reklama
Co z ciebie za matka? Słowa, które mnie zniszczyły po porodzie.

Co z ciebie za matka? Słowa, które mnie zniszczyły po porodzie.

Co z ciebie za matka, jeśli nie potrafisz nakarmić swojego dziecka? Przecież to naturalne -  usłyszałam dwie doby po porodzie od położnej. To było upokarzające, bezduszne i nie miało nic wspólnego z empatią, której oczekiwałam od takiej osoby.

Niby w Polsce zaleca się karmienie piersią. Mówią i piszą, jak ważne dla mamy i dziecka jest naturalne karmienie. I co? Okazuje się, że o ile w szpitalu prawe 100% matek deklaruje, że będzie karmić piersią, to po 3 miesiącach ponad 70% z nich rezygnuje. 

Myślicie, że to z wygody, lenistwa? Lęku o wygląd biustu? Moim zdaniem nie. Brakuje wsparcia dla mam i empatii ze strony położnych, czy lekarzy, czyli osób, od których oczekiwałam słów otuchy i konkretnych porad.

Co dostałam?


Położna sprawiła, że poczułam się chodzącą porażką, ponieważ najwyraźniej robiłam coś nie tak i moje dziecko przeze mnie było głodne i płakało. Uświadomiła mi, że ten okropny ból, pokrwawione brodawki to jest moja ofiara i droga do bycia dobrą mamą. 

Sprawiła, że poczułam się jak neurotyczka, kiedy poskarżyłam się, że córeczka jadła co godzinę i już w drugiej dobie po porodzie prawie mdlałam z wycieńczenia. 

Zamiast mnie pocieszyć widząc w jakim stanie jestem, spojrzała i powiedziała, że tak będzie wyglądać moje życie i że teraz to nic, bo niebawem pojawią się kolki. Podsumowała, że po co chciałam zostać mamą skoro nie potrafię zadbać o dziecko.

Po rozmowie czułam się emocjonalnym wrakiem. Beznadziejną matką i złym człowiekiem. Do domu wróciłam z poczuciem porażki. W efekcie po miesiącu zdiagnozowano u mnie stany depresyjne i dodatkowo wysłano do poradni laktacyjnej, gdzie wreszcie pomogła mi życzliwa osoba.

Chciałabym napisać, że później było cudownie. Z jednej strony tak, bo wreszcie karmiłam bez bólu, ale jednocześnie, kiedy po 9 miesiącach odstawiłam córkę od piersi zamiast czuć dumę, że tyle czasu ją karmiłam, pomimo różnych problemów – ja czułam się winna. Teraz po 3 latach nadal czasem się łapię na tym, że nie jestem do końca pewna swoich kompetencji.

Wiem, że to moja wina. Nie powinnam nikomu pozwolić tak się do mnie odzywać.  Nie powinnam tak serio traktować tych słów. Powinnam być silniejsza i sama podejmować decyzje. Jednak przecież byłam pierwszy raz mamą, która nie wiedziała, nie miała pojęcia, jak pomóc dziecku i sobie. Byłam wyczerpana, obolała i przestraszona. Czułam się niepewnie i po prostu uwierzyłam, że położna będzie wiedzieć co jest najlepsze dla mojej córeczki.  Następnym razem (a to już niedługo) nie popełnię tego błędu. Sama zadecyduję.

Jednak jestem pewna, że nie mnie jedyną spotkało takie traktowanie. I żal mi tych wszystkich młodych mam, które jak ja z ufnością podchodzą do osób pracujących w szpitalu. Dziewczyny jestem z Wami. Opowiedzcie swoje historie. Może uda nam się wspólnie coś zmienić.

reklama

Niezbędniki w dziale ciąża