reklama
Mieszkamy w pięknej miejscowości nad Dunajem

Mieszkamy w pięknej miejscowości nad Dunajem

Jestem mamą prawie 5-letniego synka. Od lipca 2012 roku mieszkam z rodziną w Niemczech. Jak się tu znaleźliśmy?

To długa historia, sięgająca czasów naszego poznania się z mężem.

Poznaliśmy się przed moją maturą. Kiedy mój przyszły mąż dowiedział się, że zdaję język niemiecki, bardzo mi pomagał się do niego przygotować. W międzyczasie zostaliśmy parą. Po ślubie przestało nam się układać finansowo. Ja nie mogłam podjąć pracy przez małe dziecko, a mąż co chwilę tracił pracę. Kiedy po kolejnym razie zostaliśmy bez środków do życia, postanowiliśmy przenieść się do Niemiec. Początkowo pojechał sam mąż i znalazł miarę stałą pracę. Zaczęliśmy snuć plany wyjazdu, ale wciąż pojawiały się pytania: Jak damy sobie radę, będziemy przecież sami? Jak poradzi sobie nasz synek? I właściwie nie wiedzieliśmy, od czego zacząć?

Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy wiosną zeszłego roku zmarł teść. Wtedy zapadła decyzja, że chcemy być już razem, żebyśmy byli w końcu pełną rodziną. Zaczęliśmy od poszukiwania mieszkania. Było to trudniejsze niż zakładaliśmy. Trzeba było okazać dochody z ostatnich trzech miesięcy, do tego uiścić kaucję za 3 miesiące i marżę dla biura. Jednak się udało: wynajęliśmy mieszkanie w Deggendorfie.

3 sierpnia 2012 r. przeprowadziliśmy się. W październiku nasz synek poszedł przedszkola. Po 3 miesiącach zaczął mówić po niemiecku. Bardzo dużo rozumie, coraz więcej mówi. Jesteśmy niesamowicie dumni z jego postępów. Przedszkole ewangelickie, do którego trafił też jest świetne. Panie przeurocze. Od początku wypytywały, co nasz synek lubi, jak się zachowuje, itd. Teraz go chwalą, że jest zdolnym chłopczykiem.

Nauczycielki poświęcają dzieciom bardzo dużo czasu. Rozmawiają, opowiadają, czytają. Dbają o zarówno o rozwój manualny, jak i rozwój intelektualny maluchów. Często odbierając synka mogłam poobserwować, jak dzieci się bawią, co robią, bo w ścianach zamontowane są okienka dla rodziców. Bardzo podoba mi się też fakt, że dzieci codziennie, bez względu na pogodę są na świeżym powietrzu. A jeśli jakieś dzieci są przeziębione tworzona jest oddzielna grupa, która zostaje w budynku przedszkolnym razem z opiekunkami.

Chcę napisać kilka słów o leżącym nad Dunajem -Deggendorfie. Miasteczko jest ślicznie położone, u podnóża  gór. Przecina je mnóstwo ścieżek rowerowych. Jest tu piękny basen, lodowisko, place zabaw otwarte i zamknięte. W okolicach można jeździć na nartach. Do większych miast mamy i oraz do granicy z Czechami i Austria mamy około 50 km.

W naszym miasteczku podoba mi się porządek, cisza, spokój. Ludzie dbają tu o swoje rzeczy, czy miejsca. Jest czysto. Nie widać śmieci, ani nie spotyka się panów oblegających od świtu sklepy z alkoholem. Jest tu sporo miejsc, gdzie można wyjść, cos zjeść, posiedzieć w towarzystwie. Jedzenie nie jest idealne, mimo że przeważają kawiarnie i restauracje włoskie, tureckie i chińskie. Niemcy jedzą dużo i dość nie zdrowo. Dlatego staram się przygotowywać posiłki w domu.

Weekendy poświęcamy na poznawanie fajnych miejsc. A jest ich sporo np. BayernPark, Legoland, W Austrii Aqapulco, w Norynberdze Delfinarium. Mimo, że brakuje nam rodziny, nie chcemy wracac. Mamy tu wszystko. Mozemy żyć godnie. Zapewnić dziecku to, czego potrzebuje. Obecnie podjęliśmy decyzję o 2 dziecku.

Uważasz, że ten tekst jest wart przeczytania? Poleć go znajomym:

Oceń:

Wysyłam Twój głos!
Ocena: 4,00 z 5. Głosów: 3
Kliknij w gwiazdki, żeby dodać swój głos.
reklama