Panie Doktorze! Niech Pan coś zrobi, żeby moje dziecko nie chorowało!
materiał partnera (*)

Panie Doktorze! Niech Pan coś zrobi, żeby moje dziecko nie chorowało!

Dzieci często chorują i niby nikogo to nie powinno dziwić, ale większość rodziców wręcz od pierwszych dni życia dzieci chciałaby wzmacniać ich odporność. Wydają się nie rozumieć, że kiedy dziecko przychodzi na świat, jego układ odporności jest jeszcze niedojrzały. Będzie się „wzmacniał” i „formował" przez kolejne lata życia. W tym czasie dziecko przejdzie między 6 a 12 infekcji w roku, podobnie jak początkujący pediatrzy, zaczynający swoją pracę z chorymi dziećmi.

Większość rodziców niestety nie akceptuje tej jakże prostej prawdy. Niektórzy nie mogą zrozumieć, że chorowanie pomaga w nabywaniu odporności. Według immunologów dziecko wręcz powinno zachorować około 50 razy, zanim dorośnie.

Dzieci chorują najczęściej jesienią i wiosną. Zmęczone nadmiarem zajęć fundowanych im często przez ambitnych rodziców, brakiem światła, przebywaniem w zamkniętych pomieszczeniach wypełnionych zwykle ciepłym, suchym powietrzem, przy jednoczesnym braku ruchu, stają się dla mikrobów łatwym celem. Teoretycznie każda z pozoru błaha infekcja wirusowa może być, ale zwykle na szczęście nie jest, początkiem nadkażenia bakteryjnego i cięższej choroby. Zatem żadnej infekcji nie należy lekceważyć, ale też nie ma powodu, by przy każdej wpadać w panikę. Gdy pojawi się np. katar należy podjąć środki zaradcze, najlepiej takie, które nie przeszkodzą dzieciakom w naturalnym nabywaniu odporności.

Częstym grzechem leczenia klasycznych przeziębień pozostają niestety nadal antybiotyki. Z jednej strony rodzice nie chcą podawać antybiotyków z obawy przed ubocznymi skutkami ich działania, ale z drugiej wywierają presję na lekarzy, "żeby dziecko jak najszybciej wyzdrowiało”.  To oczywisty błąd, ponieważ większość chorób wieku dziecięcego wywołują wirusy, na które antybiotyki po prostu nie działają. Po każdej takiej nietrafionej kuracji dziecko staje się podatniejsze na inne zakażenia, może rozwijać się grzybica przewodu pokarmowego, która osłabia je jeszcze bardziej, a bakterie stają się coraz bardziej oporne na antybiotyki.

Bardzo wiele dzieci przez pierwsze lata życia pozostaje pod opieką jednego z rodziców lub dziadków i zwykle mało choruje. Problemy zaczynają się, gdy taka pociecha idzie do przedszkola lub szkoły. Tutaj brutalnie zetknie się nie tylko z przeziębieniami, ale i z poważniejszymi chorobami i jak to się mówi : „swoje musi odchorować”. Nie zawsze tak jest, ale taką okoliczność należy wkalkulować w ryzyko.

Większość zakaźnych chorób przebytych w dzieciństwie uzbraja dzieci w ochronne przeciwciała na wiele lat. W przypadku niektórych chorób na całe życie. Czasami rodzice - zwłaszcza ci obsesyjnie szczepiący swoje dzieci „na wszystko”- zadają mi pytanie: dlaczego pomimo postępu medycyny jak dotąd nie udało się opracować skutecznej szczepionki na katar? Odpowiedź brzmi: Dlatego, że katar wywołuje ponad 120 stale mutujących odmian wirusów.

Każdy rodzic powinien wiedzieć, że budowaniu odporności dziecka sprzyja aktywność fizyczna, która hartuje organizm. Ubiór stosowny do pogody, zdrowa i urozmaicona dieta oraz sen to kolejne niezwykle ważne czynniki. Dzieci potrzebują także dużo miłości, akceptacji i poczucia bezpieczeństwa. To niby oczywiste, ale często niedoceniane czynniki.

Jak wspomniałem wyżej, jesień i wiosna to nie tylko prawdziwy sprawdzian wytrzymałości zdrowotnej latorośli, ale także psychicznej ich rodziców, dziadków, niań i często także... pracodawców.

Część rodziców na wyrost dba o to, by częste infekcje jego dziecka "nie wyczerpały możliwości obronnych jego organizmu" i wlewają w latorośl wszelakie "leki wzmacniające”, kierując się ze starosłowiańską zasadą „lepiej zapobiegać niż leczyć”.

Na rynku jest mnóstwo produktów wspomagających odporność dzieci w okresie przesilenia pór roku i nie tylko. Wiele z nich poza stymulacją odporności, poprawia także apetyt, a nawet zwiększa zapał do nauki i zabawy. Ważne, żeby stosowane preparaty pomagały spokojnie „dorastać i dojrzewać” mechanizmom dziecięcej odporności, nie rozleniwiając go i nie wyręczając w trudnej sztuce budowania obrony.

Często stosowana przez rodziców, spontaniczna, dzika, agresywna immunostymulacja nie ma sensu. Przed podjęciem decyzji o wdrożeniu takiego, czy innego preparatu immunostymulującego, czy szczepionki, sugeruję zawsze zasięgnąć opinii lekarza, który dobrze zna dziecko. To co jest dobre dla latorośli sąsiadki, koleżanki czy wnuczki stryjenki nie musi być optymalnym rozwiązaniem dla Twojego dziecka. To co sprawdziło się w przypadku Twojego dziecka, nie musi się sprawdzić w przypadku dziecka sąsiadki, czy też koleżanki.

Zawsze warto sobie zadać kilka podstawowych pytań:

1. Czy na pewno istnieje potrzeba stosowania tego typu preparatów u Twojego dziecka?

2. Czy na pewno potwierdzono skuteczność stymulowania odporności takim czy innym preparatem, który planujesz podać Twojemu dziecku?

3. Czy entuzjastyczne opinie krążące na temat preparatów tego typu nie są jedynie hurra optymistycznymi miejskimi legendami?

4. Czy takie postępowanie, aby nie będzie zwiększać ryzyka „rozregulowania” osobniczej odporności a nawet sprzyjać rozwojowi chorób autoimmunologicznych?

Zapewne już naraziłem się wielu zwolennikom radosnej, bezkrytycznej immunostymulacji. Z doświadczenia wiem, że wiele osób już zapewne pomyślało, że jeśli nie polecam, to zapewne życzę dzieciakom jak najgorzej. Chcę, żeby chorowały i nabijały kabzę lekarzom i producentom leków. Tak nie jest. Chcę mocno podkreślić, że nie jestem wrogiem immunostymulacji. Rozumiem dobrze zarówno desperację rodziców latorośli, jak i entuzjazm badaczy, podejmujących nieustające poszukiwania środków nieswoiście stymulujących odporność, zwłaszcza, że w ostatnich latach obserwujemy zwiększającą się oporność niektórych bakterii. Nieswoista stymulacja mechanizmów immunologicznych może w pewnych przypadkach z korzyścią służyć ochronie przed potencjalną inwazją opornych drobnoustrojów.

Dla wielu rodziców zaś podawanie preparatów immunostymulujących dzieciom to taki swoisty... plasterek na sumienie. Wszak łatwiej ładować w dzieciaczynę "prochy" i "witaminki", niż zadbać o jego aktywność fizyczną, hartowanie organizmu, ubiór stosowny do pogody, zdrową i urozmaiconą dietę, zdrowy sen i zapewnienie dziecku dużo miłości, akceptacji i poczucia bezpieczeństwa...

Dr Wojciech Ozimek - lekarz pediatra specjalizujący się w leczeniu chorób odkleszczowych i pasożytniczych

 

 

reklama