reklama
Bunt dwulatka

Bunt dwulatka

W pierwszy miesiącach życia dziecko jest całkowicie zależne od rodziców. To opiekunowie dostarczają dziecku pożywienia, ciepła, interesujących bodźców, jak również pocieszają, wzmacniają pozytywne emocje i utrzymują psychikę w równowadze.

Zmiana zachodzi w momencie, kiedy dziecko zaczyna spostrzegać siebie jako autora swoich działań i odbiorcy wrażeń. W pierwszej połowie drugiego roku życia do głosu zaczyna dochodzić własne „ja”, co oznacza, że dziecko pomału uczy się samodzielnie żeglować. Pojawia się opór, przekora, wybuchy złości. Choć może to być trudny okres dla rodzica, zmiana ta jest naturalnym etapem w rozwoju dziecka.

Bunt dwulatka?

W początkach drugiego roku życia dziecko pomału, ale stanowczo i konsekwentnie zaczyna dążyć do zdobywania nowych kompetencji poprzez próby samodzielnego działania.

Wykrzykując swoje „nie” dzieci stwarzają sobie przestrzeń do zbierania doświadczenia na własną rękę, testowania swoich sił, ćwiczenia swoich zachowań asekuracyjnych. Dziecięce „nie” nie jest pozbawione sensu. Za pomocą tego słowa dziecko stara się bronić swojej wolności potrzebnej do wyćwiczenia różnych zadań: „sztywne paluszki muszą nabrać giętkości, nóżki prędkości, a głowa mądrości”.

Wydaje się więc, że spodnie ubrane na lewą stronę, pognieciona książeczka czy namiętnie odkręcany kran z wodą, musza się zdarzyć. Małe dziecko pragnie wielu rzeczy teraz, natychmiast. Ponieważ w tym wieku Mały Człowiek nie rozwinął jeszcze pojęcia czasu, trudno mu zrozumieć, że coś dostanie, ale później, jutro. Każdą zewnętrzną zmianę swoich planów traktuje jako „atak na siebie”.

Wybuchy złości mogą się wiązać także z niewielkimi umiejętnościami werbalnymi dziecka w wieku wczesnodziecięcym. Nie ma ono wystarczających zasobów, by wyrazić swój protest czy rozczarowanie, pozostaje więc fizyczne wyrażenie emocji – rzucanie się na ziemię, uderzanie we wszystko co znajduje się w pobliżu, tupanie nóżkami. Na szczęście Małemu Człowiekowi  - w jego fascynującej podróży po najbliższym otoczeniu - towarzyszy dorosły, który za pomocą magicznych słów „zrób to sam” i  „spróbuj jeszcze raz” zachęca do robienia postępów. Zachęca, bo zauważa gotowość, którą dziecko wyraża.

Dziecięce „nie”, które prowadzi do wybuchu złości ma celu obronę własnej autonomii i zrealizowania swojej woli, nawet za cenę kłótni z rodzicami czy rany na ciele.

Często, kiedy dziecko z miłego aniołka zmienia się w buntownika, rodzice zaczynają się martwić, co się stało z ich Pociechą. Nie ma jednak powodu do troski, choć przejście przez etap, który właśnie się rozpoczął, nie będzie łatwe. To, co się dzieje z dzieckiem w tym wieku wynika z prawidłowego rozwoju, nie jest natomiast zaburzeniem zachowania czy oznaką błędu wychowawczego. Sprawdźmy, jak możemy złagodzić konsekwencje tej fazy…

Zaprzyjaźnić się z "nie"

Spróbujmy pomóc Maluchowi krzyczącemu „nie” -  pozwólmy wypróbować coś samodzielnie. Mały Człowiek często złości się, jeśli ktoś wykonuje jakąś czynność za niego… pomoc w ubieraniu, myciu zębów, w jedzeniu. W takich sytuacjach używając słowa „nie” dziecko gwarantuje sobie rozwój.

Dzięki temu nauczy się dobrze funkcjonować również poza domem. Pozwalając na samodzielność w mniej ważnych dla nas, ale bardzo ważnych czynnościach dla dziecka, takich jak np. przygotowanie do snu: ubranie piżamki, umycie zębów, poukładanie rzeczy w szafce czy obranie banana, dajemy mu poczucie sprawczości i zmniejszamy szanse na wybuch agresji i „nie” w odpowiedzi na informację o końcu zabawy i obowiązku pójścia spać.

Dać przestrzeń

Pozwalanie na samodzielność dziecka bywa niekiedy trudne. Wiąże się to nie tylko z rozbitymi kolanami, porażkami, ale także emocjonalnym oddalaniem się dziecka, które do tej pory było z rodzicem w bliskiej symbiozie. Może to być trudny czas dla opiekuna, dla którego bliskość i opieka nad niemowlęciem była przez ostatnie miesiące sensem i spełnieniem.

Brak pozwolenia rodzica na „oddalenie” się może utrudniać kolejny krok w rozwoju. Rodzic nie jest w stanie wyrównywać gospodarki emocjonalnej dziecka poprzez kierowanie i kontrolowanie jego działań. Dziecko samo musi doszukać się w codziennych zmaganiach, porażkach i sukcesach pozytywnego postępu. Najczęściej zachodzi to właśnie poprzez stawianie oporu.

Wbrew pozorom dawanie przestrzeni dziecku to ważny krok dla rozwoju. Jeżeli dorosły będzie ograniczać samodzielność, istnieje zagrożenie, że okres niemowlęcy będzie się przedłużał zamiast ustąpić etapowi wczesnego dzieciństwa. Potrzeby dziecka będą wtedy niespełnione, a ono nie będzie w stanie budować poczucia własnej wartości w zdobywaniu świata.

Postawić granice

Pozwalanie na eksplorowanie otoczenia jest potrzebne dziecku do rozwoju. Równie ważne są dla niego granice, jasno wyznaczone przez dorosłych. Dziecko potrzebuje przestrzeni, w której miejsce znajdą kierunkowskazy i poręcze. Granica nie oznacza nakazów i zakazów. To pełne szacunku dla dziecka, jasne komunikaty, mające na celu bezpieczeństwo Małego Człowieka, nie zaś pokazywanie siły i przewagi dorosłego nad młodszym.

Pocieszać?

Gdy dziecko jest w trakcie napadu złości, pocieszanie nie pomoże. Rodzic nie jest w stanie, w tym momencie, uspokoić jego wewnętrznego chaosu. Poza tym ostatnią rzeczą jakiej pragnie Mały Buntownik w momencie złości jest przywracanie z zewnątrz równowagi emocjonalnej. Dziecko w takich chwilach musi znaleźć samo drogę powrotną do harmonii. W ten sposób uczy się regulować swoje stany emocjonalne

Pojawia się pytanie jak więc reagować na napady złości? Dla małego dziecka bardziej zrozumiała i jasna będzie autentyczna i zgodna z naturą rodzica reakcja niż postępowanie według sztucznego, „pedagogicznego” planu. Rodzic powinien znać swoje granice,  dawać dziecku jasne sygnały i pozytywne uczucia. Najważniejsze jest, by po ataku gniewu dziecko znalazło w rodzicu czułego dorosłego, któremu można ufać i który będzie potrafił wrócić do codzienności, nie żywiąc urazy.

Gdy u Waszego dziecka pojawi się etap buntu, przekory i oporu nie wpadajcie w panikę. Dajcie dziecku i czas i pamiętajcie, że złość nie redukuje miłych cech dziecka.

 

Pracownia Emocji
Marta Migoń, psycholog, trener, coach
Magdalena Musiałowska-Paterek, psycholog

reklama