reklama

28 tydzień. Z Mikołajem w tle

Przeglądam pościele do łóżeczka – ależ wybór! Wzorów tkanin jest tak dużo, że po raz kolejny przeglądam i nie mogę się zdecydować:

krateczka, zwierzątka, kwiaty? W sumie mam poszewki na kołdrę po chłopcach i właściwie obeszłoby się bez zakupów, ale i tak kupię teraz nowy komplet, bo to będzie moja Królewna i ma mieć łóżko jak z bajki.

Wybieram taki komplet: rożek (mimo kocyka chyba kupię, bo dziecko lubi być owinięte, a zresztą potem taki rożek to też kocyk właśnie), prześcieradła (frotowe, flanelowe i z takiego materiału jak pościel – 3 na zmianę to aż nadto), poszewki, ochraniacz (w pokoju mamy zimno, więc musi być)  i przybornik z kieszonkami. Po długich przymiarkach i niemalże bólu głowy pada na słodkie żyrafki na kremowym tle. To jest nasz prezent dla maleństwa, bo szybkim krokiem zbliża się 6 grudnia i Mikołaj.

Jak co roku chłopcy napisali listy, ale w tym roku już wiedzą, że to rodzice kupują prezenty. Staram się sprostać ich prośbom, w zasadzie nie jest trudno, proszą o dużo słodyczy, gogle, książki, smoki lego (Tosiek), przynęty wędkarskie (Kajtek) – wszystko udaje się kupić (większość w internecie), a przesyłki przychodzą na czas. Niektóre w ostatniej chwili, to znaczy dzień przed, no ale są. Popakowane, czekają na noc, bo u nas panuje zwyczaj, że prezenty dzieci znajdują pod poduszką. No, może obok poduszki. Dla męża i dla siebie kupiłam super skarpetki narciarskie – pewnie z nich w tym roku nie skorzystam, ale będą na przyszły rok, chociaż czasami myślę sobie tak: jakby tak urodzić w połowie lutego, 6 tygodni połogu, to będzie koniec marca, przez cały kwiecień i pół maja powinny być jeszcze warunki narciarskie, po południu dziecko nakarmić, uśpić i na 3 godzinki pojechać sobie na oświetlony stok... Słysząc to, mój mąż się ze mnie tylko śmieje: „Akurat! I zostawisz noworodka na tyle czasu?”. No fakt, pewnie nie zostawię.

Zaplanowaliśmy malowanie, chcemy odmalować kuchnię i przedpokój. Ściany aż się o to proszą, poza tym po remoncie (wymiana drzwi) jest to konieczne. No i może jeszcze sufit w dużym pokoju. Na szczęście z wyborem koloru nie było problemu, będzie jak do tej pory biały. Farby, wałki, folie – wszystko już kupione i leży w kącie, a ja się stresuję, jak to wszystko logistycznie rozwiązać, po przecież wiadomo, że takiemu malowaniu towarzyszą gruntowne porządki: przed i po. Pomalutku już biorę się za dokładne sprzątanie szafek. Kiepsko mi to idzie, się jakoś tak niefajnie czuję, mam tyle roboty, a sił prawie wcale.

Mam nadzieję, że nie wpływa to na zdrowie dzieciaczka. Rośnie sobie, przybiera na wadze, jego mózg zwiększa swoją objętość, zaczynają się na nim tworzyć bruzdy i fałdy, coraz częściej też dziecko czuwa. W tym czasie jego mózg pracuje – fale mózgowe są jak u noworodka. Płuca dojrzewają, z każdym dniem dziecko jest coraz bardziej gotowe na to, żeby nabrać w nie powietrze i po raz pierwszy dać się usłyszeć. Trochę to smutne, że życie ludzkie musi się zaczynać od krzyku...

Zastanawiam się, jak też będzie tym razem z grupą krwi dziecka. Wprawdzie nie mamy konfliktu czynnika rh, ale ja i mąż mamy różne grupy krwi. Przy Kajtku nie było problemu – prawdopodobnie odziedziczył grupę po mnie, ale Tosiek nieźle nas postraszył, żółtaczkę miał nasiloną i długą. Niestety nie da się temu w żaden sposób zapobiec, a lekarz pociesza, że może tym razem nie będzie kłopotów. Bardzo bym chciała, bo naświetlanie musi trwać wiele godzin, a wtedy dziecka nie można karmić. Poza tym, żeby szybciej wypłukać bilirubinę z organizmu, maluchowi podaje się kroplówkę – ten wenflon w maleńkie rączce albo główce – brrr, okropny widok, od którego serce się kraje.

Dzieciaki umęczyły mnie, żebyśmy piekli pierniki. Zrobiłam więc ciasto i do dzieła! Co roku sobie obiecuję, że kupię jakieś fajne nowe foremki, i co roku sobie przypominam o tym, gdy ciasto jest już rozwałkowane na stole. Ale nic to, chłopcy sobie i tak świetnie poradzili z tym co mamy, choć choinki były nieco krzywe, a rybki chude. Po upieczeniu, najwspanialsza część pracy – dekorowanie! Zrobiłam biały lukier (z białka i cytryny), malowaliśmy nim pierniki, a potem posypywaliśmy kolorowymi i czekoladowymi ozdobami, na szczęście mąż wcześniej słysząc o naszym piernikowym szaleństwie kupił nam takowe w super wygodnych pudełeczkach z dozownikami. Teraz w domu pachnie piernikami, które nie tylko są bardzo smaczne, ale i śliczne!

28 tydzień. Z Mikołajem w tle

reklama

Niezbędniki w dziale ciąża