reklama

Zakochałam się w Norwegii

Jak to się stało, że wyjechałam do Norwegii?

Gdy skończyłam studia i zrobiłam mały bilans życia, okazało się, że niewiele trzyma mnie w Polsce, zaś bardzo mnie ciągnie do tego niesamowitego kraju, jakim jest Norwegia.

Po raz pierwszy byłam w Norwegii wiele lat temu. Zostałam zaproszona na wakacje przez moją rodzinę, która wyemigrowała do tego pięknego kraju. Zakochałam się od razu! Urzekł mnie krajobraz, niesamowite widoki, ale przede wszystkim otwarci, przemili ludzie. Wszędzie spotykałam się z ogromną uprzejmością, co w porównaniu z polską - raczej pochmurną mentalnością - bardzo mi się spodobało. Tu nikt nie narzekał na problemy dnia codziennego! Każdy witał mnie z uśmiechem i miłym słowem.

Gdy zdecydowałam o wyjeździe, poczułam wielką radość i zaczęłam odliczanie. Decyzja zapadła momentalnie. Nie miałam wątpliwości. Nie byłam pewna, co czeka mnie gdy dotrę na miejsce, jak ułoży się moje życie, czy będę tam szczęśliwa... Ale byłam pozytywnie nastawiona, bowiem było mi dużo łatwiej niż wielu moim rówieśnikom decydującym się na podobny krok. Dlaczego? W Norwegii miałam moich najbliższych, a więc emigracja była podyktowana również tęsknotą za moją rodziną.

Po przyjeździe nie zaskoczyło mnie zbyt wiele, gdyż podczas moich kilku poprzednich pobytów w czasie wakacji zdążyłam już poznać kulturę tego kraju, mentalność Norwegów, obyczaje... Czułam się jak w domu dzięki obecności i pomocy najbliższych, ale także właśnie dzięki uprzejmości Norwegów i ich otwartości. Bardzo szybko zaadaptowałam się w nowym środowisku.

Jednak Norwegia może zaskoczyć

Nie tylko fantastycznym systemem socjalnym, niesamowitymi widokami, olbrzymią tolerancją. W pierwszym kontakcie z Norwegiem spotkamy się z uprzejmością, ale i dystansem. Na zaufanie bowiem trzeba sobie zapracować i zanim Norweg zacznie nam opowiadać o swojej rodzinie, może upłynąć trochę czasu. Norwegowie żyją długo i cieszą się dobrym zdrowiem dlatego właśnie, że prowadzą zdrowy tryb życia i piją tran, chorobom raczej zapobiegają niż je leczą, i tak dobra forma może zadziwić niejednego. Widok 75-letniej babci uprawiającej nordic walking jest tu normą i potrafi zaimponować! Podobnie jak dwulatki śmigające na nartach! Do tej pory umieram z zażenowania leżąc na stoku z twarzą w śniegu, podczas gdy obok mnie – i to jak! - zjeżdżają kilkulatki!

Poza tym czystość tego kraju i poczucie bliskości natury dają bardzo
przyjemne pierwsze wrażenie. Podobnie jak ciepła relacja pomiędzy narodem norweskim a rodziną królewską, która w przeróżne święta pojawia się na balkonie pałacu królewskiego (nota bene zupełnie pozbawionego zabezpieczeń typu ogrodzenia z drutu kolczastego), aby pomachać zebranym pod pałacem.

Zabawna, ale i pożyteczna tradycja to „lordagsgodt”, czyli sobotnie słodkości. Dzieci często czekają do soboty, aby pozwolono im skosztować słodyczy, ale dzięki temu nie jedzą ich codziennie. Należy wspomnieć także o takich dziwadłach, jak słodki brązowy ser, dostępny w sklepach, który jest tu narodowym przysmakiem oraz ciemnych cukierkach „lakris”, uwielbianych przez Norwegów, które tak naprawdę smakują jak pasta Colgate!

Ciąża, poród, rodzicielstwo

Po pewnym czasie poznałam moją drugą połowę, a po kilku latach urodziła się nasza córeczka. Czas ciąży był czymś fantastycznym! Opieka medyczna – mimo sporych różnic w porównaniu z Polską – bardzo mi odpowiadała.

Chodziłam na kontrole do lekarza i położnej, do szkoły rodzenia i na
spotkania z innymi przyszłymi rodzicami. Mój partner był od początku włączony we wszystkie te aktywności, a po narodzinach naszej córeczki to on zmienił jej pierwszą pieluszkę, zupełnie nie zastanawiając się, jak to zrobić. Poród wspominam bardzo miło, opiekę po porodzie również. Z moją
córeczką od początku chodziłam do poradni dla maluchów na zaplanowane kontrole, ważenia. Mogłam tam również spotkać inne mamy, porozmawiać z nimi, podzielić się doświadczeniami, czy po prostu poplotkować.

To, co bardzo mi się spodobało, to poporodowa grupa, czyli grupa mam z maluszkami w podobnym wieku, regularnie spotykająca się - najpierw razem z położną na spotkaniach informacyjnych, zaś potem już we własnym gronie. Dzięki temu mamy mają możliwość spotkania innych mam i nie są całkiem same w sytuacjach, gdy po prostu potrzebują z kimś porozmawiać, napić się kawy, czy pójść na spacer z maluszkami, co jest tu niesamowicie podkreślane. W ten sposób mamy nie są zupełnie wyłączone z życia towarzyskiego, a czasem kawa i plotki to właśnie to, czego nam, świeżo upieczonym mamom, najbardziej potrzeba.

Niesamowitym plusem jest w Norwegii roczny pełnopłatny urlop rodzicielski, z czego 12 tygodni należy do taty, 6 do mamy, zaś pozostałe tygodnie rodzice dzielą pomiędzy siebie wg uznania. Tatusiowie są zawsze na równi z mamą obecni w życiu swoich dzieci. Nie wymigują się od kąpania, przewijania, karmienia czy zabaw z maluszkiem. Często też spotykany jest model rodziny, gdzie to mama zarabia na utrzymanie rodziny, zaś tata decyduje się na pozostanie w domu z dziećmi. Rodzice mają również możliwość posłania swoich pociech do przedszkola zanim skończą one pierwszy rok życia. W przedszkolach bardzo często można spotkać męskie przedszkolanki i okazuje się, że panowie we wspaniały sposób znajdują język z dziećmi.

Szkoła

Naukę w szkole zaczyna się tu w wieku 6 lat. Szkoła podstawowa to pierwsze 7 lat nauki, następnie 3 lata gimnazjum oraz szkoła średnia. System szkolny bardzo różni się od polskiego. Dzieci nie są obciążane żelaznymi schematami, w pierwszych latach nie ma twardego podziału na określone przedmioty, często łączy się zabawę z nauką, dopinguje się wykształcenie i podkreślanie własnego „JA” przez dzieci, ich indywidualizmu.

Święta

Obyczaje i tradycje to coś, do czego przywiązałam się w sposób szczególny. Uwielbiam tradycje bożonarodzeniowe, gdzie po wigilijnej przepysznej kolacji wszyscy razem zasiadają do wspólnego otwierania prezentów, zaś świętowanie pozostałych dni Świąt Bożego Narodzenia trwa aż do Nowego Roku oraz wielkanocne, gdzie często podróżujemy w góry i wspinamy się na same szczyty w poszukiwaniu wiosennego słońca. Uwielbiam bożonarodzeniowe jarmarki, a nawet to, że nastrój świąteczny ogarnia sklepy i centra handlowe już w październiku. Potrawy świąteczne mogą zaskoczyć Polaka, jak na przykład lutefisk, czyli tradycyjna ryba w galarecie, która obowiązkowo znajdzie się na wigilijnym stole w domu mieszkańca północnej Norwegii, czy też pinnekjott, tj. owcze „gnaty” z odrobinką mięsa na nich. Ale to przywiązanie do tradycji i historii powoduje, że Norwegowie raczą się tymi smakołykami w czasie świąt mimo, iż smak może pozostawiać nieco do życzenia. Zaś gdy nadchodzi wiosna i lato, z uśmiechem wita się każdy słoneczny dzień, bowiem lato jest tu krótkie, ale za to dni są wówczas niesamowicie długie.

Fiordy

To, co jako pierwsze urzeka w Norwegii, to fiordy. To po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy! W każdej części tego kraju znajdziemy coś godnego podziwu w przyrodzie, krajobrazie! Obecność gór, morza, fiordów, jezior na terytorium jednego kraju powoduje, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Stolica

Stolica miasta, mimo że od wielu lat gości w czołówce najdroższych miast świata, wcale nie wygląda na światową metropolię, a wprost przeciwnie. Małomiasteczkowy charakter Oslo sprawił, że bardzo szybko poczułam się tu jak w domu. Warto tu zobaczyć skocznię narciarską Holmenkollen, pałac
królewski, wspaniały park nagich rzeźb Gustava Vigelanda, średniowieczny zamek Akershus, Muzeum Łodzi Wikingów, zaś jeśli wyjedziemy nieco poza miasto, warto udać się do parku rozrywki Tusenfryd.

Więcej tu: www.visitnorway.com/pl/gdzie-jechac/Wschodnia/Oslo/corobic/atrakcje-w-Oslo/.

Nigdy nawet przez pięć minut nie żałowałam wyjazdu do Norwegii. Urodzenie dziecka w tym pięknym kraju i wychowywanie go w tradycji norweskiej to najlepsze, co mogło mnie w życiu spotkać. Cieszę się, że moja córka będzie tu chodzić do przedszkola, szkoły. Że od pierwszych lat życia stykać się będzie z otwartością i tolerancją. Długie zimy i codzienna porcja tranu sprzyjają zahartowaniu. Norwegowie nauczyli się wykorzystywać aurę, warunki natury, ogromne ilości śniegu, do swoich celów i od małego są świetnymi narciarzami. Dla mojego dziecka to naturalna kolej rzeczy i chleb powszedni, dla mnie coś, co wymagało nauczenia się, zaakceptowania, i tak też się stało. Tu jest mój
dom.

Sara

Zdjęcia pochodzą z prywatnej kolekcji autorki

reklama