reklama

Mieszkamy w Puteaux we Francji

Wkrótce miną trzy lata odkąd wraz z mężem zdecydowaliśmy o zamieszkaniu we Francji.

Wybór kraju nie był dla nas trudny: po pierwsze mówiłam po francusku, po drugie tutaj potrzebni są fizjoterapeuci.

Jeszcze będąc w Polsce znalazłam pracę w szpitalu i po rozmowach z panią dyrektor i ordynatorem oddziału podpisałam kontrakt o pracę. Mieliśmy wtedy już córeczkę – Wiktorię (3 lat), a już byłam w pierwszych tygodniach ciąży z Adamem. Jak wiadomo do odważnych świat należy, więc zdecydowaliśmy, że wyjadę pierwsza, dopuszczając możliwość powrotu po trzymiesięcznym okresie próbnym.

Praca, życie, mentalność i otwartość otaczających mnie ludzi (kolegów w pracy, przełożonych, pacjentów i jak międzynarodowych znajomych) sprawiła, że już po miesiącu byliśmy razem i urządzaliśmy pierwsze mieszkanie na przyjazd Wikuni.

Francja zaskoczyła nas pozytywnie

Francja jest krajem z dodatnim przyrostem naturalnym, ale nie ma się co dziwić – wystarczy spojrzeć na podejście do kobiet w ciąży. Informując o tym fakcie mojego ówczesnego przełożonego drżały mi ręce. Jak się okazało - zupełnie niepotrzebnie. Uzyskałam od niego zapewnienie, że nie ma to najmniejszego wpływu na przedłużenie mojej umowy na czas nieokreślony. Co więcej poinformował mnie o wszelkich udogodnieniach w pracy (np. skrócony czas pracy od czwartego miesiąca ciąży) oraz o formalnościach urzędowych tj. zarejestrowanie ciąży w ubezpieczalni, pracy czy CAFie (kasą zasiłkowa rodzinna).

Nadszedł wrzesień i Wiktoria poszła do przedszkola - jako 3-latek znający jedynie kilka zwrotów po francusku. Moje obawy częściowo zostały rozwiane juz w rozmowie z dyrektorem szkoły (każdy rodzic ma takie spotkanie przed przyjęciem jego dziecka). Indywidualne podejście do dzieci, w miarę możliwości oczywiście wspolistnienia w grupie, jest tutaj ważnym elementem w edukacji. Nasza córeczka szybko nawiązała pierwsze przyjaźnie, dobrze radziła sobie z językiem i programem edukacji przedszkolnej. Po dwóch i pół roku nauki jest dzieckiem dwujęzycznym i szykuje się do pójścia do szkoły podstawowej, zgodnie z francuskim systemem edukacji, w wieku 6 lat.

Ciąża po francusku

Pozytywnych zaskoczeń było więcej. W listopadzie 2010 roku rodziłam Adasia. Wybrałam kliniczny szpital w Paryżu, pomimo że już nie mieszkaliśmy w mieście. Dojazdy z przedmieść na wizyty do centrum romantycznego miasta były jedynym minusem. Ciąża jest prowadzona przez położną w szpitalu, w którym zamierza się rodzic. Przy każdej wizycie jest również badanie podstawowe krwi i moczu, badania specjalistyczne (poza trisomia chromosomu 21) wykonuje się w wybranym przez siebie laboratorium (co miesiąc toksoplazmoza i jednokrotnie AIDS, kila, rzeżączka, p/ciała na różyczkę, p/ciala na WZW typu B, gronkowiec, test obciążenia glukozą itp). Badania ultrasonograficzne w fizjologicznie przebiegającej ciąży są trzy: w 11-13 tygodniu ciąży, w 21-24 i ostanie w 32-34 tygodniu ciąży. Warto tutaj wspomnieć, że podstawowe ubezpieczenie zdrowotne we Francji nie pokrywa wszystkich procedur w 100%. Istnieją komercyjni ubezpieczyciele dodatkowi, z których korzystają chętni. Podstawowe ubezpieczenie pokrywa całość opieki nad kobieta w ciąży od rozpoczęcia 5. miesiąca ciąży do miesiąca po porodzie.

Kolejnym ważnym aspektem jest podejście personelu medycznego do chorego, tudzież zespołu porodowego do rodzącej kobiety. Na pierwszym miejscu jest bezpieczeństwo matki i dziecka, a zaraz za - komfort i działanie przeciwbólowe. Porody rodzinne są niepłatne, tak samo jak znieczulenie zewnątrzoponowe. Rodząc Wikunię w Polsce miałam wielkie szczęście, że kiedy przyjechałam na izbę przyjęć, nie miałam bóli, za to już 5 cm rozwarcia. Moi synowie jednak takiego przywileju mi nie zafundowali. Zarówno przy Adamie, jak i przy Kasprze silne bole i skurcze zmusiły mnie do pojechania do szpitala wcześniej – 3 cm rozwarcia na izbie przyjęć. Atmosfera i życzliwość „mojej” ekipy medycznej i ZZO oraz obecność męża uczyniły jednak oba porody znacznie bardziej komfortowymi, niż mogłabym przypuszczać. Rzeczą bardzo ważną, niestety pominiętą w Polsce, jest obowiązkowa wizyta u anestezjologa w 7. lub 8. miesiącu ciąży. Taka pilotażowa wizyta pozwala na szybkie znieczulenie, jak i zapewnia bezpieczeństwo w przypadku konieczności znieczulenia ogólnego. Pacjentka zgłaszając się do porodu nie wypełnia żadnych dokumentów, gdyż wszystko jest w jej teczce – od pierwszej do ostatniej wizyty poprzez wszystkie wyniki badan laboratoryjnych i usg.

Po urodzeniu Adasia wychodziłam na 4 dzień (tak jak jest to tutaj przyjęte), czas spędzałam wspólnie z synkiem w pokoju jednoosobowym, mając do dyspozycji uśmiechnięte położne i pielęgniarki przez cala dobę oraz odwiedziny najbliższych, także Wikunii. Miłym i potrzebnym miejscem na oddziale był tzw. żłobek – sala wyposażona w wanienki, przewijaki itp, gdzie z pomocą położnych noworodkowych nie tylko mama, ale również tata czy babcia mogli nauczyć się przewijania, kapania, ubierania i wszelakich zabiegów codziennych nad maluszkiem. Narodziny Kasperka przebiegły jeszcze sprawniej i mogłam skorzystać z wcześniejszego wyjścia. Po dwóch dniach opuściłam szpital, dalsza opiekę nad nami sprawowała położna, która przyszła kilka razy na ważenie i pobranie krwi na badania genetyczne (mukowiscydoza i inne).

Obecnie jestem jeszcze na urlopie macierzyńskim, którego długość jest zależna od kolejnej ciąży. Najkrótszy urlop macierzyński przysługuje na pierwsze dziecko i wynosi 16 tygodni. Rozpoczyna się zawsze 6 tygodni od daty planowanego porodu, tak samo jak trwający 20 tygodniu urlop na drugie dziecko. Na trzecie i kolejne urlop macierzyński trwa 26 tygodni i rozpoczyna się 8 tygodni przed planowanym porodem. Istnieje możliwość wzięcia dodatkowych 2 tygodni przed urlopem macierzyńskim – jest to tzw. Urlop patologiczny i wypisuje go prowadząca ciążę położna. Zwolnienia lekarskie w ciąży są tutaj rzadkością i wiążą się z powikłaniami i/lub raczej poważnymi problemami w przebiegu ciąży.

Mama wraca do pracy

Wracająca do pracy mama ma więcej możliwości zapewnienia dziecku opieki niż w Polsce. Żłobki są na nieporównywalnie wyższym poziomie, z elastycznymi godzinami, różnorodnym mlekiem czy menu dla starszych dzieci, pieluchami itp. Istnieją tez „zrzeszone nianie z wykształcenia” – są to osoby kończące pomaturalne kursy opieki nad dziećmi, które przechodzą przez szereg egzaminów i następnie są zobowiązane do zaadaptowania swojego mieszkania na potrzeby dzieci. Po wizycie przez przedstawicieli „kuratorów” otrzymują decyzje czy i jaka liczba dzieci mogą się opiekować. Jest to bardzo dobra forma opieki nad maluszkami, sami z niej korzystaliśmy przy Adasiu i bardzo sobie chwaliliśmy. Nasz synek miał dwóch kolegów i wspaniałą opiekunkę, która była dla niego jak babcia. Zatrudniając taką nianię spisuje się umowę o pracę, następnie co miesiąc wypełnia arkusz wypłaty w Internecie (we Francji każdą sprawę można załatwić przez Internet), który jest przekazywany do CAF (kasą zasiłkowa rodzinna), skąd zatrudniający nianie rodzice dostają zwrot części kosztów. Dodatkowo koszty wypłat dla niani są odpisywane od dochodu w corocznym zeznaniu podatkowym.

Dla troszkę starszych dzieci (dwu i trzylatków) są ogródki dziecięce. Jest to miejsce pośrednie miedzy żłobkiem a przedszkolem, dzieci spędzają czas na zabawie, ale tez maja pierwsze zajęcia dydaktyczne w formie lekkiej, zabawowej. Dzieci trzyletnie rozpoczynają naukę w przedszkolu – ponad 92% francuskich trzylatków chodzi do przedszkoli, gdyż ich dostępność jest dostosowywana do liczby dzieci z danego rocznika. W ciągu trzech lat przedszkola dzieciaki uczą się alfabetu, pisania liter i cyfr, sylabizowania, dodawania do 10 itp., na przemian z zajęciami sportowymi, w tym basenem. Sprawność tutejszych dzieci jest nieporównywalnie większa w stosunku do dzieci polskich, o czym się przekonujemy każdorazowo spędzająca wakacje w Polsce i obserwując nasze dzieci na placach zabaw. W żłobkach, ogródkach dziecięcych płaci się za godzinę, stawka jest zależna od dochodu rodziców. W przedszkolach, gdzie nauka jest od 8.30 do 16.30 płaci się za obiad (cena zależna od dochodu rodziców) oraz dodatkowo za poranną czy wieczorną świetlicę, jeśli praca nie pozwala na przyprowadzenie lub odebranie dziecka o wskazanej godzinie. Przedszkola i szkoły są nieczynne w środy – w te dni rodzice zajmują się dziećmi, korzystając z szerokiego wachlarza dodatkowych zajęć lub w przypadku, gdy pracują, zapisują dzieci do świetlicy, która jest czynna również w czasie wakacji.

Atrakcje dla dzieci

Dzieci, tak jak i osoby starsze są integralna częścią społeczeństwa - jest to bardzo widoczne w codziennym życiu w naszym mieście. Liczba placów zabaw, jak i organizowanych imprez weekendowych lub wakacyjnych może przyprawić o zawrót głowy. Zdecydowana większość atrakcji jest darmowa, aby każdy mógł skorzystać. Ktoś powie, ze jednak na zorganizowanie np. lodowiska i zatrudnienie animatorów potrzeba pieniędzy – owszem, opłacane jest to z naszych miejskich podatków. Zajęciami płatnymi są środowe lub sobotnie zajęcia sportowe, artystyczne, muzyczne czy tez językowe. Wiktoria i Adam chodzą na basen, gdzie w swoich grupach pod okiem instruktora (Adaś jako poniżej 3 lat jest z jednym z rodziców w wodzie) uczą się pływać.

Całorocznie czynna jest Ludotheque – sala gier i zabaw z podziałem w zależności na wiek dzieci, gdzie można choćby w deszczowe dni pograć w gry planszowe, pobudować z klocków, pobawić w sklep czy w mechanika samochodowego. Dla starszych dzieci ciekawym miejscem jest Naturoscope – odbywają się tam wystawy tematyczne. Obecna dotyczy wilków, poprzednio można było poznać zwyczaje pszczół, a jeszcze wcześniejsza dotyczyła ryb slodkowodnych. Zabawa i gry tematyczne połączone z nauka spełniają oczekiwania nie tylko dzieci, ale również ich rodziców.

Ciekawym miejscem jest Mediatheque, która można porównać do wypożyczalni płyt, książek itp. W dziale dziecięcym jest oczywiście czytelnia, w której można wspólnie spędzić czas. Organizowane są również poranki zwane „Godzina powieści”, podczas których pani opowiada i czyta książeczki wciągając dzieci w bajeczny świat. W miejskim kinie raz w miesiącu jest „Podwieczorkowe kino”, gdzie po specjalnej emisji filmu jest dla dzieci przygotowany podwieczorek.

Sportowym sercem miasta jest wyspa, gdzie znajduje się kompleks basenów, kortów, boisk oraz siłownia na otwartym terenie. Piękny ogród różany zaprasza na spokojne spacerki i odpoczynek w pięknym otoczeniu. Na krotka rozrywkę zapraszają dwie miejskie karuzele: jedna w centrum obok głównego placu miasta, druga na terenie znanego szerzej na świecie La Defense (zwane paryskim Manhatanem).

Pozytywy? Tych jest wiele

Nie ma co udawać, że wszystko jest idealne. Także we Francji są rzeczy denerwujące, irytujące i nie do przyjęcia – ale nie ma ich aż tak wiele. Dla mnie najbardziej uciążliwy jest sposób jazdy. Znani z perfekcyjnego wykorzystywania miejsca przy parkowaniu Francuzi potrafią zatrzymać się na zakręcie i zostawić tam samochód uniemożliwiając przejazd innym, aby kupić papierosy w Tabacu na rogu. Nikogo nie dziwy skręcanie w lewo z pasą oznaczonego do jazdy w prawo i ogólne nieużywanie migaczy. Dodatkowo wszechobecni motocykliści uważający się za pojazdy uprzywilejowane.

Za to całą reszta… Obecnie jest zima, zalegające w Polsce hałdy śniegu i zaskoczeni drogowcy. W Puteaux (nie wiem czy w całej Francji) drogi są czarne, zawsze odśnieżone, nawet przy tak obfitych opadach śniegu jak w tym roku. Dodatkowo, gdy tylko temperatura na to pozwala, ulice i chodniki są myte codziennie. Niezwykle milo jest rano odprowadzać dzieci do przedszkola i spacerować czystym chodnikiem, jechać wózkiem dziecięcym po niedziurawych alejkach.

Wychowanie dzieci we Francji nie różni się zbytnio od polskiego wzorca. Rzeczą, która mnie cieszy jako mamę małych buntowników potrafiących wpaść w histerie, jest fakt nie wtrącania się przypadkowych przychodniów. Widok histeryzującego malucha, krzyczącego o zabawkę czy tez tarzającego się po chodniku chłopca nie przyciąga setek „życzliwych”. Kilka razy zdarzyło mi się usłyszeć słowa aprobaty, że nie ustępuję dziecku, gdy to wymusza na mnie cos krzykiem, płaczem i tarzaniem się po ziemi. Innym czynnikiem mającym na pewno wpływ na wychowanie jest duża różnorodność rasowa i religijna społeczeństwa francuskiego. Dzieci uczą się akceptacji, ale też w mniejszym stopniu dostrzegają różnice – staje się dla nim rzeczą naturalną przeplatanie się odmiennych religii i kultur.

Innym pozytywem płynącym z mieszkania we Francji jest kuchnia – zdrowszy sposób odżywiania, którego dzieci uczą się w domach i przedszkolach. Szeroki wybór owoców i warzyw oraz ich obecność w każdym posiłku jest godna pochwały. Je się też więcej świeżych ryb i owoców morza, a do posiłków pije się wodę lub wino.

Powszechnie kojarzone z francuską kuchnią żabie udka czy ślimaki nie są powszechne. Godny polecenia jest natomiast królik (lapin) czy tez kogut duszony w winie (coq au vin). Trzeba pamiętać, że francuska kuchnia najdobitniej przejawia się w mocno zróżnicowanych potrawach regionalnych: od alzackich pieczonych mięs popijanych piwem do bretońskich naleśników na słodko lub słono.

Pozdrawiamy,

Marta i Marcin oraz Wiktoria (5 i pól roku), Adam (2 lata i 2 miesiące) i Kasper (3 miesiące)






reklama