reklama

A jak TY nauczyłaś (-łeś) się jeździć na rowerze? Pamiętasz?

Temat na forum 'First BIKE - forum o rowerkach biegowych' rozpoczęty przez First BIKE Ania, 20 Październik 2011.

Status Tematu:
Zamknięty.
  1. First BIKE Ania

    First BIKE Ania Moderator

    Ja nie miałam bocznych kółek. Pamiętam, że zazdrościłam ich wszystkim dzieciakom dookoła…

    Któregoś dnia mój starszy kuzyn dawał mi lekcje pedałowania. Po kilku próbach puścił mój rower w nadziei, że pojętna dziewczynka złapała już o co chodzi.

    Niestety, brak sztuki utrzymania równowagi (dosłownie i w przenośni) położył sprawę. A może bardziej gruchnął nią o ziemię :-) Do domu wróciłam z płaczem i… ze zwichniętych kolanem. I tak zamiast mnie odjechało całe lato…

    A jak Wasze próby?
     
    Ostatnia edycja: 21 Październik 2011
  2. Amadeusz0

    Amadeusz0 Początkująca w BB

    Moja nauka jazdy zaczynała się niewinnie jak u większości dzieci z rocznika lat ~80-tych. Mały rowerek, kij od szczotki pod siodełkiem i zdyszany dziadek biegnący za mną, trzymający zarazem wciąż oddalający się kij...i mnie.

    Jak już w końcu udało mi się złapać jako tako równowagę, ja mały karakan, wziąłem od pięć lat starszego brata rower WIGRY 3 i postanowiłem "pojeździć na ramie". Tak mi się jazda spodobała, że rozpędzałem się coraz bardziej.

    Swoje "treningi" realizowałem na terenie szkoły podstawowej.Pewnego dnia na tym terenie ktoś wypuścił bardzo, bardzo groźnego mini-kundelka :szok: Wiadomo: im pies mniejszy tym głośniejszy. Wystraszyłem się niemiłosiernie. Bałem się nawet odwrócić, aby nie patrzeć jak wielkie bydle mnie goni :szok:

    Najechałem na krawężnik, następnie wpadłem na kratkę ściekową (pech chciał, że przednim kołem). Kolejny pech...kratka była przy budynku. Efektem tego połączenia było:
    1. Zablokowane koło w kratce ściekowej
    2. Duża prędkość + zablokowane koło = fikołajek przez kierownice
    3. Fikołajek był bardzo krótki bo głowa natrafiła na ścianę.
    4. Raptowne zatrzymanie się na ścianie (głównie główką), ale kierownicę dalej trzymałem.
    5. WIELGACHNY guz na czole niczym garb u wielbłąda ;) oraz sine ręce bo to nimi próbowałem wyhamować/zamortyzować fikołajka
    6. Troszeczkę :) wykrzywione przednie koło, skręcona kierownica, ani kropli łzy, spacer do babci i dziadka celem poskarżenia się na ścianę i psa.

    To była naprawdę prawdziwa edukacja. Nauka jazdy na rowerze była na terenie szkoły (do której niedługo miałem chodzić). Już od maleńkości starałem sobie wbić do głowy wiedzę, jaką szkoły próbują nam przekazać :-)

    Coś z tego mi zostało :-) Wykształcenie i guz na czole, który nie znikł w 100% do dnia dzisiejszego.

    Mam nadzieję, że mój synek będzie przyswajał wiedzę i umiejętność jazdy na odpowiednim dla niego rowerze, omijając na początku szkolne mury...
     
  3. reklama
  4. First BIKE Ania

    First BIKE Ania Moderator

    Dzięki Amadeusz za pierwszego posta z własną historią!
    Ciekawe co starszy brat na widok swojego roweru bo tej przygodzie :-)
     
    Ostatnia edycja: 27 Październik 2011
  5. Tyńka

    Tyńka Zaciekawiona BB

    hmm ja nauczyłam się dokładnie tak samo jak nauczyłam mojego syna i myślę, że stąd wiedziałam jak to zrobić. Po prostu siadłam na rower na którym dosięgałam nogami do ziemi, odepchnęłam się i zjechałam z góry. Starsza siostra krzyknęła żebym wzięła nogi na pedały i dalej już poszło:) W analogiczny sposób nauczyłam jeździć synka. Myślę ze dla lękliwych dzieci kluczem jest poczucie bezpieczeństwa jaki daje możliwość kontaktu z ziemią:)
     
  6. marta.bo.bo

    marta.bo.bo Zaciekawiona BB

    mi tata kupił pierwszy rower, gdy miałam 5 lat. pamiętam, że był niebieski i miał boczne kółka. uczyłam się jeździć w byłych wojskowych koszarach. po odłączeniu bocznych kółek, tata za mną biegał ;) nie obyło się bez porządnie stłuczonych kolan.

    edit: Tyńku myślę sobie, że nasza przydomowa górka może być niezłym polem do treningu Twoim sposobem :-)
     
Status Tematu:
Zamknięty.

Poleć forum