reklama
9 rzeczy, których nie należy mówić kobiecie podczas porodu

9 rzeczy, których nie należy mówić kobiecie podczas porodu

Poród sam w sobie jest dosyć ekstremalnym wydarzeniem i jeśli jeszcze raz ktoś mi powie, że to przecież jest naturalna sytuacja w życiu większości kobiet, mogę nie zdzierżyć.

Na początek, co o porodzie mówi nauka. Poród to wysiłek porównywalny do przebiegnięcia maratonu. Naukowcy z Uniwersytetu w Michigan udowodnili, że obrażenia, których doznaje kobieta podczas porodu, bywają gorszymi urazami niż te powstałe w wyniku sportów ekstremalnych.

Dlatego zanim się odezwiesz przeczytaj i nie powtarzaj tego błędu. Chciałabym napisać, że autorzy tych zbawiennych porad również doznali uszczerbku na zdrowiu. Niestety ich żony były zbyt skupione na tym, żeby dobiec w końcu do mety.

9 rzeczy, których nie należy mówić kobiecie podczas porodu 

Jesteś pewna, że to już?
Mówię do niego, że zaraz na porodówkę musimy jechać. On do mnie, że jeszcze czas, musi wziąć prysznic. I w tym momencie mam pierwszy skurcz party. Teściowa spanikowana krzyczy z dołu, że trzeba już jechać, bo ja przecież rodzę.

A mój mężuś, "spoko mamusia, wiem co mam robić" schodzi w samych majtkach na dół informując, że jeszcze prysznic musi wziąć. A ja prawie wrzeszcząc, że mnie ma zawieźć natychmiast do szpitala, bo ja chcę znieczulenie. Mój ślubny się poddał pod presją dwóch bab, ale jeszcze musiał dodać do mnie "zobaczysz, odeślą nas do domu, masz za rzadkie skurcze"

Drzwi mi przytrzymaj
Mam rewelacyjnego męża - wychodzimy z domu w drodze do szpitala ja mam już potężne skurcze co 1,5 min (jak przyjechałam na izbę przyjęć to było 9 cm rozwarcia) mój małżonek zaczął zbierać to co nam potrzebne torbę, teczkę z dokumentami, aparat i tysiąc paczek i chlebaczek.

Doszedł do drzwi obładowany jak wielbłąd i nie mógł sobie poradzić z ich otworzeniem, bo ręki mu brakowało, więc obejrzał się na mnie i krzyczy "Pospiesz się, drzwi mi przytrzymaj, bo mi się na porodówkę spieszy”!

Jesteś pewna, że to nie minie?

Położna oświadczyła, że istnieje możliwość znieczulenia zewnątrzoponowego. Na co ja: Piotrek, leć do bankomatu!
On: Poczekaj zaraz przejdzie.
Ja (ton wyżej): Zasuwaj, bo sama pójdę!!!
I w tym momencie przyszły tatuś, co robi?? Wyjmuje z kieszeni telefon i dzwoni do kolegi: Cześć Rafał. Słuchaj, taka sprawa jest: Aga rodzi... (tu gratulacje od kolegi) ... i tak się właśnie zastanawiamy czy może warto brać to znieczulenie zewnątrzoponowe. Mhhh... Tak... Bo ona się tak dziwnie wije... Chyba zaczyna ją boleć...

No ja nie mogę TEN CYMBAŁ dzwoni do kolegi i pyta o znieczulenie dla rodzącej. Faceta się pyta! Żeby jeszcze zadzwonił do jakiejś babki co rodziła. No Boże Święty grdykę mu przegryzę. Albo zejdę z tego fotela i go skopię!!! A potem mu się wgryzę w gardło!

Kochanie nie umieraj!
Miałam poród rodzinny, mąż trzymał mnie za rękę. Ja dostałam środki przeciwbólowe i przysypiałam między skurczami. Co zamknęłam oczy mąż mnie klapał po policzku mówiąc - nie umieraj! W końcu się wydarłam na niego, że jak on spać nie może to niech mi daje podrzemać.

Uśmiechnij się, bo chcę ci zrobić ładne zdjęcie

U mnie też było wesoło. Mój mąż jak miałam skurcze takie, że mało nie gryzłam wanny, której się trzymałam robił mi zdjęcia i kazał się uśmiechać. Powiedziałam, mu, żeby się cieszył, że go nie mogę dosięgnąć, bo się boję wstać.

O, miałaś skurcz
Miałam już konkretne skurczyki. Bolały trochę, ale były do wytrzymania. Tylko byłam spokojna i skupiona, bo tak mi było najlepiej. Moj mąż zaaferowany patrzył w wydruk z ktg i za każdym razem mnie informował: "o miałaś skurcz”, "o był na 120", "o co 3 minuty masz skurcze".

Wnerwiłam się po jakiejś godzince. Podziękowałam tylko grzecznie za informacje. I dodałam, że gdyby nie on, to pewnie nie wiedziałabym, że rodzę…

Przyj, przyj kochana

Więc miałam poród rodzinny. I jak już zaczęła się akcja porodowa (zaznaczę ze rodziłam w Irlandii) położne zaczęły krzyczeć "push, push, push!!!!!!" to w tym momencie mój O trzymał mnie za rękę i mówił "przyj, przyj kochanie, przyj!!!" Jak ja się wściekłam! Tłumacz się znalazł od siedmiu boleści, sobie pomyślałam.

Tak mi przeszkadzało, jak się koło mnie darł "przyj kochanie przyj" , nie mogłam się normalnie skupić na rodzeniu, rozpraszał mnie tym. Tak popatrzałam na niego i mówię "spie*****j!!!" No i miałam spokój

Kochanie, ty mi tak nie mrucz
Jak już miałam skurcze parte, no to sobie parłam i mruczałam. Takie Mmmmm....Nie darłam się. Na co mój kochany P. mówi:
-Kochanie, ty przestań może mruczeć, co?
A ja taka wściekła, z piorunami w oczach:
-Ja k... mruczę lepiej niż ty śpiewasz!!
Doktorek parsknął śmiechem.

Po 3 skurczu pójdę po położną
Apogeum nastąpiło po podpięciu pod KTG, gdy mąż po raz setny kazał mi oddychać. No przecież oddychałam, a ten mi tutaj za eksperta robi, co on wie, to moja macica wykręca się na wszystkie strony!
Mój wzrok padł na stołek, na wyciągnięcie ręki, tylko złapać. Ale to na nic, za ciężki, nie podniosę - teraz już wiem czemu one tam takie ciężkie są - ale zaraz, zaraz, jest przecież stojak na kroplówki, lekki, blisko, aż się prosi złapać i tak od serca przyrżnąć.

Już wyciągałam rękę, aż tu nagle skurcz jakiś taki inny. Wywarczałam ku mojej niedoszłej ofierze "mam inne skurcze, leć po położną", na co on stwierdził, że pójdzie za 3 skurcze. Jak się wydarłam, bardzo mało kulturalnie, że ma iść natychmiast, to położna już była, noworodki się szykowały, a cała reszta nie miała wątpliwości, że to już.

A jak się zejdzie kilku facetów to już w ogóle jest wesoło

14:00 wchodzi lekarz, i mówi że ona ma zmianę do 15, i że rodzimy. Na to ja że mąż poszedł na obiad, lekarz mówi że trudno..... Składają łóżko, robi się ruch, kilka osób przychodzi, studenci itd. Zaczynam przeć, na początku mi nie wychodzi. Lekarz do mnie mówi, że prę na 60%, ja zła krzyczę że nie miałam matematyki w szkole i nie znam się na procentach.

14:15 wchodzi mąż i widzi co się dzieje, napiszę tylko że mina BEZCENNA. A ordynator do męża:
Ordynator -Co Pan jadł?
Mąż -Naleśniki
Ordynator -Z czym?
Mąż -Z brzoskwiniami
Ordynator - Nie lubię na słodko, mieli ruskie?

Ale najważniejsze, żeby na przybycie potomka było pięknie
Tak przed 18-stą położna stwierdza, że rozwarcie na 9 palców i czas wzywać męża. Dzwonię i słyszę za chwilę przyjadę tylko się wykąpię. Przyjechał niebawem odpierdzielony jak stróż w dzień nauczyciela (potem wyjaśniło się, że na liście do szpitala zamiast przeczytać ubiór wygodny mój M przeczytał strój GODNY), więc ubrał się godnie.

Kochani Tatusiowie. Poród bez was byłby o wiele trudniejszy. To, że jesteście z nami jest bezcenne. Oto kilka rzeczy, które koniecznie nam mówcie:
"Kocham Cię"
"Jestem tutaj"
"Czy potrzebujesz trochę wody?"
"Świetna robota"
"Jesteś niesamowita"

Historie autentyczne zebrane z naszego ukochanego wątku na forum babayboom.pl  - Poród na wesoło
www.babyboom.pl/forum/temat/porod-na-wesolo.7030/

reklama

Niezbędniki w dziale ciąża