reklama

To sprawi, że uwierzysz w cuda. Lekarze nie dawali żadnych szans.

zdjęcie: Facebook

To był 18 tydzień ciąży. Lucy Jones wybrała się na standardowe badania i poskarżyła lekarzowi na jedną z żenujących dolegliwości ciążowych, czyli nietrzymanie moczu.

Prawda okazała się druzgocąca. Pojawił się u niej wyciek wód płodowych, który trwał już od 2 tygodni. Powiedziano, że jej dziecko ma 1% szansę na przeżycie.

Dla przyszłej mamy był to prawdziwy szok. Potem było gorzej. W 21 tygodniu usg pokazało, że właściwie wokół maleństwa nie ma w ogóle wód, więc zasugerowano zakończenie ciąży.

Odesłano ją do domu z informacją, że ma czekać na akcję porodową i wtedy wrócić do szpitala. Lekarz nie dał maleństwu właściwie żadnej szansy. Powiedział, że pamięta imiona wszystkich dzieci, którym się udało w takiej sytuacji przeżyć, ale najczęściej okazywały się ciężko chore. Pracował w szpitalu już 20 lat.

Lucy jest matematyczką, więc wiedziała, że statystyki nie dają nadziei, jednak pierwszy raz w życiu zamiast polegać na liczbach postanowiła uwierzyć, że będzie dobrze. Na FB założyła grupę wsparcia i mamy będące w podobnej sytuacji dzieliły się z nią swoją wiedzą. Między innymi Lucy piła 8 litrów wody dziennie.

Po 3 tygodniach pojawiła się na wizycie kontrolnej, która totalnie zaskoczyła lekarzy przygotowanych na najgorsze. W 24 i 28 tygodniu dziecku podano sterydy, żeby przyspieszyć rozwój płuc.

Niestety nie wszystko układało się pomyślnie. Przede wszystkim lekarze ostrzegali Lucy, że dziecko może się urodzić z ciężką niepełnosprawnością. Poza tym cały czas przypominali jej o statystykach, więc żyła z dnia na dzień starając się nie poddać i niczego nie planować. A w 35 tygodniu ciąży zachorowała. Dostała gorączki, w moczu pojawiło się białko jej twarz zaczynała być coraz bardziej opuchnięta. Lekarze zdecydowali, że czas na cesarskie ciecie.

Byłam przerażona, bo z jednej strony bardzo pragnęłam spotkać się z synkiem, z drugiej wiedziałam, że narodziny mogą oznaczać koniec naszej wspólnej drogi. Jednak nie było odwrotu.

Na świecie pojawił się Josh. Ważył 4 kg i potrzebował jedynie małej pomocy w oddychaniu. W inkubatorze spędził 15 dni. Okazał się całkowicie zdrowym chłopcem.

Po jego narodzinach Lucy Jones założyła fundację, która ma na celu stworzenie źródła informacji na temat przedwczesnego pęknięcia błon płodowych. Zbiera również pieniądze na badania, które pomogłyby w zrozumieniu przyczyn i zapobieganiu przedwczesnym porodom. Na stronie można przeczytać też historie mam i dzieci, którym się udało oraz opowieści o małych aniołkach.Najważniejsze jednak jest przesłanie mamy małego Josh’a. W czerwcu tego roku Lucy napisała na FB:

Cóż, minęły dwa lata do dnia, w którym dostałam straszną wiadomość, że moje wody zniknęły. (…). Zawsze miej wiarę nawet wtedy, gdy dowiedziałaś się, że nie ma żadnej nadziei.