reklama

Moje życie w Singapurze

Co drugi Polak myli Singapur z Hong Kongiem. Tymczasem Singapur jest państwem-miastem, wyspą, która graniczy z Malezją. Jest czwartym z kolei, najważniejszym na świecie centrum finansowym. Singapur to wyjątkowe połączenie kultur i religii Azji oraz Europy. Językiem obowiązującym jest angielski.

Nie mogę się nadziwić, jak szybko biegnie czas. Mieszkamy w Singapurze już 3 lata! W międzyczasie założyłam z mamą firmę w Polsce, urodziłam trzecie dziecko, a starsze poszły do przedszkola. Mój mąż pracuje w banku, a ja jestem kurą domową. Całkiem trywialna historia. A może nie?

Dwa kraje, dwie kultury, troje dzieci

Jako osoba, która nie przepuści żadnej okazji w życiu, studiując na Politechnice Warszawskiej, za namową mojego promotora, wyjechałam do Chin, aby tam napisać pracę magisterską. Przyjechałam do niemal 2 milionowego miasta, w którym jednak mieszkało niewiele osób, z którymi mogłam porozmawiać. W akademiku byłam powiewem świata zachodu, a kołem ratunkowym był dla mnie … mój przyszły mąż Robert, Amerykanin chińskiego pochodzenia. Podczas, gdy on szukał swych korzeni i uczył się języku przodków, ja próbowałam odnaleźć się w nowej rzeczywistości. 

Pięć lat później postanowiliśmy zamieszkać w Sigapurze - ze względu na dzieci. Mężowi zależało na tym, aby dzieci wychowywały się w Azji. No cóż - ja wolałabym mieszkać w Polsce, ale Robert w Warszawie nie zakochał się, jak inni obcokrajowcy. Singapur pozwala na prowadzenie międzykulturowego życia. Katolickie święta, takie jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc, są tak samo ważne, jak święta chińskie czy hinduskie, o których dzieci nie miałby pojęcia, mieszkając gdzie indziej. W Stanach byłby po prostu Amerykanami, w Polsce zaś ciągłe by je pytano, dlaczego ja jestem blondynką, a one nie, no i czy Robert to prawdziwe imię ich taty:)

Pierwsze dni w Singapurze

Wyjeżdżając do Singapuru nie miałam żadnych oczekiwań. Mieszkając wcześniej w innych krajach nauczyłam się tego, aby niczego sobie nie wyobrażać i być pozytywnie nastawionym.

Mój mąż przyleciał miesiąc wcześniej, ja doleciałam do niego z mamą i wtedy jeszcze dwójką dzieci. Robert, jak to facet, nie rozpakował naszych walizek. Gdy przyjechałam, otworzyłam je i długo płakałam. Wszystko było spleśniałe - książki, ubrania, zabawki, moje włoskie klapeczki. Zastanawiałam się, jak ja się tu odnajdę. Moja mama była jeszcze bardziej zszokowana, dlatego musiałam wziąć się w garść i zrobić dobrą minę. Nie było źle. Wystarczyły pierwsze dni na basenie, plaży, wyjście w miasto, aby docenić okolicę i zacząć cieszyć się jej wyjątkowością.

Wiedziałam, że będzie gorąco, ale nie wierzyłam mężowi, który mówił mi, żebym nie zabierała żadnych swetrów czy długich spodni. Tymczasem upał i wilgotność w powietrzu były szokujące. Pogoda ma tu ogromny wpływ na życie. Zajęło mi trochę czasu, by przystosować się do życia w klimatyzacji, do pleśniejących butów i ubrań, do szybko psującej się żywności. Kolejny urok takiego klimatu to owady. Gdy zobaczyłam pierwszy raz na ścianie gekona, bałam się iść spać. Widziałam oczyma wyobraźni, jak po mnie chodzi. Z czasem doceniłam te jaszczury, które siedząc za lodówką, wyjadały małe mrówki, które to wyłażą z każdej dziury w ścianie.

Ale i tak upały mają dla mnie więcej plusów, niż minusów. Słońce które dobrze wpływa na samopoczucie. To także basen, który dzieci uwielbiają, plaża, wieczorne spacery po owoce na targ. Żadnych godzinnych przygotowań, żeby wyjść na dwór i zawsze letnia garderoba - żadnych czapeczek, zawijania w beciki, kocyki. Także pogoda ma ogromny wpływ na to, że kraj jest znany z czystości. Śmieci na ulicy czy psia kupa w 30 stopniowym upale, to bardzo brzydkie zapachy, rozwijające się choroby i zbierające się robactwo, w tym 15 cm karaluchy! Ów fakt, tania siła robocza z sąsiadujących krajów oraz bardzo wysokie kary za śmiecenie, skutecznie utrzymują kraj w porządku.

Singapur – kraj niczym dobrze zarządzana firma

Singapur jest czystym, nowoczesnym, zadbanym i bardzo przyjaznym miastem – na ulicy nie ma ani jednego brudnego samochodu! Jest niezwykły – niebanalne wizje architektów w bardzo krótkim czasie stają się rzeczywistością. Promowanie imprez kulturalnych, wysokie nakłady na edukacje i nowe technologie, służbę zdrowia, ciągłe budowanie, udoskonalanie, odnawianie infrastruktury, bardzo niski poziom przestępczości to singapurska rzeczywistość.

Życie z dziećmi jest tu bardzo łatwe - wszędzie są podjazdy, windy, miejsca do zabawy w szpitalach, przychodniach, restauracjach, toaletach. Taki poziom państwa został osiągnięty dzięki kontroli państwa nad obywatelami. Jest to pewien kompromis, na który trzeba się zgodzić, mieszkając tutaj. Niszczenie mienia publicznego, to jak w średniowieczu kara chłosty, a jedzenie czy picie w transporcie miejskim to mandat który może sięgać nawet 1500$. Mamy zakaz sprzedaży gumy do żucia, co dla mojego brata jest nie do pomyślenia. Obowiązuje kara śmierci za przemyt, nawet najmniejszej ilości narkotyków. Minusy? Brak otwartej debaty publicznej partii politycznych, dodatkowo ogromna presja osiągnięcia sukcesu, towarzysząca już od dzieciństwa. Zaczyna się to od nacisku na bycie najlepszym w najlepszej klasie, potem w szkole …

Nasza codzienność

Nasze życie codzienne jest dość trywialne. Schemat jest mniej więcej taki: rano starsze dzieci jadą do przedszkola, a ja zostaję z młodszą córką. Potem zakupy, spacery, zabawa, basen, czasem plaża lub kawa z koleżankami. Po południu dzieci wracają z przedszkola, mąż z pracy, jemy obiad, pobędziemy chwilę razem i idziemy spać.

Dzieci do przedszkola jeżdżą autobusem przedszkolnym. Autobus przyjeżdża o 8:30, a przywozi maluchy o 17:30. W przedszkolu Kalinka,  jako że jest już w najstarszej grupie, ma przed południem zajęcia jak w szkole, czyli angielski, matematyka, chiński. Konradek jest w młodszej grupie, także jego zajęcia (chiński czy angielski), to jeszcze bardziej zabawa niż nauka.

Nasz główny relaks to basen. O tak, w takich upałach basenu nigdy za dużo! I tak to dzieci w przedszkolu mają dwa razy w tygodniu zajęcia z pływania. Każde prywatne osiedle (nie komunalne) ma basen, więc dzieci po przedszkolu maluchy spędzają czas też na basenie, w weekend na basenie, wieczorem ja na basenie pływam i patrzę na gwiazdy... jak mi się chce wskoczyć w kostium i zjechać windą:)

W weekendy jeździmy do zoo, podobno najlepsze na świecie. Nie da się ukryć, że jest to wyjątkowe miejsce, gdzie można nakarmić słonia, kangury czy żyrafy, dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy, pogłaskać gąsienice, z który wyrosną motyle, pobawić się na ogromnym placu zabaw. Jeździmy do pięknego ogrodu botanicznego, parku ptaków, muzeów, które są świetnie przygotowane dla dzieci, spędzamy czas na basenie lub plaży. Czasem na parę dni wyskoczymy na Balii czy Tajlandii, które są oddalone o, jak to mówią, „rzut beretem”.

Moje przyjaciółki to Polki – o dziwo Polska społeczność w Singapurze jest dość liczna. Różne imprezy, organizowane przez polską ambasadę, takie jak choćby Mikołajki dla dzieci, sprzyjają poznawaniu nowych osób. Choć nie ukrywam, że nawet z dala od kraju, taka prosta rzecz, jak poznać kogoś i się z nim zaprzyjaźnić, wcale nie jest taka prosta. Wymaga od nas zaangażowania, czasu i chęci... czego z wiekiem brakuje.

Polska

W Polsce spędzamy całe lato, w Polsce urodziłam wszystkie dzieci. Internet pozwala mi na prowadzenie mojego Polskiego życia, utrzymanie kontaktu z rodziną i przyjaciółmi, a nawet prowadzenie firmy. Czytam i oglądam wiadomości, słucham polskiego radia.

Brakuje mi tylko kiełbasy, ale tę zawsze przywozi mi ktoś znajomy, gdy zatrzymuje się u nas w drodze na Bali czy Filipiny. Brak mi polskich smaków, świąt, wiosny. Wadą wiecznego lata jest … wieczne lato. Nie mamy wiosennych uniesień i tych przypływów szczęścia i energii. Nie ma pięknej polskiej jesieni. Ta letnia garderoba też się nudzi i czasem marzy mi się, żeby założyć sweter lub jakieś inne buty, niż klapki.

Drażnią mnie pytania, w jakim języku rozmawiam z dziećmi. Jak to w jakim? Po polsku. Maluchy, nie mówiąc po polsku (a mówią płynie, a 5-cio letnia Kalinka także czyta), nie mogłyby rozmawiać ani z dziadkami, ani z dziećmi mojego brata. Nie czułyby się Polakami. Dzieci mają dwa nazwiska, ponieważ dla nas bardzo ważne jest, żeby wiedziały, że pochodzą z dwóch kultur. Trudno jest, mieszkając w kraju anglojęzycznym, mając męża Amerykanina sprawić, by dzieci płynnie mówiły i chciały mówić w języku matki. Wymaga to dyscypliny, zwracania uwagi, by rozmawiały ze sobą po polsku. Pilnuję, żeby Kalinka nie mówiła do Konradka czy Amelki po angielsku. Zawsze odpowiadam im po polsku i tego samego wymagam od nich.

Na co dzień gotuję potrawy polskie, ale nauczyłam się też przyrządzać to, co mogę kupić na targu - świeże owoce morza, ryby, najróżniejsze egzotyczne dla nas warzywa, takie  jak korzeń kwiatu lotosu, czy tak zwane palce buddy. Święta zaś spędzamy po polsku. Mój mąż nie gotuje, więc jest skazany na mnie. W święta Wielkanocne nawet „idziemy ze święconką”! Lata temu, ktoś z Polonii poprosił swojego księdza, żeby ten poświęcił mu koszyczek, i od tamtego czasu, co roku w tym samym kościele, ten sam już 90 letni ksiądz, specjalnie dla Polonii święci jaja. Każdy zagląda do każdego koszyczka i pyta, a skąd ta kiełbasa, a czy zamrożona, a ten baranek skąd, a te bazie, ciasto? Jest zabawnie.

Praca

Firmę QElements założyłam z mamą w 2009 roku, aby podzielić się z innymi rodzicami i dziećmi ciekawymi, mądrymi i jedynymi w swoim rodzaju zabawkami, które znajduję dla własnych dzieci w Singapurze. Są to produkty praktyczne, trwałe i bezpieczne. W roku 2009 wprowadziliśmy na polski rynek Klocki Gwiazdki i Magiczne Kształty – ulubione klocki mojej córki (www.fajneklocki.pl)

Gdy urodziłam trzecie dziecko, odkryłam WhyCry Mini, niezwykły produkt, który jest cichym marzeniem większości młodych rodziców. WhyCry Mini to … tłumacz płaczu dziecka. Urządzenie, które realnie wpływa na komfort psychiczny dziecka i rodziców, które pozwala na prawdziwe cieszenie się macierzyństwem. Podjęliśmy decyzję, że nie można przejść obojętnie obok takiego produktu, pozostawiając go w tajemnicy przed innymi rodzicami:) Z dumą mogę napisać, że dzięki naszej pasji i zaangażowaniu firma Retiz Korea, która jest producentem WhyCry Mini, powierzyła nam to niezwykłe urządzenie, aby i polscy rodzice mogli korzystać z jego zalet (www.zrozumdziecko.pl)

Zaczęłam także prowadzić blogi www.klockigwiazdki.wordpress.com oraz www.dlaczegoplacze.wordpress.com, żeby przelać na „papier” różne ciekawe informacje, które wyczytuję w mądrych książkach, kiedy moje dzieci buszują po bibliotece. Plany mamy ambitne. Chciałabym, żeby moja firma się rozwinęła. Owszem, bardzo trudno jest wejść na rynek dziecięcy, bo jest ogromna konkurencja, ale staramy się powoli, powoli przebić.

Jak długo zostaniemy w Singapurze? Tego nie wiem, ale chciałabym wrócić do Polski. Mój mąż z kolei myśli o życiu w Stanach. Na chwile obecną Singapur wydaje się więc być świetnym kompromisem.

10 rzeczy które według Magdy warto odwiedzić, będąc w Singapurze:

Singapur zna wartość turystów, którzy często tutaj przesiadają się w dalszą podróż, czy biznesmenów którzy przyjeżdżają na parę dni. Odnajdzie tu się każdy – i rodzice z dziećmi, i klubowicze, pasjonaci sportów, smakosze, artyści i koneserzy sztuki. Odnajdzie się tu także zwykły turysta, który chce zasmakować różnych kultur i … zrobić zakupy. Grube książki napisano co o tym, co i kiedy można robić w Singapurze, ja ograniczę się do standardowych 10 atrakcji. Trzeba pamiętać, że za rok tych 10 atrakcji będzie trzeba zweryfikować, bo na pewno coś nowego zostanie otwarte.

1.    Sentosa – tak zwany plac zabaw Singapuru. Sztuczna wyspa z plażami, hotelami, parkiem rozrywki, kasynami, oceanarium
2.    ZOO – podobno najlepsze na świecie. Świetnie przygotowane, z pokazami karmienia zwierząt, gdzie można się dowiedzieć bardzo dużo rzeczy. Główna i wyjątkowa atrakcja to Nocne Safarii.
3.    Dzielnice Chińska, Hinduska, Arabska  czyli China Town, Little India i Arab street – można zjeść typowe jedzenie, kupić tanie ubranie, popatrzeć na mniej czyste części Singapuru J Warto się tam przejechać, gdy dzielnice świętują swoje święta, jak chiński nowy rok.
4.    Ogród botaniczny z przepięknym parkiem orchidei – takiej różnorodności i ilości storczyków nie zobaczy się nigdzie. W ogrodzie botanicznym jest pomnik Chopina.
5.    Kompleks Marina Bay Sands – Nowść w Singapurze czyli kasyna, sklepy, galerie, teatr, hotel z najwyżej położonym odkrytym basenem na świecie.
6.    Raffles Place – dzielnica finansowa z widokiem na rzekę.
7.    Merlion Park, gdzie stoi symbol Singapuru czyli Syrenalew (a może morski lew), czyli góra lwa dół syrenki. Park jest z widokiem na miasto, wybrzeże i Operę Singapurską
8.    Raffles Hotel – przepiękny kolonialny hotel.
9.    Zakupy – Orchar road ze wszystkimi sklepami znanych projektantów. Polecam dział „elektronika”, bo można w nim kupić wszystko, co najnowsze i tanio zdecydowanie taniej niż w Polsce.
10.    Clarke Quay – miejsce dla klubowiczów, bary, restauracje, kluby, dyskoteki.
11.    Singapore Flyer- największy na świecie diabelski młyn, gigantyczne koło o 30 metrów - wyższe od Londyńskiego!
12.    F1 – dla fanów Kubicy. W Singapurze odbywa się jedyny na świecie nocny wyścig Formuły 1, po ulicach miasta. To bolączka mieszkańców, bowiem całe centrum jest zamknięte, a miasto zalewają tłumy turystów. To także niezwykłe wydarzenie muzyczne, bo odbywają się wówczas koncerty znanych światowych gwiazd.

Kulinarne hity, czyli czego warto spróbować, będąc w Singapurze:

1.       Chili Crab – najbardziej znana Singapurska potrawa, czyli krab gotowany w sosie na ostro.
2.       Chicken rice -  gotowany kurczak, ryż gotowany na rosole z kurczaka i ogórek, wszystko serwowane z tradycyjnym sosem.
3.       Bak kut teh - „herbata z żeberek” a dokładniej zupa z żeberek gotowana z aromatycznymi ziołami.
4.       Roti Prata – potrawa hinduska, czyli smażony placek z wody i mąki podawany najczęściej z sosem curry.
5.       Satay - grill po azjatycku – marynowane mięso grillowane na patyczkach, podawane z ogórkiem, cebulą, ciastem ryżowym i  sosem z orzechów ziemnych.
6.       Laksa czyli kluchy z krewetkami w sosie curry na mleku kokosowym.

Singapurczycy uwielbiają jeść "na mieście". Bardzo popularna jest kuchnia japońska, oczywiście chińska, hinduska, koreańska i tajska.

Magda M.

reklama