Mój dom w Kanadzie

To życie zadecydowało za mnie, że po raz kolejny zamieszkam za granicą.

Zakochałam się w Polaku mieszkającym w Kanadzie. Zanim pobraliśmy się, minął rok - czas, kiedy musieliśmy pokonać wiele przeciwności.

W końcu, po roku od pierwszego spotkania, udało nam się. Wzięliśmy ślub konkordatowy w Polsce, wierzymy, że było nam tak przeznaczone. Wcześniej nie dostałam wizy turystycznej do Kanady, a tam wchodził w grę tylko ślub cywilny. Nasz ślub był skromny, ale przez to mistyczny - przeżywaliśmy sam sakrament, a nie imprezę i pompę, jak to bywa w Polsce. Nawet alkohol nie lał się strumieniami - wznieśliśmy toast szampanem, a do kolacji piliśmy z rodzicami wino.Trafił nam się też niesamowity kapłan, młody pełen entuzjazmu i prawdziwie oddany naszej sprawie. Był to pierwszy ślub, jakiego udzielał w życiu.

Potem mòj ukochany pojechał za ocean, a ja zaczęłam przygotowywać się do wyjazdu. Najbardziej zmęczył mnie proces emigracyjny -nieufność urzędnikòw, załatwianie papierkowych spraw - còż, do papierkòw mam awersję.

Musiałam przez sąd pozbawić praw rodzicielskich ojca mojego dziecka (ojca tylko formalnego, bo w naszym życiu nieobecnego), żeby mòc w ogòle cały proces rozpocząć. Jak najszybciej chciałam znaleźć się w za oceanem, ponieważ czekał tam na mnie mòj mąż. Nie myślałam zbyt wiele, jak to będzie, czego mogę się spodziewać na miejscu… Wiedziałam, że jadę do faceta po przejściach, spłukanego po rozwodzie, że czeka nas tam wspòlne docieranie i budowanie przyszłości od zera.

Moje wyobrażenie o tym kraju było oparte na relacjach męża - niedobre jedzenie, słabe kontakty międzyludzkie, pogoń za kasą, a jednocześnie-zapierająca dech w piersiach przyroda i godziwe warunki do życia. Byłam zakochana, pełna energii, optymizmu, gotowa do odkrycia nowego kontynentu. Wyjeżdżałam razem z ośmioletnią còreczką z miasteczka na Śląsku, pogrążonego w marazmie i bezrobociu. Wcześniej mieszkałam już przez dwa lata w Niemczech i spodziewałam się, że Kanada oferuje podobne standardy...

Pierwsze zaskoczenie było już na lotnisku -powitały nas panie w kowbojskich kapeluszach, żebyśmy przypadkiem nie zapomniały, że wylądowałyśmy w Calgary, najbardziej krowim mieście na zachodzie Kanady. Samo lotnisko było dość prowincjonalne, a obrazy wiszące prawie wszędzie (jelenie, krowy i inne kiczunki) przyprawiały mnie o ironiczny uśmiech, jak chyba każdego, kto ma jakiekolwiek plastyczne wykształcenie i odrobinę dobrego smaku. Długo czekałyśmy na bagaże, trochę przestraszone, że skonfiskują keks, upieczony dla zięcia przez moją mamę. Po kròtkich formalnościach imigracyjnych znalazłyśmy się w objęciach stęsknionego faceta, buzi, kwiatki i już jechaliśmy do domku.

Po drodze przeżyłam pierwszy szok - znajomy pokazał nam budynek schroniska dla bezdomnych, wyglądający jak luksusowy hotel... Còż, przypomniały mi się śląskie familoki...

Apartament, ktòry wynajął dla nas mòj ukochany zrobił dobre wrażenie, był przestronny (70m²), miał dwie sypialnie, kuchnię, jadalnię i pokòj dzienny (living room), za mieszkanie tego typu w Calgary płaciło się wówczas około 700-800 $, do tego dochodziły opłaty za prąd (40-60 $) i telefon, a czasem ròwnież za wodę i kablòwke. Żeby wynająć w Kanadzie mieszkanie trzeba zapłacić kaucje, przeważnie jest to ròwnowartość jednego miesiąca wynajmu. W większości apartamentowcòw nie wolno trzymać zwierząt, jest to zawarte w umowie i ściśle przestrzegane. Nasz budynek to tzw."Adult Building" czyli przeznaczony jest dla dorosłych, ale to akurat nie jest tak bardzo przestrzegane, mamy tu sporo dzieciakòw. Ważne są ròwnież referencje z poprzedniego miejsca zamieszkania-czyli notatka jak długo mieszkałeś i czy płaciłeś reguralnie czynsz. Ważne czynniki przy szukaniu mieszkania to też: odległość do szkoły, sklepu  i kolejki lub autobusu, odległości kanadyjskie znacznie się bowiem ròżnią od polskich. Tu wszystko jest bardzo rozwleczone a praktycznie nie da funkcjonować bez samochodu, ale o tym pòźniej... Można też dostać mieszkanie państwowe, jeśli ma sie małe dochody lub jest np: samotną matką. Składa się wtedy podanie i dostaje przydział w zależności od wielkości rodziny. Okres oczekiwania wynosi od miesiaca do roku, ale w trudnych sytuacjach dostaje sie mieszkanie natychmiast. Opłata za takie lokum to 25% dochodow miesiecznych.

Przeraziłam się tym, że w takim bogatym kraju o niesamowitym zapleczu socjalnym jest tak wielu bezdomnych. Zamieszkaliśmy blisko centrum miasta i praktycznie wszędzie się ich spotykało. Nie bywają jednak głodni jak biedacy w Polsce, to ich wybòr, a głòwnie alkoholizm i narkomania sprowadza ich na ulice. Dużo jest wśròd nich Indian, przykro na to patrzeć, bo przecież to do nich należała kiedyś ta ziema. Nie potrafią sie dostosować do obecnej rzeczywistości pomimo ogromnej pomocy ze strony państwa.

Pierwsze dni były sielanką, nie widzieliśmy się w końcu 9 miesięcy... Cieszyliśmy sie naszą rodziną, spacerowaliśmy pomimo chwiejnej listopadowej aury i robiliśmy zdjęcia. Wybraliśmy sie na wycieczkę w gòry-przed wyjazdem dużo czytałam na temat okolicy Calgary  i Rocky Montains  i byłam podekscytowana, że będę mieszkać w tak niewielkiej odległości od najbardziej dramatycznych gòr na Ziemi. Faktycznie okazały sie być piękne, pomimo że ze względu na zamknięte z powodu śniegu drogi zwiedziliśmy zaledwie ich podnòże.
                                    
Kilka dni po przyjeździe postanowiłam zapisać còreczkę do szkoły, wybrałam szkołę katolicką-zadecydowało kilka czynnikòw. Po pierwsze była 15 min piechotą od naszego domu, po drugie cieszyła się bardzo dobrą opinią, a po trzecie w tego rodzaju szkołach jest większa dyscyplina (co i tak na kanadyjskie warunki oznacza totalny luz). Nie jest to szkoła publiczna (opłata jest symboliczna, około 100$ na rok, do tego dochodzi koszt obowiązkowych mundurkòw), są tam głownie chrześcijańskie dzieci z Europy i Kanady. Nigdy nie byłam rasistką, ale mieszkając za granicą i obcując na co dzień z ludźmi innych kultur, zaczęłam dostrzegać ròżnice, ktòre niekoniecznie są pozytywne. Szczegòlnie dostrzegalne są pomiędzy ludźmi innych wyznań niż chrześcijańskie.

Zajęcia w szkole zaczynają się o 8:50 rano, najwcześniej można być w szkole o 8:35, o 12:00 jest godzinna przerwa na lunch. Przeważnie spędzają ją na placu zabaw pod szkołą, jedząc i  bawiąc się. Dziecko, ktòre zapomni drugiego śniadania, dostaje je bezpłatnie ze szkoły. Zajęcia trwają do 15:15, w przypadku drugiej klasy jest to głòwnie zabawa.

Moja còreczka uwielbia chodzić do szkoły, ostatnio stwierdziła, że jest załamana z powodu zbliżających sie wakacji. Dzieci dostają niewiele zadań domowych, oglądają dużo filmòw. Od trzeciej klasy zaczynają się zajęcia z komputerem. Program nauczania jest skonstruowany tak, żeby ich zbytnio nie obciążać, niczego nie uczą sie na pamięć, nawet kròtkich wierszykòw. Ponieważ Julka przyjechała z zerową znajomością angielskiego uczęszczała na początku na dodatkowe zajęcia, prowadzone w szkole przez wolontariuszy. Po 9 miesiącach pobytu umie napisać opowiadanie po angielsku i radzi sobie świetnie ze wszyskimi przedmiotami.

Wszelkie dodatkowe zajęcia są w Kanadzie płatne, często grubo, bo np: za godzinna lekcje gry na fortepianie trzeba zapłacić 30-50$. Kòłka plastyczne, karate czy balet to wydatek od 60 do 100$ miesięcznie. Polska szkoła działa w soboty, kosztuje około 65 $. Po zajęciach trzeba dziecko odebrać ze szkoły do 15:30, świetlica otwarta jest do 17:30 i kosztuje 210 $+20$ za dowòz dziecka autobusem z pod szkoły. Podobnie jest we wszystkich szkołach w Calgary.Wakacje mają w ròżnych terminach. Zawsze zimowe, trwające dwa tygodnie, potem wiosenne(dwa tygodnie) i letnie zaczynające się w tym roku 26 czerwca(dwa miesiące). Daty rozpoczęcia wakacji są ròżne w każdej szkole. Wakacje można spędzać na ròżnego rodzaju obozach(kampach),organizowane są też zajęcia w świetlicach i domach kultury(community centre). Cena kilkudniowego kampu wacha się od 100 do 200$.Za całodniowe zajęcia w "community centre" trzeba zapłacić ok 60 $ za tydzień.

Dzieci są tu niestety strasznie rozwydrzone, bezstresowe  wychowanie nie jest wynikiem wyboru, tylko braku czasu ze strony rodziców. Pogoń za pięniądzem  i rozluźnione więzy rodzinne, niesamowita ilość rozwodòw (podobno w Calgary jest najwięcej w Kanadzie rozwodòw i samobòjstw) powoduję, że dzieci wychowuje telewizja i gry wideo. Wiąże się to z pòźniejszymi dramatami, np: synek dzwoni na policję, żeby donieść na tatusia, ktòry rzekomo go zbił, a tak naprawdę zabronił korzystania z komputera lub gier, lub też còreczka wyprowadza się z domu w wieku lat 16 i jeszcze sądzi rodzicòw o  alimenty-powòd: nie pozwolili jej spać z "boyfriendem" pod ich dachem.Takich sytuacji są tysiące. Prawo zabrania zostawiania dziecka poniżej 12 lat bez opieki (nawet gdy chcesz wyskoczyć na 15 min z domu), a jednocześnie dziecko w wieku 16 lat może wyprowadzić się z domu i dostawać od rodzicòw alimenty. Moja còreczka zrobiła furorę nawet w polskim środowisku używając słòw: dziekuję, proszę i przepraszam i proponując na kanadyjskich urodzinach pomoc w zmywaniu garnkòw...

Spędzać z dziećmi czas można w wielu miejscach. Dużo jest zadbanych placòw zabaw z fantastycznymi zjeżdżalniami, natryskami, fontannami, rzadko niestety w tygodniu można tam spotkać rodzicòw z dziećmi. W samym Calgary jest około 700 km ścieżek rowerowych i wiele innych atrakcji-baseny, kryte i na powietrzu, rzeka płynąca przez całe miasto i kilka wielkich parkow(każdy około 10km kwadratowych) oraz cała masa małych parkòw, własciwie na każdym osiedlu. Wszędzie w parkach oszałamiająca ilość kwiatòw(ktòrych nikt nie zrywa ani nie wykopuje, jak to niestety w Polsce bywało) oraz ròżne zabawne zwierzęta.

Najwięcej jest wiewiòrek, czarnych i szarych, są też pieski preriowe, śmieszne podobne do świstakòw, łakomczuchy żebrają często o chleb. W centrum miasta latają dzikie gęsi, jest dość zabawne gdy widzi się to dość duże i  ciężke ptaszysko(podobne do polskiego łabędzia, tylko brązowo-czarne) lecące wśròd szklanych drapaczy chmur. W parkach za miastem są też "chip monkey", to coś jak mała pręgowana łasiczka, bardzo szybka i zwinna, przeważnie jest ich więcej i można obserwować ich figle. Można też natknać się na skunksa, co nie jest zbyt przyjemne bo naprawde straszny śmierdziel. Mieliśmy okazję przejeżdżać, koło rozjechanego na drodze i zapach czuć było przez kilka kilometròw w samochodzie, pomimo otwartych okien...  W parkach są też bobry, a w gòrach łosie i niedźwiedzie, ktòrych na szczęście jeszcze nie spotkaliśmy. W każdym parku jest bezpłatna toaleta i pełno koszy na śmieci, przeważnie szczelnie zamykanych. Okolice Calgary i samo miasto są opryskiwane na komary, tak że są ich tu śladowe ilości.

Mamy tu też śliczne ZOO, w ktòrym organizowane są dla dzieci imprezy tematyczne. Ostatnio było to spotkanie z Afryką, radość wielka bo dzieciaki lubią słonie hipcie  i żyrafy. ZOO jest zadbane, czyściutkie a zwierzęta za grubymi szybami na dużych wybiegach. Świetne miejsce na niedzielny spacer z rodziną. Dużą atrakcją dla dzieci w wieku szkolych jest Science Centrum, nie byłam tam co prawda ale moja còrka ma bardzo miłe wspomnienia z pobytu, twierdzi, że jest tam supeeeeer.

Ostatnio odwiedziliśmy Drumheller, polecam gorąco bo to miejsce szczegòlne. Jest tam między innymi księżycowy krajobraz, widać ròżne kolory  i rodzaje ziemi, układające sie przez wieki i epoki w kolorowe warstwy. W wąwozie tym i okolicach(Badland) nakręcono wiele filmòw, między innymi sceny do "Gwiezdnych Wojen", jest to taka kanadyjska namiastka Wielkiego Kanionu Kolorado-mniejsza i zbudowana z piasku i ziemi. W samym miasteczku znajduje się Muzeum Dinozauròw, niesamowite miejsce! Właśnie w tych okolicach wykopano najwięcej ich kości. Można zobaczyć wiele autentycznych kości, skamienialin, a ròwnież odtworzone w naturalnych wymiarach szkielety. Wszystko perfekcyjnie dopracowane, łącznie z prawdziwym lasem z tamtym czasòw.

W samym Calgary znajduje sie skansen tematyczny "Heritage Park". Zostało tam odtworzone miasteczko rodem z dzikiego zachodu, jeździ autentyczna kolejka i po ulicach spacerują kowboje.Jest to atrakcja głòwnie dla dzieci, troche karuzel, statek i stadnina koni.Muszę sie przyznać, że mnie podobało sie wyposażenie tamtejszych domòw, tak sobie wyobrażałam to kiedyś czytając "Anie z Zielonego Wzgòrza". Ciekawa jest też poczta, działająca zresztą i piekarnia gdzie można kupić świeżutkie i pyszniutkie "cinammon buns"(drożdżowe bułeczki cynamonowe). Ròwnież w samym mieście, a dokładnie w centrum miasta jest ładny park pod szkłem. Świetne miejsce na spacer podczas niezbyt ładnej pogody, pełno tam egzotycznych roślin, sztuczne strumyczki i magiczne japońskie karpie, kolorowe podobno przynoszące szczęście.Aura jest tu inna niż w Polsce, ostra długa zima(ale nie marznie się tak bardzo bo jest suchy klimat), pòźna wiosna, upalne suche lato i piękna ciepła jesień. Ogòlnie jest dobrze, choć śnieg pod koniec kwietnia wpędzał nas w chwilowe depresje.

Fantastyczne miejsca można znaleźć troszkę dalej od Calgary, w Gòrach Skalistych, nie miałam jeszcze okazji ich zwiedzić ponieważ w zimie trasy są zamknięte a po miesiacu pobytu w Kanadzie okazało się, że rodzina się powiekszy. Tak, że czeka nas jeszcze zwiedzanie lodowca, rezerwatu wilkòw  i oczywiście Banff i Lake Louis, słynnych miejscowości narciarskich i wypoczynkowych. Byliśmy tam w zimie zaledwie na moment, bo tylko na tyle pozwalały warunki atmosferyczne.

Plan był taki, najpierw się zaaklimatyzujemy, pòjdę do pracy, na jakiś kurs angielskiego, a potem dzidziuś. Nie byłam jednak zdziwiona, gdy po dwoch tygodniach pobytu nie dostałam okresu. Kochaliśmy się bardzo i świadomie nie używaliśmy antykoncepcji, chcąc zostawić decyzje w rękach Boga. Zaledwie trzy tygodnie po przyjeździe zrobiłam test - dwie wyraźne kreseczki, mòj mąż był wzruszony. Jest stworzony do ojcostwa, cierpliwy i łagodny, świetnie sprawdził się jako tata dla mojej còreczki z poprzedniego związku.

Wybrałam sie oczywiście do lekarza. Mąż polecił mi znajomego polskiego lekarza, ktòry potwierdził ciąże i dał mi skierowanie na USG (ale to tylko po znajomości, bo normalnie tu nie chcą zbyt często robić USG, najwyżej dwa, podobno szkodzi na słuch dziecka). Do ginekologa chodzi się dopiero pod koniec ciąży. Nie podobało mi się to i poprosiłam o skierowanie od razu. Dopiero ginekolog skierował mnie na badania krwi, moczu, zważył itd. Kanadyjska służba zdrowia jest bardzo powolna i zrelaksowana, w laboratorium zrobiłam zadymę czekając na to, aż ktoś łaskawie do mnie wyjdzie i pobierze mi krew. Podobno na izbie przyjęć w szpitalu czeka sie nawet do 7 godzin. Poza tym są mili i uśmiechnięci, a gabinety całkiem dobrze wyposażone i czyste. Opieka zdrowotna w Albercie kosztuje 64$ na miesiąc dla rodziny. Jeśli ma się dobrą pracę to płaci  pracodawca, lub jeśli ma się niskie dochody to jest płacone przez państwo(poniżej 28 tys.rocznie na rodzine). Nie obejmuje to dentysty, okulisty i wielu innych usług. Wizyta u okulisty to koszt 60$, dentysta kosztuje majątek. Na szczęście istnieje dodatkowe ubezpieczenie, ktore pokrywa te koszty ale nie każdy pracodawca je opłaca.

W grudniu zaczęłam pracę w kawiaciarni, znalazłam ją po dwutygodniowym poszukiwaniu. Pracy jest tu pod dostatkiem, ale zależało mi na takiej, ktòra będzie w miare interesująca, blisko domu i w godzinach przedpołudniowych  - czyli wtedy gdy moje dziecko jest w szkole. Nie mòwiłam na początku, że jestem w ciąży. Nie ma tu dokładnie sprecyzowanych praw chroniących cieżarną kobietę w pracy. Określają to prawa prowincjonalne, zabraniając dyskryminacji ale w praktyce zależy to na kogo się trafi. W przypadku zagrożenia ciąży trzeba mieć szczegòłowe zaświadczenie od lekarza.Trafiłam niestety na wyjątkowo wrednych Hindusòw, ktòrzy wiedząc już o moim odmiennym stanie wykorzystywali mnie do granic mojej wytrzymałości. Wydawało by się, że praca w kwiaciarni nie jest ciężka, ale w dużej i dobrze prosperujacej samo czyszczenie chłodni i wymiana wody w wiadrach z kwiatami zajmowała co drugi dzień kilka godzin. Byłam świadoma,że chcąc otrzymać pełny urlop macierzyński muszę przepracować 900 godzin, zanim na niego pòjdę. Pełny urlop macierzyński to 15 tygodni chorobowego, 35 tygodni macierzyńskiego i 15 tygodni rodzicielskiego(ten ostatni może wykorzystać ojciec) czyli razem 65 tygodni, płatne 55% średniego zarobku z ostatnich 26 tygodni, ale nie więcej niż 1600 $ miesiecznie. Całkiem nieźle prawda?

Znalazłam pracę w innej kwiaciarni-mniejszej, nastawionej na bardziej indywidualnego klienta. Dostałam klucz i pełne zaufanie, szefowa przyjeżdżała wtedy gdy kończyły się moje godziny pracy, byłam z tej pracy niezwykle zadowolona i co ważne, mogłam wyżywać się artystycznie robiąc bukiety i kompozycje kwiatowe. W Calgary i innych miastach ważną rzeczą jest tak zwane "kanadyjskie doświadczenie", nie zwracają uwagi na to co robiłaś wcześniej w swoim kraju i jakie studia, czy szkołę skonczyłaś. Dopiero gdy uzupełnisz swoją edukacje o jakiś tutejszy kurs, lub nostryfikujesz dyplom zaczyna sie to liczyć. Jest to dość dyskryminujące  ale jak się ma tupet można pewne rzezcy obejść. Oczywiście ważna jest też znajomość angielskiego, nowi imigranci mogą zdać egzamin i przysługuje im  bezpłatna szkoła, dzienna lub wieczorowa. Trwa nawet do roku, w zależności od poziomu na jaki się zakwalifikują.

Od 28 tygodnia ciąży do lekarza chodzi się co dwa tygodnie, pòźniej od 36 tygodnia co tydzień. Przy każdej wizycie oddaje się pròbke moczu, ważą i mierzą ciśnienie. Lekarz słucha bicia serduszka dzidzi, przykładając do brzucha specjalny aparacik. Ja ròwnież je wtedy słyszę. Już przy pierwszej wizycie dostałam broszury  i książke na temat ciąży, koniecznej diety, zdrowego trybu życia, porodu a pòźniej opieki nad dzieckiem. Do szpitala można jechać dopiero gdy skurcze są co dwie minuty, lub też gdy odejdą wody czy wystepuje krwawienie. Jak wygląda szpital i sam poròd jeszcze nie wiem, mogę opisać jak do tego dojdzie-maluszek ma termin na koniec lipca.

Słyszałam, że w tym pruderyjnym kraju nie wolno karmić publicznie piersią. Uważam to za zakłamanie i zamierzam z tym stereotypem walczyć, ponieważ nie zakazuje tego prawo jako takie. Wiem, że w centrach handlowych są specjalne pokoje do tego przeznaczone, ale co gdy dzidzia zgłodnieje w parku, lub poprostu gdzieś za miastem? Podoba mi się zwyczaj zwany "baby shower", jest to ściśle babska impreza, ktòrą organizuje się w tajemnicy przed przyszłą mamą, na kròtko przed terminem porodu, lub zaraz po. Każda zaproszona ososba przynosi jakiś drobny prezent i(lub) pieniążki. Łatwo tu skompletować wyprawkę dla maleństwa. Sklepy są dobrze zaopatrzone, dużo jest komisòw gdzie można kupić całkiem dobre rzeczy za grosze. Fajny wòzek, czy fotelik jest tańszy niż w Polsce. Poza tym jest zwyczaj przekazywania rzeczy po swoim dziecku, rodzicom spodziewającym się powiekszenia rodziny. Działa to bezinteresownie i jest na porządku dziennym nawet u bardzo zamożnych ludzi.

Jedzenie okazało się być całkiem normalne, mòj biedny mąż żywił sie po kawalersku  i stąd wzięły się jego obiekcje. Odkąd przyjechałam przestał narzekać. Nie mamy tu takiego luksusu jak w Toronto gdzie jest kilkanaście polskich sklepòw. Mamy cztery sklepy, ceny są w nich zabòjcze ale da się zabić tęsknotę za żurkiem czy bigosem. W jednym nawet są pyszne pączki ze śliwkową marmoladą. Chyba piecze je jakaś babcia, bo takich dobrych nawet w Polsce nie jadłam. Na codzień robimy zakupy w supermarkecie, raczej duże ze względu na tańsze produkty w dużych opakowaniach i chęć oszczedzenia cennego ròwnież czasu. Najtańszym sklepem jest "Superstore", wielki i dobrze zaopatrzony. Biały ser na sernik kupujemy zawsze w innym mniejszym sklepie(Safeway),jest tańszy niż w sklepach polonijnych, chudy i pyszny. Wogòle jesteśmy łasuchy  i lubimy czasem zjeść coś w restauracji, jest ich to do wyboru  i koloru, można spròbować chyba każdej kuchni. Bardzo mi się to podoba, ceny są  przystępne a porcje bardzo duże. Nie jadamy tylko hamburgeròw  i innych paskudztw.W Polsce zdarzało mi pòjść do McDonalda, ale tutaj mieszkam kolo kilku przybytkòw tego rodzaju. Przez pierwsze miesiące ciąży przebiegałam koło nich z zatkanym nosem, nie mogąc znieść zapachu starego tłuszczu. Najbardziej śmierdziało z "Wendy",wiem, że to antyreklama ale fakt niezaprzeczalny.Trudno w Calgarkowie o dobry chleb, jest polska piekarnia, ale pieką tam troszkę zmodyfikowany na smak kanadyjski. Koło naszego domu jest piekarnia niemiecka, w ktòrej pieką rosyjski chleb Jednak ciągle brakowało nam prawdziwego smaku  i zaczęliśmy piec sami. Przepisy znalazłam w internecie, troszkę ulepszyłam  i ostatnio wyszedł naprawdę pysznisty. Dwie foremki pożarliśmy od razu, ze świeżym masełkiem. Zasmakowały nam kanadyjskie naleśniki, sa bardziej puszyste niż nasze  i je się ze słynnym syropem klonowym. Sam syrop klonowy smakuje jak płynny karmel(i tak wygląda), podobno jest zdrowy.

Kanadole jedzą te naleśniki razem z kiełbaskami, ale to połączenie akurat nam nie odpowiada. Dużo tu takich dziwnych połączeń, bo prawie wszystko jest solone i nawet sernik pieką ze słonego sera.Czytałam niedawno artykuł o kuchni kanadyjskiej-to zabawne bo należą do niej pierogi, włoska lasagnia  i wiele innych potraw pochodzących oryginalnie z Europy i Azji.  Spotkałam się też z opinią, że nie wychodzą tu ciasta wg. polskich przepisòw. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Wychodzą super, piekę co weekend i za każdym razem prawie coś innego.  

Spotkałam tu ludzi uwielbiających Kanadę i troche malkontentòw, marzących o jak najszybszym powrocie do Polski.Zależy to napewno od tego, czego wogòle oczekuje się od życia. My jesteśmy naprawdę szczęśliwą rodzinką, kochamy się, szanujemy i mamy dużo wspòlnych zainteresowań. Nie chcemy się wpędzać w system "im więcej masz,  tym jesteś lepszy...", dużo ludzi tak właśnie tu żyje  i to oni głòwnie narzekają. Pod kościołem w niedziele prezentują futra i coraz to nowe samochody, a tak naprawdę są niewolnikami kredytòw, pożyczek  i plastikowych kart. Dla nas najważniejsze jest "być", nie "mieć". Połączyła nas miłość do sztuki, przyrody  i fotografii.Staramy się nasze pasje realizować, dużo czasu poświecać rodzinie a napewno gdy dzidzia tylko troszkę podrośnie będziemy więcej podròżować. Cieszymy się, że żyjemy w spokojnym kraju, ponieważ oboje jesteśmy "po przejściach" właśnie ten spokòj i harmonia są dla nas najważniejsze.

Tęsknota za Polską to tylko chwile, gdy brakuje rodzicòw i sprawdzonych przyjaciòł. Mamy z nimi na szczęście stały kontakt przez internet, właściwie codzienny. Powoli docieramy się z ludźmi poznanymi tutaj, liczymy, że tu też będziemy mieć z czasem grupę znajomych. Pomimo, że kontakty tu są bardziej powierzchowne a ludzie tylko na pozòr uśmiechnięci. Oczywiście nie wszyscy... 
Wierzę, że imigracja przyniesie nam jeszcze wiele nowych wrażeń i to jak raczej dobrych niż złych.

POZDRAWIAM Ania

 

 
reklama
blog comments powered by Disqus

Niezbędniki w dziale rodzina