reklama
Kolczaste uczucia, czyli o trudnych emocjach u dzieci

Kolczaste uczucia, czyli o trudnych emocjach u dzieci

Emocje towarzyszą nam zawsze. Bez gniewu i złości pewnie żyłoby się nam spokojniej, ale co by to było za życie bez radości i miłości? Zarówno jedne jak i drugie są nam niezbędne, jednak ważna jest przy tym umiejętność radzenia sobie z nimi.

Tak jak i wielu innych rzeczy, tak i umiejętności rozpoznawania, nazywania i opanowywania emocji nauczyć muszą rodzice. Także tych uczuć trudnych.

Negatywne czy „kolczaste” uczucia?

Często czyta się o negatywnych i pozytywnych uczuciach (zwłaszcza w kontekście dzieci i ich wychowywania). Warto się jednak zastanowić, czy taki podział jest właściwy i do czego prowadzi? Każdy pewnie bez namysłu do uczuć negatywnych zaliczy np. złość, ale... co z określeniem „złość sportowa”, która mobilizuje zawodników do wytężenia resztek sił i odniesienia zwycięstwa? A co ze smutkiem, rozpaczą czy strachem? Dlatego warto przemyśleć to sobie. Po co?

Może po to, żeby nieco inaczej postrzegać dziecko? Nie jako upiorną osobę, która wścieka się, żeby zmanipulować rodziców, lecz jako człowieka, który niczym jeżyk nadstawia kolce, gdy czegoś mu brakuje. Bo uczucia dziecka przede wszystkim informują otoczenie o potrzebach malucha. I taki jest ich podstawowy cel.

Dlaczego dzieci się złoszczą?

Do takich najbardziej „kłujących” emocji zaliczyć można wspomnianą złość i to w połączeniu z frustracją, bezradnością, przeradzającą się w końcu we wściekłość czy wręcz agresję. Takie uczucia pojawiają się najczęściej wówczas, gdy dziecko coś chce zrobić, a nie może.

Owa niemożność wynika z wielu rzeczy: tego, że dziecko jest dzieckiem (niskim, słabym, mało wytrzymałym), ale i zakazów (bo to niebezpieczne, łatwe do zniszczenia, krzywdzące dla innych). 

Kiedy dziecko się złości, wywołuje to emocje także u rodzica i wtedy dorosły staje przed wyborem: zająć się swoimi emocjami czy emocjami dziecka – jednym i drugim naraz się nie da. Ten dylemat wielokrotnie prowadzi do nakręcenia spirali, kiedy to rodzicielskie emocje (głównie bezradność) w końcu biorą górę i dziecko zostaje ukarane.

Jednak jeśli przyjrzymy się takiej sytuacji na spokojnie, to często możemy dostrzec, że to co popchnęło dziecko do takiego zachowania, to co leżało niejako u podstaw – było dobre – w innej sytuacji cieszylibyśmy się, że dziecko samo próbowało czegoś dokonać.

Dopiero kiedy nie poradziło sobie, okazało niezadowolenie. Żeby nie dochodziło do sytuacji, w których raz dziecko jest za to samo zachowanie chwalone (sam wszedłeś na kanapę – brawo!) i ganione (nie wchodź na regał), należy dziecku poświęcić dużo czasu na tłumaczenie i pokazywanie zależności: co się stanie, jeśli... oraz uczenie tego co wolno, a czego nie. Wiele z takich tłumaczeń nawet małe dziecko potrafi pojąć. Kolejną rzeczą jest stworzenie takiego otoczenia, w którym zakazów „nie rusz” będzie jak najmniej.

Chłopaki nie płaczą – "uczuciobójcze" stereotypy 

Smutek, czy wręcz rozpacz – to uczucia, których często się dzieciom odmawia, a najgorsze w tym przypadku są "uczuciobójcze" stereotypy: nie bądź baba, nie cackaj się tyle, no i chłopaki, co to nie płaczą.

Smutek i rozpacz dziecka to emocje jak najbardziej prawdziwe, czasem bardzo intensywne, a to, że krótkotrwałe, w żaden sposób nie uprawnia dorosłych do ich umniejszania. Dziecko szybko radzi sobie z tymi emocjami, kiedy ma poczucie bezpieczeństwa, wie, że jest rozumiane. Kiedy do smutku dojdzie poczucie, że nie jest się akceptowanym, ów ból nie staje się mniejszy, a wręcz przeciwnie, uczucie zdaje się rozrastać i dziecku trudniej się z nim rozstać.

Nazywanie emocji w momencie, gdy się pojawią, to nie tylko niezbędna część edukacji, ale i próba rozeznania: czy na pewno dobrze odczytaliśmy potrzeby dziecka?

Jeśli nie i np. głodnemu maluchowi proponujemy zabawę – nic dziwnego, że jego frustracja rośnie, bo do pierwotnej przyczyny niepokoju dochodzi irytacja, która z kolei wywołuje podenerwowanie u rodzica i kółko wzajemnych pretensji zaczyna się toczyć.

Podobnie rzecz się ma z rodzicielskim zaprzeczaniem wszelkim dziecięcym lękom i obawom. Strach jest ważny i potrzebny, bo ostrzega przed niebezpieczeństwem i hamuje chęć zrobienia czegoś ryzykownego. Także naturalny strach przed obcymi. Tymczasem wielu rodziców mówi wówczas o dziecku „dzikus” czy „tchórz” - zamiast dodającej odwagi akceptacji, otrzymuje ono sygnał: „coś jest z tobą nie w porządku”. I dowiaduje się, że nie może ufać własnej intuicji i swoim uczuciom.

A wszystko to ma swój początek w tym, że emocje trudne nazywamy negatywnymi i ich nie akceptujemy, nie pozwalamy sobie na ich odczuwanie, a później nie pozwalamy też na to dziecku. A emocje o czymś nas informują, dają sygnał, że czas coś zrobić, zmienić, przystąpić do działania. 

Joanna Górnisiewicz

reklama