reklama

Mieszkamy na wsi pod Bazyleą

Pobyt w Szwajcarii zaczęliśmy od weekendowych wycieczek po całym kraju.

Z trzyletnim dzieckiem zwiedzaliśmy miasta i miasteczka, chodziliśmy po górach. Wszędzie spotykaliśmy rodziny z dziećmi - nawet na czterech tysiącach metrów! Dzieci ubierane są tak, że robi mi się zimno na ich widok. Ledwo chodzą, a już rodzice stawiają je na narty - ale widać, że maluchy to cieszy. Wszędzie są szkółki narciarskie, zazwyczaj jest też tor saneczkowy. Cały sprzęt można wypożyczyć na miejscu.

Pierwsze zaskoczenie to język. Mimo, że znałam nieco niemiecki, tutaj nie rozumiałam nic. Tubylcy naprawdę bardzo się starali, żebym mogła się z nimi porozumieć. Na ulicy wszyscy witają się uśmiechem i "Gruetzi" (różna forma w każdym kantonie), co jest odpowiednikiem polskiego "Szczęść Boże".

Kolejne zaskoczenie - zbliżamy się do pasów na ulicy, a samochody zatrzymują się. Początkowo było mi głupio, gdy moje wtargnięcie na jezdnię wstrzymywało ruch .Na ulicach widać rowerzystów, także rodziców z dziećmi na fotelikach, w specjalnych wózkach lub samodzielnie jadących. Niemal wszędzie są wydzielone pasy dla rowerów, kierowcy traktują rowerzystów z szacunkiem. Zresztą szacunek dla drugiego człowieka widać wszędzie.

Co warto zwiedzić? Wszystko. Szwajcaria jest tak różnorodna! Można wybrać góry, spacery i zwiedzanie miast, można zdecydować się na narty czy sanki, pobyt nad jeziorami. Miasteczka połączone są siecią tras rowerowych i turystycznych (pieszych). Wszędzie można wybrać się z dziećmi, w restauracji podają specjalne dania, często kredki i kolorowanki. A rower bez obaw można zostawić przed restauracją, na chodniku. W miastach i na wsiach organizowane są festyny, gminne zawody sportowe. Ludzie naprawdę się bawią.

Mieszkamy na wsi pod Basel (Bazylea). Warto wybrać się z dziećmi do muzeum lalek w Basel- mają tam fantastyczne zabytkowe misie, domy dla lalek, karuzele. www.spielzeug-welten-museum-basel.ch/de/
Bazylea nazywana jest miastem muzeów, jest ich tu wiele. Koniecznie trzeba wybrać się do Kunstmuseum. Co dziwne, biegające maluchy nie robiły na nikim wrażenia. Tutaj można obejrzeć wirtualną wersję:
www.kunstmuseumbasel.ch/de/

W kantonie Baselland przedszkole (nazywane Spielgruppe) jest nieobowiązkowe dla dzieci w wieku 3-4 lata- 2 razy w tygodniu, bawią się i ćwiczą razem z mamą. Zajęcia trwają ok. godziny. 5-latki chodzą już do obowiązkowego przedszkola (Kindergarten) codziennie na 4 godziny, przypomina to nasze przedszkole. Koło przedszkola i szkoły jest plac zabaw dostępny dla wszystkich.  Dzieciom nie brakuje niczego, nie wiem, na ile jest to kwestia pieniędzy, a na ile panującego tu uwielbienia dla dzieci. Rodziny wielodzietne są wspierane przez państwo. To mnie też zaskoczyło- duża liczba rodzin z 3-4 dzieci, a z drugiej bezdzietnych. Oddziały położnicze, które miałam okazję widzieć, zachwyciły mnie właśnie opieką nad rodziną. Ojcowie biorą czynny udział w porodzie. Nie wiem, jak jest w miastach, ale tutaj brakuje mi przedszkola, umożliwiającego kobiecie pracę zawodową. Przerwa obiadowa w szkole też tego nie ułatwia. Po obiedzie dzieci wracają na zajęcia.  Kobiety zajmują się więc domem, ogrodem, uczestniczą w różnych zajęciach sportowych czy artystycznych. Bardzo popularne jest ozdabianie domów i ogrodów- kompozycjami z kwiatów i gałęzi, wzorami malowanymi na szkle. Czasami organizują domowe przedszkola.

Uczniowie nie mają długich wakacji, naukę przerywają kilkakrotnie w ciągu roku na 2-3 tygodnie. Tak jest w Baselland. Z tego, co wiem, w innych kantonach wygląda to zupełnie inaczej.

Kuchnia szwajcarska to dla mnie przede wszystkim sery, cudowne wynalazki- raclette i fondue- znakomite na kolacje po całym dniu spędzonym na śniegu (ależ kaloryczneeeee). I jeszcze rosti- placki podobne do naszych ziemniaczanych, ale z gotowanych ziemniaków. Oprócz tego dużo ziół, sałaty przeróżne. Widać duży wpływ kuchni włoskiej, francuskiej i niemieckiej.

Magda

reklama