? Raz spróbowałam pobiec na lekcję, ale to mało komfortowe było, wkhm, dla wszystkichJ Moja drinkowa zasada jest prosta, nie biegasz, nie ma nagrody ... ale czasami robię ustępstwo, włoski to przecież też powód, aby się nagrodzić. Zresztą lektorka powiedziała, że po lekcji powinniśmy iść na włoskie wino ... to było.

Czwartek rozpoczął się potwornym bólem głowy, kontrola z urzędu skarbowego zszargała moje nerwy, pokłóciłam  się z mężem o za słoną zupę, mam zespół napięcia przedmiesiączkowego. Odmawiam pisania wypracowania na „tematy wędrowne” (za moich czasów nie było czegoś takiego na polskim ), zatracam się na bieżni 14 km. Mała po swoim treningu zmęczona, ja padnięta, mąż się nie odzywa. Żeby przeprosić za porannego focha, proponuję drinka i jakoś przełamujemy ten czwartkowy impas. Później jest już tylko miło. Niesnaski ulatują, stają się mało ważne, nawet piszę wstęp do wypracowania.

Piątek to dzień, kiedy nigdy nie chce mi się pracować. Wiem, że w poniedziałek i tak będę musiała nadrobić zaległości. Odpowiadam na emaile, płacę rachunki, dodaję aukcje na allegro do obserwowanych. Zbieram siły na trening, dziś Mała ma 2,5 godziny na sali, ja również za ścianą będę aktywna fizycznie. Ostatni dzień roboczy to zwolnienie z odrabiania lekcji, gotowania (zamawiamy pizzę) i ogólne lenistwo. W nagrodę dostaję zadowolone dziecko, również zwolnione z obowiązków i wyluzowanego męża. Świętujemy przy winie, wszak nagroda nam się należy po ciężkim tygodniu pracy.

Sobota i niedziela to jest dopiero maraton ... nie wiem, jak udaje mi się upchnąć w te 2 dni te wszystkie zajęcia, które przeciętnemu człowiekowi zajmują tydzień? Dobiegam te swoje 50 km, robię zakupy, gotuję, idziemy rodzinnie na basen i robimy maraton filmowy: zabili go i uciekł, bajka z Małą plus thiller dla mnie. Czasami nawet nie pamiętam dokładnie, co oglądałam ...

Spotykamy się ze znajomymi, którzy tak samo jak my, potrzebują resetu po całym tygodniu. Pytam koleżanek, matek dziewczynek z klasy Małej, czy one też piją w środku tygodnia (męczona lekkimi wyrzutami sumienia ). Piją wszystkie ... nawet więcej niż ja. Dlatego, że potrzebują nagrody, wytchnienia, dlatego, że mąż pije, a one nie chcą mu robić z tego powodu awantury. Chcą być wyluzowane, uśmiechnięte, nabrać dystansu to życiowej gonitwy. Chcą mieć siłę, aby klonować się każdego dnia, być perfekcyjne i niezastąpione, kochane przez dzieci i mężów. W momentach zwątpienia, przeważnie już na kacu, pojawiają się wątpliwości, że może za często, za dużo, że może nie tędy droga.

Wystarczy wtedy w niedzielę wieczorem wypić mocnego drinka, z ulubionym plasterkiem limonki i wszelkie rozterki znikają. Ze zmęczonych, zabieganych, przeładowanych obowiązkami kobiet, stają się elokwentnymi, wyrozumiałymi matkami, żonami, przyjaciółkami.

*******

Alkoholik – każdy z nas nosi w sobie mniej lub barwne obrazy, będące ilustracją tegoż pojęcia. Cuchnący oddech, nieobecny wzrok, nieświeże ubranie i jeden życiowy cel – upić się. Tymczasem uzależniony od alkoholu to nie tylko ten, kto pije agresywnie, na umór czy podporządkowując wszystko „procentom”, stracił nad wszystkim kontrolę. I niekoniecznie jest to mężczyzna.

Alkoholizm kobiet to bardzo poważny problem społeczny, o niepokojąco silnej tendencji wzrostowej. O ile mężczyźni częściej piją towarzysko i wcale nie skrycie, o tyle uzależnienie kobiet to wstydliwa sprawa o głębszym, emocjonalnym podłożu. One piją, by zapić ból istnienia, znieczulić się na rzeczywistość i kłopoty, ale i choć na chwilę uciszyć frustrację - żyjemy w czasach, kiedy kobieta, pod wpływem presji społecznej, wciąż musi coś udowadniać, szarpać się, biec, by realizować się na wielu frontach.

O ile – najczęściej - alkoholikem jest słabo wykształcony bezrobotny, o tyle pijąca kobieta to przeważnie aktywna zawodowo, doskonale wykształcona mieszkanka dużego miasta. Dla niej alkohol to coś więcej, niż miła używka – to cudowne rozluźnienie, boskie znieczulenie, balsam dla duszy. Miłe, pozornie nieszkodliwe hobby, sposób spędzania wolnego czasu, cudowne wyciszenie po ciężkim dniu. Pamiętajmy, że bez względu na powód picia i inne bądź okoliczności, przyjaźń z alkoholem, nie wiadomo jak wyrafinowanym i z jak bardzo wysokiej półki, to znajomość dość ryzykowna.

Czy mam problem?

Jeśli spośród sześciu objawów uzależnienia od alkoholu, odnajdziesz się w co najmniej trzech punktach, masz problem. Jeśli:

1.  czujesz silną potrzebę picia lub odczuwasz głód alkoholu (picie kompulsywne),

2. masz problem z kontrolowaniem picia – nie umiesz się powstrzymać, nie znasz umiaru – ani czasowego, ani ilościowego,

3. odczuwasz wzrost tolerancji na alkohol, to jest wciąż zwiększasz dawkę, by osiągnąć upragniony stan upojenia,

4. odczuwasz objawy abstynencyjne, takie jak lęk, kołatanie serca, drżenie rąk, bezsenność, pocenie się, nudności, i odczuwasz ulgę spożyciu alkoholu,

5. tracisz chęć do przyjemności życiowych nie związanych z piciem (nie masz już hobby, niekoniecznie interesują cię dzieci czy choćby twój wygląd),

6. pijesz pomimo szkód społecznych i zdrowotnych, wywołanych alkoholem, to

Koniecznie zrób coś, by sobie pomóc!

·    Na początek sięgnij po literaturę tematyczną, poradniki i opracowania, zarówno te w formie papierowej, jak i te dostępne on-line.

·    Koniecznie wejdź na www, portale i fora, które odwiedzają ludzie z problemem alkoholowym. Być może szczególnie pomocna okaże się właśnie wymiana doświadczeń (wystarczy w wyszukiwarkę google wpisać hasło „alkoholizm”)

·    Zwróć się o pomoc do specjalisty – psychologa (pierwsze kroki możesz także postawić w poradni on-line), psychiatry bądź lokalnego ośrodka leczenia uzależnień. Być może wskazana będzie terapia - indywidualna lub grupowa.

·    Jeśli nie czujesz się na siłach, by zadziałać, zadzwoń pod numer telefonu zaufania, tam życzliwa osoba nie tylko cię wysłucha, doda sił, ale i odpowiednio cię pokieruje.

·    Porozmawiaj z kimś o swoim problemie – mąż, przyjaciólka, siostra? Będzie ci lepiej ze świadomością, że nie jesteś z tym wszystkim sama.

Monika Zalewska-Biełło

reklama