reklama
Prawdziwa cena za kłamstwa, w które uwierzyli wszyscy i ja również

Prawdziwa cena za kłamstwa, w które uwierzyli wszyscy i ja również

Urodziłam drugiego synka 9 miesięcy temu i wcale nie czuję się świetnie. Zajęło mi mnóstwo czasu, żebym przyznała przed samą sobą, jak naprawdę się czuję

Do tej pory moja odpowiedź zawsze brzmiała: Ok, jest super!

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie potrafię powiedzieć, że jest kiepsko, że sobie nie radzę, że potrzebuję pomocy. Prowadzę bloga. Mam grono fanek, które piszą, że świetnie wyglądam, mam piękne dzieci i moje życie wygląda na takie idealne. Pytają mnie, jak to zrobiłam i chcą mieć mieć podobnie. A ja….

Zdałam sobie sprawę , że to co widzą to fałszywy uśmiech, dobry makijaż i mnóstwo kłamstw. Im więcej trafia do mnie pochwał, tym większą czuję się oszustką. Doprowadziłam się do tego, że cały czas czuję się na cenzurowanym.

Na placu zabaw muszę być perfekcyjna, bo przecież ktoś może mnie rozpoznać. W związku z tym,  jak głupia chodzę ubrana w najlepsze ciuchy i mówię do starszaka po 100 razy miłym głosem, że czas pójść do domu, chociaż najchętniej po 3 razie wzięłabym go po prostu pod pachę i zabrała.

Nawet w domu nie pozwalam sobie mieć gorszych chwil, bo przecież muszę być wiarygodna, nie mogę zawieść moich czytelniczek. Przecież nie powinny wiedzieć, że mój mąż ma problemy w pracy,  teść leży w szpitalu, a starszak wykańcza mnie syndromem trzylatka. Nie mogę im tego zrobić, żeby straciły nadzieję, że życie może być jak z bajki.

W sumie siebie też lubiłam oszukiwać. Na początku, kiedy czytałam blogi innych mam ogromnie im zazdrościłam, że mają takie cudowne życie i szczęśliwe rodziny. Oczywiście, niektóre z nich czasem pisały, że miały gorszy dzień, że dzieci ząbkują, więc nie spały całą noc albo że czuły się przez chwilę samotne, ale już jest dobrze, bo nie ma to jak wierne czytelniczki.

To było takie pociągające i nagle …stało się osiągalne. Wystarczyło, że potrafiłam napisać kilka ciekawych zdań, wrzucić parę fotek moich słodziaków i stałam się jedną z nich.

Przez chwilę czułam się po prostu super. Miałam fajne życie, nowe koleżanki, agencje zgłaszały się do mnie z produktami. Byłam taka świetna! Byłam… taka samotna. Wszystko po to, żeby zataić prawdę, żeby nie martwić bliskich, żeby znajome nie mogły mi wytknąć, że to co pokazuję jest kreacją.  

Mówi się, że wystarczy w coś głęboko wierzyć i stanie się rzeczywistością. Ja chyba poszłam na skróty. Wymyśliłam sobie, jak chcę żeby wyglądało moje życie, ale zapomniałam pomyśleć, jak mam się w nim czuć i jakie chcę ponieść koszta. W rezultacie mam cudowne wirtualne życie i  nie najfajniejszą rzeczywistość. Wcale nie dlatego, że mąż, że teść, że jakieś problemy, bo to jest normalne, tylko dlatego, że tyle czasu żyłam w kłamstwie.

A ja tak naprawdę jestem mamą, jestem wrażliwa, mam trudne momenty a czasem wpadam w dół. Najważniejsze, że zrozumiałam, że mam do tego prawo; że mogę czuć się gorzej, mogę się czasem złościć na dzieci i mieć dosyć macierzyństwa. To pozwala mi zacząć od nowa.

Bloga na razie zawiesiłam i dałam sobie czas żeby pobyć kobietą, mamą na własnych zasadach. Bez fanów, czytelniczek, obserwatorów. Bez nagrody w postaci like'ów i komentarzy. Początki nie były łatwe, ale uwierzcie teraz jest mi lżej. Teraz zaczynam żyć, jak chcę. A mój starszy synek coraz rzadziej pozuje do zdjęć, kiedy tylko sięgam po telefon. I to jest cenne.

Piszę to, bo może czytasz blogi parentingowe, oglądasz świetne mamy na FB i czujesz się gorsza. Nie warto się co się porównywać. Ja się powoli uczę doceniać zwykłe, normalne życie, bez napinki, bez ścigania się o koronę najfajniejszej mamy w internecie. I dobrze się z tym czuję. Chyba najważniejsze jest, żeby się dobrze czuć ze swoimi wyborami.

ZuzaP.

reklama