reklama
Cel, pal - rzucam, rzucałem i będę rzucać. Co z tym zrobić?

Cel, pal - rzucam, rzucałem i będę rzucać. Co z tym zrobić?

Przede wszystkim warto sobie postawić pytanie: dlaczego dziecko czymś rzuca? Jest ono kluczowe, bo nasza reakcja nie powinna być zawsze taka sama, lecz zależna od tego, jaki jest powód. A zatem dziecko rzuca różnymi przedmiotami, bo:

Uczy się świata
To piękny widok: maluch przygląda się przedmiotowi, obraca go, widać, że jego mózg przyswaja sobie poprzez wszystkie zmysły jego fakturę, budowę, strukturę, a potem – bam! Wiedza małego człowieka zostaje rozbudowana o kolejne informacje:

  • jaki dźwięk się rozlega, gdy przedmiot upada?
  • Co się z nim dzieje?
  • Czy zmienia kształt?
  • Tłucze się?
  • Zostawia ślad na podłożu?
  • A jeśli upadnie na kafelki w łazience? Na dywan? Na piasek? Na trawę?

Ileż możliwości! A dziecko wszystkie je musi zbadać i poznać. Nie jest dobrze, jeśli mama w tym momencie na niego nakrzyczy i powie, że absolutnie nie wolno, bo to hamuje naturalną dziecięcą ciekawość świata i sprawia, że dziecko traci chęć eksperymentowania.

Nie namawiam przy tym absolutnie do tego, aby pozwolić dziecku na rzucenie kryształową cukierniczką po babci... Nie można jednak zabraniać rzucania w ogóle.

Dobrym rozwiązaniem jest przygotowanie koszyka z przedmiotami, którymi można rzucać i zabieranie go w różne miejsca (na trawnik, do piaskownicy, na chodnik itp.).

W takim miejscu można pozwolić dziecku na przetestowanie własności różnych przedmiotów. Co można wrzucić do takiego koszyka?

  • Przede wszystkim piłki: dmuchaną, z lanej gumy, tenisową,
  • kulkę z materiału o niewielkiej sprężystości.
  • Woreczki z grochem (rzucanie do celu to świetny sposób na ćwiczenie koordynacji, ale także możliwość ukierunkowania pasji małego miotacza) lub innym wypełnieniem (fasola, piasek).
  • Kulki z plasteliny lub ciastoliny – jeśli dziecko jest mniejsze i boimy się zjedzenie tejże, to można ją umieścić w baloniku – uchroni to plastelinę przed zjedzeniem i zabrudzeniem np., piaskiem, a pozwoli obserwować jej plastyczność i sposób, w jaki się odkształca.
  • Szyszki, kasztany, kamyki.
  • Kawałek kafelka lub innej ceramiki, np. potłuczonej doniczki (żeby zapobiec skaleczeniu się, trzeba oszlifować jej krawędzie, aby nie były ostre; kiedy ceramika rzucona na twarde podłoże potłucze się – kawałki należy zebrać i wyrzucić, tłumacząc dziecku, że teraz jest ostra i niebezpieczna – to ważny element wiedzy o świecie).
  • Jeżeli widać, że dziecko ma wielką ochotę na rzucenie czymś szklanym, zachęcam do zabrania na spacer np. słoiczka oraz miotełki z szufelką: kontrolowana możliwość obserwowania tłukącego się szkła może w przyszłości uchronić nasze szklanki – dziecko będzie wiedziało, co się stanie gdy ta upadnie, nie będzie musiało tego sprawdzać. Dowie się też, ile jest potem sprzątania.

Woła: zajmij się mną!
„Do tej pory mama reagowała na każde kwęknięcie, a od jakiegoś czas nie zwraca uwagi na to, że ja się nudzę, więc... rzucę kubkiem i zobaczymy, co się stanie... O! Jest reakcja, powtórzmy to!” - podobnie testuje sytuację niejedno dziecko.

Rzucanie może być sygnałem „zajmij się mną, ja się nudzę!”. W takiej sytuacji, po spokojnym przekazaniu dziecku sygnału: „kubkiem nie wolno rzucać” warto się nim na chwilę zająć i pobawić w rzucanie piłką, turlanie jej (lepiej w domu nie pokazywać, jak piłka wysoko się odbija), potem przejść do innej zabawy, pozwolić dziecku na chwilę samotności i znów się włączyć. Czy to nie nauczy dziecka, że rzucanie = w nagrodę dobra zabawa?

Nie, o ile następnym razem nie dopuścimy do takiej sytuacji i znajdziemy choć chwilkę czasu dla dziecka zanim zacznie domagać się naszej uwagi. Uprzedzanie możliwości pojawienia się niepożądanego zachowania jest znacznie lepsze (i na dłuższą metę wygodniejsze i mniej czasochłonne) niż próby skorygowania tego, co naszym zdaniem „niegrzeczne”. Wie to każdy, kto usiłował przekonać do czegoś dwulatka.

Targają nim silne emocje
Czasem dorosłemu „puszczą nerwy” i zrobi pod wpływem gniewu coś, czego żałuje (czasem nawet czymś rzuci... choćby słowem), a cóż dopiero mały człowiek, który czuje coś, ale sam nie wie co, nie wie jak to wyrazić, nie umie tego nazwać (ba, czasem nawet  jeszcze nie mówi), wie tylko, że musi, musi coś zrobić, więc po prostu rzuca tym, co jest pod ręką. To jego sposób na wyrażenie emocji.

Warto pamiętać, że złość czy gniew to nie są złe (czy brzydkie) uczucia, niewłaściwe jednak może być ich wyrażanie. Ważną częścią wychowania jest nauczenie dziecka rozpoznawania tych emocji, nazywania ich i bezpiecznego rozładowywania. Dlatego:

  • nazywamy poprzez opisywanie (nie ocenę): „widzę, że to cię rozzłościło”, „te klocki nie pasują do siebie i to cię denerwuje”, „jesteś zły, kiedy trzeba czekać”.
  • pomagamy wyrazić emocje: „kiedy jesteś taki zły, to możesz walnąć poduszkę”, „narysuj, jaki jesteś wściekły”, „zrób straszną minę”, „tupnij tak mocno, jak jesteś zła”
  • stawiamy wyraźne granice, gdy dziecko rzuca przedmiotami lub w inny sposób zagraża innym i otoczeniu, pokazujmy alternatywę: „stop, nie zgadzam się na niszczenie rzeczy”, „rzucanie może innym zrobić krzywdę, możesz rzucić kulką z papieru do kosza”.
  • niektórym dzieciom w opanowaniu emocji może pomóc mocne przytulenie, bliskość drugiej osoby daje poczucie bezpieczeństwa i pomaga się wyciszyć, jednak trzeba wówczas być samemu opanowanym, a często nie jest to łatwe. Po takim uspokojeniu przychodzi czas na spokojną i rzeczową rozmowę o gniewie i tym, jak go wyrazić.

Potrzebuje wyznaczenia granic

Bywa, że dziecko rzuca, jakby chcąc rodzica sprowokować. Wynika to z dziecięcej potrzeby wyznaczenia granic: co mogę zrobić? jak daleko mogę się posunąć? kiedy oni zareagują?

Pozwalanie na wszystko powoduje, że dziecko czuje się zagubione i musi sprawdzać wszystko jeszcze raz. Dlatego jasno wyraź, że rzucanie ci się nie podoba. To nie wystarcza? Oczywiście, że nie, dziecko nie zawsze rozumie, nie ma też pojęcia, jakie to przyniesie konsekwencje. Uprzedź dziecko, że takie mogą nastąpić (to mu daje możliwość wyboru swojego zachowania) i dotrzymaj słowa. W przypadku rzucania zabawek najlepszą konsekwencją jest ich schowanie na dzień (po wcześniejszym ostrzeżeniu, że tak się stanie).
Joanna Górnisiewicz

reklama