Wsparcie po stracie dziecka

Na jednym z forów internetowych spotykają się Aniołkowe Mamy. Mamy, które straciły swoje dzieci w wyniku poronienia lub przedwczesnego porodu.

Aniołkowe Mamy piszą o swoim bólu i pustce, jaka je przepełnia. O lęku i obawie przed kolejną ciążą, o niecierpliwie odliczanych tygodniach do kolejnej „bezpiecznej granicy”. Kiedy zbliża się planowana data porodu, ich świat zatrzymuje się w miejscu „Dzisiaj urodziłabym Gabrysię, ciekawe jakie miałaby oczy”. Pod każdym wpisem pojawiają się kolejne – słowa wsparcia i zrozumienia, próby pocieszenia i ukojenia bólu. I niemal co drugi wpis kończy się słowami „Nikt nie rozumie mnie tak, jak Wy, Aniołkowe Mamy”.

Doświadczenie straty dziecka jest przeżyciem traumatycznym i, jak pokazują badania Izabeli Barton-Smoczyńskiej, 40% Aniołkowych Mam ma objawy stresu pourazowego. Tracą one bowiem wszystkie plany, marzenia i oczekiwania, jakie wiązały ze swoim dzieckiem. Symbolicznie przeżywają ważne daty – pierwszy trymestr, Dzień Dziecka, datę planowanego porodu. Próbują sobie radzić, stosując przeróżne, mniej lub bardziej efektywne strategie. Robią symboliczne pogrzeby, piszą listy do Aniołków, przechodzą kolejne etapy żałoby. W swoim cierpieniu pozostają bardzo często same, bo otoczenie, mimo iż nawet ma chęci, nie wie, jak pomóc, a słowa pocieszenia są czasem tak niefortunne, że wyrządzają jeszcze większą krzywdę.

Gdyby zapytać Aniołkowe Mamy i Ojców, jakie słowa mogłyby dodać im otuchy, oni bez trudu wymienią te, które na pewno nie pomogą, a które często słyszą:

·    „dobrze się stało, widocznie dziecko miało być chore”
·    „nie martw się, będziesz mieć następne”
·    „to jeszcze nie było dziecko, tylko zarodek”
·    „nie rozczulaj się nad sobą, wiele kobiet to spotyka, idź na zakupy, do kosmetyczki, wyluzuj się”
·    „lepiej tak wcześnie, niż później”
·    „dobrze, że masz już jedno dziecko, to będzie Ci lżej”

To tylko kilka przykładów nietrafionych, nieprzemyślanych pocieszeń, jakie słyszą rodzice, którzy stracili dziecko. Na takie zwroty reagują oni bardzo często buntem i złością. Bo jeśli dobrze się stało, to dla kogo? Przecież oni pragnęli tego dziecka całym sercem. A skąd pewność, że będą mieć następne? I jak im ma to pomóc, skoro oni czekali właśnie na TO dziecko. Nie pomagają też próby „pocieszenia” od strony medycznej, bo przecież w świadomości wielu rodziców, dziecko pojawia się już po pozytywnym teście ciążowym. Wraz z tą świadomością pojawiają się plany, marzenia…to nie jest medyczny termin, to jest ich dziecko.

Gdyby zapytać Aniołkowe Mamy, czego potrzebują najbardziej, niemal jednogłośnie odpowiedzą: szacunku, pamięci i rozmów o dziecku. Wiele z nich chce mówić o tym, co się stało, mają potrzebę opowiedzenia krok po kroku, czego doświadczyły, jak się czuły, jak bardzo było im z tym wszystkim źle. Chcą by pamiętać o ich dziecku, nie udawać, że nigdy go nie było, nie milczeć przy rodzinnym obiedzie i nie zmieniać tematu na bardziej obojętny. To jeszcze bardziej boli, bo przecież one straciły dziecko i nie chcą teraz udawać, że nic się nie stało. Rodzice, którzy stracili dziecko, coraz głośniej mówią o tym, czego potrzebują. Czasem wystarczy tylko wsłuchać się w komunikaty, jakie nam wysyłają i wykazać się dużą dozą wrażliwości. Wiele kobiet po stracie, jeszcze przez kilka tygodni lub miesięcy, nie chce spotykać się z koleżankami w ciąży, inne z kolei aż lgną do dzieci. Niekiedy Aniołkowe Mamy zamykają się w domu, chcą być same i jedyne, czego potrzebują, to przekonanie, że jesteśmy z nimi, ale nie narzucamy się ze swoją pomocą, nie próbujemy niczego przyspieszać.

Nie ma recepty i wskazówek, jak wspierać rodziców po stracie. Zdecydowanie łatwiej jest powiedzieć, jak wyżej, jak tego nie robić. Niestety, aby powstała taka lista nietrafionych pocieszeń setki, a nawet tysiące rodziców, najpierw na własnej skórze przekonało się, jak bardzo bolą takie słowa. Bo chyba tym, co pomaga najbardziej, jest wrażliwość i wyczucie, a nie próby pocieszania na siłę i szukania wyjaśnień. Aniołkowi Rodzice źle znoszą milczenie bliskich, chcą by o nich pamiętano, choćby zwykłym smsem „jestem z Tobą myślami”. Czasami tylko tyle, a raczej aż tyle, pomaga poczuć, że w całym tym nieszczęściu, gdzieś z boku są ludzie, w których można szukać oparcia.

Anita Janeczek-Romanowska, psycholog

 
reklama
blog comments powered by Disqus

Niezbędniki w dziale rodzina