reklama
Jestem dzieckiem alkoholika

Jestem dzieckiem alkoholika

Jak postrzegam swoje dzieciństwo? Dziś już wiele z tego, co było, wyparłam z pamięci. Staram się pamiętać te dobre chwile, choć zdarzają się przebłyski zdarzeń, z których na pewno nikt nie byłby dumny…
Nie życzę nikomu mamy i taty - alkoholików. Nie jest dobrze, kiedy się widzi ojca powykręcanego jak po padaczce albo matkę z niewidzącym wzrokiem. Tak szczerze to nie rozumiem, dlaczego w ogóle ludzie piją alkohol. Nigdy tego nie pojmę – wspomina Kasia.

Dzieci wychowujące się w rodzinie z problemem alkoholowym muszą szybko dorosnąć, wziąć odpowiedzialność za siebie, często także za swoją rodzinę. Boją się - ich codzienność w niczym nie przypomina sielskiego dzieciństwa. 

Alkoholizm jest chorobą, która dotyczy nie tylko osoby pijącej, ale także jego bliskich. To choroba, która dotyka wszystkich członków rodziny.

W mojej rodzinie na początku alkoholikiem był tata. Trwało to kilka lat, potem pić zaczęła też mama. Przestała, gdy zachorowała na raka – nie piła do końca swoich dni.

Dziś mój tata jest niepijącym alkoholikiem, a ja boję się, żeby znów nie zaczął. Czasem było naprawdę ciężko. Pracowała tylko mama, ojciec był pasożytem.

Nieraz nie wystarczało nam na jedzenie, choć mama zawsze starała się, żeby niczego nam nie brakowało. Z perspektywy czasu widzę, że robiła to także kosztem samej siebie. - mówi Kasia

Codzienność z alkoholikiem to permanentne napięcie, chroniczny stres, lęk i przeciążenie emocjonalne. To ocean traumatycznych sytuacji – od przemocy po upokorzenia. Każdy dzień pozbawiony jest rutyny, brak też spójnych norm, zasad, wartości i granic.

Ania: Było ciężko. Nie miałam łatwego dzieciństwa. Musiałam się wstydzić (gdy szlam po piwko dla taty - wtedy takie czasy, że sprzedawali, wiedzieli, że ojciec w ciągu), kłamać (jak ktoś się śmiał na osiedlu, że ojciec nie chodzi do pracy, bo pije, kłamałam, że jest chory).

Kiedy podrosłam, miałam żal do mamy, że się z ojcem nie rozwiodła, że musiałam patrzeć na awantury, płacze mamy, gdy wyciągała go z ciągu - gdyby nie ona, ojciec po prostu by umarł. Jako dziecko nie czułam się szczęśliwa.

Alkoholizm dotyka ludzi ze wszystkich środowisk społecznych, niezależnie od sytuacji finansowej, wykształcenia, zawodu i płci. Różne są początki i powody picia. Skutki i konsekwencje – odczuwane zwłaszcza dla dzieci – są już bardzo podobne.


Patrząc dziś na swoje dzieciństwo widzę czas pełen stresów i napięć, który jest przeplatany krótkimi, miłymi wspomnieniami. Mój ojciec był alkoholikiem. Nie takim typowym, który dzień w dzień pije, ale takim, który raz na 2-3 tygodnie przychodzi do domu na czworaka. Dla dziecka jest to straszne przeżycie - widzieć swojego tatę w takim stanie.

Po tym, jak ojciec wrócił pijany do domu, były ciche dni. Przepraszał mamę i obiecywał, że już nigdy to się nie powtórzy. Mimo że mama, ja i siostra wiedziałyśmy, że nie dotrzyma słowa, mama w końcu zaczynała się odzywać - żeby w domu było normalnie.

Kiedy mijały już te 2 tygodnie trzeźwości ojca, modliłam się, żeby tata nie wrócił z pracy pijany, chociaż właściwie codziennie zastanawiałam się, czy dzisiaj będzie ten dzień, czy może jutro. -zwierza się Małgosia

Ponad 77 tys. dzieci alkoholików otrzymuje pomoc w placówkach socjoterapeutycznych. Potrzeby w tym zakresie są co najmniej 10–krotnie większe

Małgosia: Kiedy ojciec pił, przychodził do domu i po prostu kładł się spać. Gorzej było, kiedy zaczęły się jego problemy zdrowotne. Po konsultacji z lekarzem przestał pić i wtedy stał się agresywny.

Przemoc psychiczna była na porządku dziennym, dochodziło również do rękoczynów wobec mojej mamy. Ojciec zaczął o wszystko mieć pretensje. Kiedy mama nie czytała w jego myślach i nie spełniała jego zachcianek, zaczynało się szarpanie i wyzywanie.

Wtedy ja interweniowałam, byłam już wtedy pełnoletnia, dla mamy zrobiłabym wszystko. Doszło w końcu do tego, że ojciec wpadł w szał, chciał zabić mamę. Wtedy, w asyście policji, wyprowadziłyśmy się w biegu.

W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się dzieci, ponieważ nie mają żadnego wpływu na to, co się dzieje. Są zagubione i bezradne, a ich codzienność to huśtawka - chaos, trwanie w ciągłej niepewności, nieprzewidywalność zdarzeń, poczucie bezsilności, brak równowagi i poczucia bezpieczeństwa. Skomplikowana i niekomfortowa, nierzadko bolesna sceneria wywiera destruktywny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne, negatywnie odbija się na ich rozwoju. To determinuje ich późniejsze życie.

Ania: Chciałam miłości, a miałam stres, nerwy, płacz i obawy, kiedy zbliżało się wolne albo urlop. Wiadomo było, że ojciec zacznie pić. Stąd nie cierpiałam świąt. Kojarzyły mi się z wyciąganiem ojca z ciągu.

To był tragiczny obraz - on na klęczkach blaga mamę o kroplę alkoholu, obiecując złote góry, a ona wydziela mu racje, żeby nie dostał padaczki z odstawienia. Trzeba go było pilnować jak małe dziecko.

Niezaspakajanie potrzeb dziecka, brak oparcia, bliskości i poczucie niezrozumienia, gdyż rodzice byli albo pochłonięci przez alkohol, albo skupili się na chorobie partnera kosztem dzieci, rujnuje ich psychikę.

Dziecko alkoholika czuje się gorsze, nie czerpie radości z życia, skupia się na obronie przed zagrożeniami, stara się po prostu przetrwać. W konsekwencji uruchamiają się mechanizmy obronne: zamrożenie uczuć, poczucie osamotnienia, lęk przed odrzuceniem, projekcja.

Ponieważ trudno jest żyć w tak brutalnej, bezwzględnej rzeczywistości, a znikąd nie pojawia się wsparcie i pomoc, dziecko w konsekwencji przyjmuje postawę obronną. Zamyka się na rzeczywistość, ale i na siebie.

Takie dziecko uczy się trzech zasad:

Świat pozorów

Świat rodziny alkoholowej to świat iluzji i pozorów. Ponieważ alkoholizm rozpatrywany jest w kategoriach wstydu i lęku, prawda ukrywana jest przed światem. To prowadzi do wycofywania się, życiu w tabu, zaprzeczaniu i lukrowaniu rzeczywistości.

Kasia: Niestety jest tak, że dziecko alkoholików jest skazane na lincz. Nikt nie chciał się ze mną zadawać, każdy uważał mnie za plebs. To bolało. Bo byłam normalną, zwyczajną nastolatką. Strasznie przeżywałam to odrzucenie. Dziś jest inaczej. Nie jest mi trudno nawiązywać z ludźmi bliskie kontakty, ale jestem zbyt ufna, za bardzo się przyzwyczajam i często się zawodzę.

Komplikuje się wszystko, także kontakty z rówieśnikami. Trudno jest nawiązać, ale i utrzymać relację. Bywa, że dzieci z rodzin z problemem alkoholowym są odrzucane przez rówieśników, co potęguje ich izolację i poczucie odrzucenia.

Małgosia: Przez to, że nigdy nie wiedziałam, kiedy nadejdzie ten dzień, że ojciec wróci pijany, bałam się zapraszać do siebie kogokolwiek. Pamiętam jak dziś, jak jedna koleżanka wypomniała mi przy wszystkich, że ja to tylko po ludziach bym chodziła, a sama nie chcę nikogo zaprosić do domu. Miałam koleżanki, ale nigdy nie były to przyjaciółki od serca. Zawsze byłam "tą trzecią". Moi rodzice nie mieli znajomych, mama nie chciała nigdzie chodzić, bo zawsze kończyło się to w ten sam sposób - ojciec wracał w takim stanie, że musiała się za niego wstydzić. Poza tym zalecał się do innych kobiet. Tak właściwie to byliśmy we czworo całkiem sami - zero znajomych. Blisko nas mieszkała rodzina ojca, z którą on zawsze się kłócił.

Przemoc domowa

Kasia: Nie raz, nie dwa byłam świadkiem przemocy. Dochodziło do nich wielokrotnie - zazwyczaj tata dostawał od mamy. Ona strasznie nienawidziła, jak pił. Tata sam też się okaleczał - na złość mamie, ale i zdarzało mu się uderzyć… Jak sobie z tym radziłam? Nie radziłam sobie wcale. Uciekałam gdy tylko zaczynali się kłócić. Bałam się krzyków i tego, że się pozabijają. Płakałam, błagałam, a potem wracałam do domu późno, gdy wszyscy spali. Kiedy miałam 16 lat upijać zaczęłam się i ja. Wstydzę się tego do dziś.

Akty przemocy fizycznej występują dwa razy częściej niż w innych rodzinach. Z danych wynika, że 80% badanych żon alkoholików doświadczyło różnego rodzaju przemocy ze strony męża (raport Instytut Zdrowia i Trzeźwości Polskiego Towarzystwa Psychologicznego). Ponad połowa z nich przeżyła popychanie, szarpanie, niszczenie sprzętów, co trzecia doświadczyła bicia, kopania, szarpania za włosy i przemocy seksualnej. Prawie wszystkie doznawały przemocy psychicznej. Przemoc rodzinna, której świadkami są dzieci, destruktywnie wpływa na ich rozwój emocjonalny.

Ania: W moim domu rodzinnym nigdy nie dochodziło do przemocy fizycznej, ale psychicznej – już tak. Albo ojciec miał mega ciśnienie na picie, a nie miał okazji i awanturę potrafił zrobić dosłownie o wszystko, albo był pijany i rządził wszystkimi. Nauczyliśmy się z mamą nie wchodzić mu w drogę. Czasem nam się udawało, a czasem nie, bo zawsze mogło znaleźć się coś, co doprowadzało go do furii. Poza tym nigdy nie mogłam płakać. Jak na mnie krzyczał, a ja płakałam, słyszałam, że przecież nikt cię nie bije, czego ryczysz. I wpadał w jeszcze większą furię. Radziłam sobie, jak umiałam – modliłam się i chodziłam do kościoła.

Szkody dotykające członków rodzin z problemem alkoholowym
występują u około 3–4 mln osób (dorosłych i dzieci) i obejmują przede wszystkim schorzenia psychosomatyczne i zaburzenia emocjonalne ( spowodowane permanentnym stresem i przemocą) oraz demoralizację, ubóstwo i obniżenie szans osiągnięcia kariery zawodowej.

Role przyjmowane przez dzieci z rodzin alkoholowych

Przetrwanie w takim świecie, który wciąż zawodzi i rozczarowuje, wymaga przystosowania się, czego efektem jest wypracowanie mechanizmów obronnych, pozwalających na poradzenie sobie z okrutną rzeczywistością. I tak to dzieci zupełnie nieświadomie wchodzą w role, które sprawiają, że rodzina może funkcjonować zachowując pozory normalności.

Dzieci w rodzinie dysfunkcyjnej odgrywają cztery podstawowe role: bohatera, dziecka niewidzialnego, maskotki i kozła ofiarnego.

Bohater - nadmiernie odpowiedzialny, przestrzega reguł, żyje w stałym napięciu. Opiekuje się siostrą, bratem, ale także mamą, tatą i całym domem. Przejmuje obowiązki dorosłych. Bierze na swoje barki zbyt wiele, ale czuje, że tak trzeba. Tę rolę najczęściej przyjmuje dziecko najstarsze z rodzeństwa.

Dziecko niewidzialne (we mgle) – dziecko, którego nie ma. Nigdy nie sprawia żadnych kłopotów. Wycofane, samotne, zamknięte w swoim świecie marzeń i iluzji. Żyje w poczuciu samotności i krzywdy. Ma trudności w kontaktach społecznych. Takie dzieci rzadko wychodzą ze swojej skorupy.

Maskotka - dusza towarzystwa, często rozładowująca napięcia w domu. Swoim zachowaniem odwraca uwagę od problemów. Ma poczucie, że od niego zależy atmosfera w rodzinie. Nie zajmuje się sobą, a dopasowuje się do innych. Tę rolę najczęściej przyjmuje najmłodsze dziecko w rodzinie. Maskotce ciężko jest dorosnąć.

Kozioł ofiarny – dziecko, które sprawia problemy wychowawcze, tym samym odwracając uwagę od rzeczywistych problemów. To dziecko, które ma poczucie, że wszystko, co złe, dzieje się przez niego. W konsekwencji zachowuje się w sposób nieakceptowalny, co utrudnia mu funkcjonowanie w grupie.

Dzieci mogą przyjmować jedną rolę, ale i taką, która jest kompilacją wielu, w zależności od sytuacji. Jest to reakcja na zmiany, próba przystosowania się do nowej sytuacji, utrzymania rodziny w jakiejś formule.

O ile rola pozwala dziecku przetrwać w domu, o tyle w życiu na zewnątrz, utrwalana z każdym rokiem, staje się kulą u nogi. Utrudnia funkcjonowanie, blokuje, może prowadzić do niepowodzeń. Kozioł ofiarny staje się wyrzutkiem, bohater – sztywnym „dyrygentem” życiowym, dziecko niewidzialne staje się odludkiem, a maskotki nikt nie traktuje poważnie.

Dorosłe życie

Dorastanie w rodzinie z problemem alkoholowym ma swoje konsekwencje – jest nim piętno DDA. Pod tym pojęciem ukrywa się zespół utrwalonych schematów zachowań, reakcji emocjonalnych i postaw, które powodują psychologiczne zamknięcie się w traumatycznej przeszłości. Co to znaczy? Mniej więcej tyle, że wszystkie teraźniejsze zdarzenia są postrzegane przez pryzmat doświadczeń z dzieciństwa. Rzeczywistość jest zniekształcona, ale DDA o tym nie wie. To rzutuje na podejmowanie decyzji, życiowe wybory, a także związki partnerskie. Wiele z DDA idzie znajomą, utartą ścieżką – wiąże się z alkoholikiem. Inne – partnerów z nałogiem unikają jak ognia.

W życiu Kasi zaczęli pojawiać się mężczyźni. Tacy, którzy mną kierowali, ale i lubili wypić. Mój były chłopak zmarł z przepicia, a raczej z jego skutków. To była marskość wątroby, choć był młodym chłopakiem. Mojemu narzeczonemu niestety zdarza się pić, nie jest to codzienność, ale i tak tego nie lubię. Mino wszystko kochamy się, a najbardziej naszego syna, który jest naszym oczkiem w głowie.

Ania w doborze partnerów nie zauważyła skłonności do samodestrukcji, co byłoby – jak sama mówi - typowe. Moi mężczyźni byli spokojnie, stronili od alkoholu, choć zdarzyło mi się spotkać i typ macho. Mój mąż za to jest nieco podobny do mojego ojca. Jeśli chodzi o alkohol, to i on, i ja, jeśli pijemy alkohol, to wyłącznie z jakiejś okazji. Raz na jakiś czas drink czy piwo, zdecydowanie nie codziennie. Podobieństwa do taty mojego odnajduję np. w kwestii braku empatii lub takiego wysługiwania się, ale to chyba bardziej kwestia wychowania go w kulturze „mama robi w domu większość rzeczy”. Choć tak naprawdę nie mogę narzekać, bo dużo mi pomaga.

Życie w rodzinie alkoholowej ma destrukcyjny wpływ na poczucie wartości. DDA nie wierzą w siebie. To rzutuje na ich relacje. Nie jest łatwo uwierzyć, że się jest czegoś wartym, skoro dla rodziców ważniejszy niż dziecko był alkohol lub związany z nim problem. Dlatego tak trudno jest odnaleźć właściwe, godne siebie miejsce w relacji, w związku, w świecie.

A Małgosia? Moje związki z mężczyznami to zazwyczaj związki na odległość. Znajomości zawierałam przez internet, a moi partnerzy byli zawsze sporo starsi o 10-20 lat. Chciałam otrzymywać dużo czułości i uwagi, dlatego w momencie, kiedy związek przestawał mnie satysfakcjonować, od razu zaczynałam następny, często nie kończąc jeszcze poprzedniego. W realnym życiu ciężko mi teraz nawiązywać kontakty. Staram się być otwarta, ale moje znajomości są raczej powierzchowne. Dobrze czuje się w internecie - na forach, gdzie mogę w pełni pokazać siebie i nie bać się odrzucenia.

Najważniejsza jest rodzina

Pomimo tego, co zrobili mi rodzice, kocham ich, a i wtedy kochałam – wyznaje Kasia. Choć także ich nienawidziłam. Moim marzeniem jest, żeby moje dziecko nigdy nie zaznało biedy, nie musiało się bać, zawsze było najedzone i czyste. I ja tego dopilnuję.

Dzieci alkoholików dorastają i wyprowadzają się domu, ale wciąż są DDA. Kochają rodziców i ich nienawidzą. Czują w sobie wiele sprzeczności. To rzutuje na każdy aspekt ich życia. Nie oznacza to jednak, że nie mogą być spełnione i pewne siebie, nie mogą założyć szczęśliwych rodzin. Często to ona jest właśnie ich życiowym celem i spełnieniem marzeń.

Marzeniem Małgosi jest szczęśliwa, pełna rodzina. Taka, w której możemy sobie ufać i dzielić wszystkimi troskami i radościami. Chciałabym, żeby mój dom był miejscem, do którego chętnie się wraca, a po przekroczeniu progu mówi się: "Nareszcie w domu". To, czego się obawiam najbardziej to to, żebyśmy nie ukrywali przed sobą problemów. Wiem, że razem wszystko można przetrzymać i pokonać każdą przeszkodę.

Dzieci z rodzin alkoholowych, choć same nie miały dobrego dzieciństwa i jedynie intuicyjnie czują, jak powinien wyglądać szczęśliwy dom, nie poddają się. Pielęgnują codzienność wiedzą, jak wielka jest to wartość. Mają swoje postanowienia i zasady. Wyznaczają także granice, których nie wolno nikomu przekraczać.

W mojej rodzinie najważniejszy jest dla mnie szacunek i oddanie. Nigdy nie pozwoliłabym, żeby ktoś skrzywdził kogoś z mojej rodziny - psychicznie czy fizycznie. Jestem w stanie zrobić dla nich wszystko – wyznaje Małgosia. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś krzyczał u mnie w domu czy zwracał się bez szacunku do siebie. Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Myślę, że momentami jestem trochę zbyt opiekuńczą partnerką, być może zmieni się to po narodzinach dziecka. Jestem bardzo czuła - od mojej mamy nauczyłam się troszczyć o innych. W domu zawsze musi być ciepły obiad, który jemy wspólnie.

Zawsze jest czas na happy end

Choć DDA boją się powtórzenia błędów, jakie pojawiały się w ich rodzinnym domu, biorą sprawy w swoje ręce, walczą o siebie. Najważniejsze to uświadomić sobie potrzebę zmian. Spojrzeć w przeszłość, wybaczyć, porzucić wyuczoną rolę i budować swoją tożsamość. Im szybciej się to stanie, tym lepiej.

Kasia jest osobą niepijącą: Wiem, ze najważniejsze wartości w życiu to szacunek do innych i do samego siebie, poczucie akceptacji i miłość. Moją mocną stroną nie jest cierpliwość. Jestem zaborcza, staram się uszczęśliwiać innych. Taka ze mnie matka kwoka, która rozciąga skrzydła nad swoja rodziną.

Zmienić się nie jest łatwo, to oczywiste, rewolucja przecież dotyczy nie tylko nawyków, ale także zasad, wartości i przekonań. Niemniej warto się starać i próbować. Zmiana to długotrwały, często bolesny proces. Trzeba skonfrontować się z rzeczywistością i samym sobą. A światopoglądowe fundamenty, na których budowało się życie, są destrukcyjne, ale bardzo stabilne.

Wydaje mi się, że czasami jestem za dobra, za łatwo odpuszczam, co jest dziwne, bo mając takiego ojca powinnam być rządzącą w domu heterą. A tak nie jest… Być może psycholog wytłumaczyłby to jakimś zahukaniem, chęcią podporządkowania się, żeby nie było niezgody i awantur, jak w domu rodzinnym. Sama nie wiem… Niemniej naszą relację tworzy zrozumienie, wyrozumiałość, miłość (ale nie taka tiu tiu, tylko miłość wyrażająca się w trosce i przyjaźni), szacunek. Mam nadzieję, że będę dobrą mamą. Marzę o tym, żebyśmy, jako rodzina, byli szczęśliwi. Byśmy się po ludzku dogadywali, nie osądzali, zawsze wysłuchiwali swoich racji. A czego się boję? Tego, że ta wieża, którą buduję od kilku lat, się posypie. Że któremuś z nas przestanie się chcieć. Wtedy według mnie zaczynają się awantury, przestajemy rozmawiać, nie zależy na nam czyimś zdaniu, opinii – mówi Ania.

Większość ludzi z transformacją radzi sobie dobrze, nie potrzebuje specjalistycznego wsparcia. W końcu udaje im się żyć własnym życiem, patrzeć na wszystko przez pryzmat osoby dorosłej, nie zranionego dziecka. Niestety dla wielu osób dorastanie w rodzinie alkoholowej to łatwe usprawiedliwienie życiowych niepowodzeń i wad.

Nie tak rzadko zdarza się, że nasilenie cech DDA przeszkadza w codziennym życiu. Wówczas warto zdecydować się na psychoterapię - indywidualną bądź grupową, zarówno płatną, jak i refundowaną. Organizowane są także spotkania grup DDA. Bezpłatne formy pomocy dla dorosłych dzieci alkoholików oferują między innymi: powiatowe Centra Pomocy Rodzinie, poradnie leczenia uzależnień i współuzależnienia, poradnie zdrowia psychicznego, organizacje pozarządowe.

red. Monika Zalewska-Biełło

dane: PARPA

Wsparcie merytoryczne:

www.parpa.pl
www.dda.pl
www.psychotekst.pl

 

reklama