reklama
Ja sam! - samodzielność między pierwszym a drugim rokiem życia

Ja sam! - samodzielność między pierwszym a drugim rokiem życia

Wasze dziecko ma roczek i samo postawiło swoje pierwsze kroki? Oznacza to zupełnie nową erę w jego życiu, bo oto zaczyna się czas, kiedy drogi rodziców i dziecka zaczynają się rozdzielać, wprawdzie nadal biegną bardzo blisko, ale jednak są to już ścieżki odrębne.

Dziecko zaczyna postrzegać siebie jako oddzielną istotę, która sama stanowi o sobie. Przychodzi też czas na pierwsze „ja” i „sam”.

Nowe wyzwania po pierwszych urodzinach

Ukończenie pierwszego roku życia to spory przełom w życiu malucha i choć nie następuje on nagle i niespodziewanie, to jest swego rodzaju kamieniem milowym. W ciągu kolejnego roku życia przed dzieckiem stoi kilka ważnych umiejętności do opanowania. W tym czasie dziecko uczy się przede wszystkim:

  • sprawnie się przemieszczać (w niemal każdych warunkach i w obranym przez siebie kierunku),
  • komunikować swoje potrzeby (nawet jeśli nadal nie umie dobrze mówić),
  • panować nad potrzebami fizjologicznymi,
  • samodzielnie jeść,
  • dawać sobie sprawę, że jest sprawcą zdarzeń i że w pewnym stopniu może je kontrolować.

Jak wspierać rozwój dziecka a nie przeszkadzać...

Żeby dziecko mogło tym wszystkim zadaniom sprostać, potrzebuje od rodziców kilku niezwykle ważnych rzeczy. Przede wszystkim musi otrzymywać wsparcie, tylko wtedy może być pewne siebie. Nieustanne oglądanie się na mamę i szukanie u niej zgody i przyzwolenia, nie wpływa dobrze na rozwój samodzielności.

Niestety wielu rodziców chcąc dzieci ustrzec przed wszelkimi niebezpieczeństwami okazuje nadmierną troskę: podtrzymują malucha, aby nie upadł, karmią, zamiast pozwolić jeść (i brudzić się) samemu, spełniają wszelkie zachcianki, zanim dziecko zdoła wyrazić o co mu chodzi, sprzątają, nadzorują, kontrolują i nieustannie powtarzają „uważaj". 

Dziecko w takiej sytuacji nie ma możliwości spróbowania  własnych sił. Ponieważ jednak rozwój samodzielności jest potrzebą rozwojową, zwykle dziecko radzi sobie z nadopiekuńczością i pomimo rodzicielskiego „hamowania”, wolniej, ale opanuje powyższe umiejętności. Będzie jednak rosło w przekonaniu, że rodzice mu nie ufają i nie będzie umiało uwierzyć we własne siły, a świat będzie się mu jawił jako groźny i nieprzyjazny.

Oczywiście nie oznacza to, że opiekunowie mają przestać zupełnie pomagać dziecku – ono nadal wymaga troskliwej opieki, jednak rodzice muszą uważnie je obserwować i nie przekraczać granic ingerencji, które wskazuje samo dziecko. W rozwoju samodzielności  ważniejsza od pomocy rodziców wydaje się być umiejętność nieprzeszkadzania...

Bunt dwulatka, czy potrzeba samodzielności?

Na ten okres przypada słynny „bunt dwulatka”. Jeśli spojrzeć na niego przez pryzmat tego, o czym pisałam powyżej, to zobaczymy, że do wielu konfliktów z „nieznośnym dwulatkiem” dochodzi właśnie wówczas, gdy dziecko chce coś zrobić samo, a rodzic mu na to nie pozwala.

Nie pozwala z wielu względów: bezpieczeństwa czy higieny, ale przede wszystkim oszczędności czasu i wygody. Nakarmienie dziecka trwa krócej i jest znacznie wygodniejsze niż pozwolenie na samodzielne zjedzenie. Dlatego ta pierwsza samodzielność bywa ciężką próbą dla rodziców. Muszą sobie uświadomić, że dziecko chce i potrafi samo decydować.

Dlatego ten rok można też potraktować jako czas na rodzicielskie doskonalenie się i poszukiwanie równowagi pomiędzy:

  • potrzebą zapewnienia dziecku bezpieczeństwa a nadopiekuńczością,
  • stwarzaniem dziecku przestrzeni a obciążaniem go nadmiernymi oczekiwaniami, którym nie będzie umiało sprostać,
  • właściwą porcją uwagi (niezbędnej dla malucha) a przesadna kontrolą tego, co robi,
  • pochwałą i naganą a nieingerowaniem w rozwój wewnętrznej motywacji dziecka, która jest najlepszą siłą napędzającą człowieka.

Joanna Górnisiewicz

reklama