reklama
Przestań mi mówić, że będzie gorzej! Apel do mam

Przestań mi mówić, że będzie gorzej! Apel do mam

Doskonale pamiętam ten dzień. Zosia miała dziesięć tygodni. Stałam w kolejce do kasy. Wyglądałam jak zombie, byłam masakrycznie zmęczona, bo jak większość maluszków Zosieńka pozwalała mi spać głęboko, ale bardzo krótko.

Akurat postanowiła, że zacznie płakać, więc trzymałam ją w ramionach marząc, żeby już była moja kolej.  Kiedy jedną ręką wyładowywałam produkty na taśmę, to kobieta, która stała przede mną - z wózkiem, z dwójką wierzgających maluchów - spojrzała tylko na mnie ze współczuciem i rzuciła: "Uwierz mi, będzie gorzej."

Właściwie trudno było mi sobie wyobrazić, że może być coś gorszego niż nieprzespane noce, płaczące dziecko, którego nie potrafię zrozumieć, popękane brodawki, niechciane kilogramy oraz mieszkanie, które nie tylko odbiegało od standardów Perfekcyjnej Pani Domu, ale od jakichkolwiek standardów. Sama myśl, że ma być gorzej, doprowadziła mnie prawie do histerii.

Jednak teraz (po kilku miesiącach) już wiem, że są lepsze i gorsze momenty; dni, które wydają się koszmarem i takie, które są cudowne. Znam poranki po nieprzespanej nocy, kiedy nawet kawa nie jest w stanie postawić mnie na nogi, ale znam również takie, kiedy mam czas na zjedzenie rogalika, wypicie ciepłej kawy i przejrzenia czasopisma w towarzystwie córeczki, która zadowolona bawi się w swoim foteliku. Co z tego, skoro i tak zawsze czai się ta złowróżbna przepowiednia: "Uwierz mi, będzie gorzej."

Właśnie wróciliśmy z weekendowego wyjazdu ze znajomymi. Były tam też dzieci w różnym wieku. Dziewięciomiesięczna Zośka była najmłodsza. Kiedy nastała pora jej spania, impreza właśnie się rozkręcała. Musiałam pójść położyć ją do łóżeczka. Po powrocie pierwsze, co usłyszałam od mamy trzylatka, to zdanie.”Uwierz mi, będzie gorzej! Jak zacznie chodzić, to dopiero zobaczysz!”

Kompletnie nie rozumiem, po co mamy mamom opowiadają takie rzeczy. To jest tak cholernie przygnębiające i niepotrzebne! Do tego mam wrażenie, że trwa ciągła licytacja “która z nas ma gorzej”.

Kiedy byłam w ciąży, wszystkie moje dzieciate koleżanki miały jakiś imperatyw wewnętrzny, by dzielić się ze mną krwawymi opowieściami z porodówek. Kiedy Zośka była noworodkiem i przez pierwsze 3 tygodnie pięknie spała, dowiedziałam się, że mam się cieszyć, bo za chwilę będzie gorzej. Jak zaczęło być gorzej, to usłyszałam, że będzie koszmarnie - przecież zaraz zacznie ząbkować. Owszem, zaczęła i czasem było gorzej, ale bardziej niż przejściowymi kłopotami związanymi z córeczką jestem zmęczona słuchaniem takich tekstów. Nieprzydatnych, dołujących, głupich.

Po co mi taka informacja? Jak już dojdę do nowego etapu, to przecież sama doswiadczę i dowiem się, co owo “gorzej” oznacza. Czy naprawdę tak trudne jest powiedzenie: “Nie martw się, już niedługo będzie lepiej, a ty sobie świetnie radzisz” lub powstrzymanie się od komentarzy?

Zastanawiam się, czemu nawzajem sobie opowiadamy takie rzeczy.

Rodzicielstwo stawia przed nami różne wyzwania. Czasem radzimy sobie gorzej, czasem lepiej, czasem wcale, a czasami doskonale. A ty, zanim powiesz do mnie znowu "Uwierz mi, będzie gorzej" pomyśl, jak wyglądałoby twoje życie, gdybys nie była mamą. A jeśli ktoś by tę rolę odebrał? "Uwierz mi, byłoby jeszcze gorzej. Byłoby fatalnie.”

Mama Zosi

reklama

Niezbędniki w dziale ciąża

reklama