reklama

Jest wiecznie zielono, a ludzie są pomocni i mili

Do Irlandii wyemigrowałam (wtedy jeszcze z narzeczonym - teraz już z mężem)
prawie 2 lata temu.

Zieloną Wyspę wyobrażałam sobie jako ciągle deszczową, mglistą krainę. Tymczasem zostałam mile zaskoczona. Fakt, deszcz pada częściej niż w Polsce, ale jest również wiele słonecznych dni. Temperatura zimą nigdy nie spada poniżej zera, a latem jest +20. Dzięki temu Irlandia jest wiecznie zielona, a żonkile puszczają pąki już w połowie lutego.

W Irlandii zaszłam w ciążę. W czasie ciąży miałam darmowe wizyty
u lekarza rodzinnego i w szpitalu. Irlandczycy bardzo stawiają na naturę i nie chcą za bardzo w nią ingerować. Jeżeli ciąża jest zdrowa (a moja taka była) badania USG ma się 3 - 4 razy w ciągu całej ciąży.

 Poród wspominam bardzo miło. Mój mąż towarzyszył przy porodzie bez żadnych problemów i bez żadnych opłat. Sala porodowa była pojedyncza i przytulna z wielką piłką, na której mogłam zmniejszyć ból skurczy. Całą noc opiekowała się mną położna. Siedziała przy mnie, nawet kiedy spalam. Przy porodzie nie ma lekarza (tylko przy ZZO jest anestezjolog). Nad ranem, kiedy urodziłam synka, dostałam kawę i tosty.

To dzięki Irlandczykom odnalazłam się w nowym świecie i pracy. Ludzie są bardzo mili i pomocni. Podziwiam ich miłość do dzieci. Często spotykam rodziców po 40, którym oprócz starszych dzieci towarzyszą maluszki w wózkach. Szokuje mnie natomiast,  jak Irlandki ubierają swoje dzieci: przy +10 niemowlaki nie noszą skarpetek, czapek ani kurtek. Nawet w zimie dzieci mają mniej warstw ciuchów niż ich rodzice. Zalecana przez IE temperatura w pokoju dziecięcym to +18... brrrr.  Ja dzieciątko ubieram troszkę cieplej. 

Mieszkam w turystycznym mieście. Latem, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Rodzice z dziećmi - wesołe miasteczko, cyrk, oceanarium, baseny, parki, albo po prostu długie spacery promenadą (Galway leży nad zatoka wychodzącą bezpośrednio do oceanu).  Jest tu pięknie, zielono i oddycha się świeżym powietrzem. Place zabaw są bardzo bezpieczne i kolorowe. Jest mało psów i bardzo dba się o to żeby trawnik został trawnikiem, a nie WC dla zwierzaków. I myślę, że to ogromny plus.

Jeśli chodzi o rażące mnie minusy to: chleb - tylko tostowy i jak wataprzykleja sie do podniebienia. Na szczęście są tu pyszne bagietki no i powstaje coraz więcej sklepów z polską żywnością.  Jeśli chodzi o kuchnię i kulturę jedzenia – brak.  Irlandczycy sami przyznają, że nie mają tradycyjnej kuchni, tyle co przywieźli Anglicy...Ich popisowym daniem jest lasagne i steki.

Generalnie w skali 1 - 10 Irlandia zasługuje na zaszczytne 9 pkt .

anineczka

reklama