reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

reklama

Ciąża obumarła - relacje ze szpitala, pytania, zwierzenia

rossig

Fanka BB :)
Dołączył(a)
5 Kwiecień 2019
Postów
1 023
Rozwiązania
0
Hej.
Widzę, że nie ma na forum takiego tematu więc założyłam. Można się tu podzielić swoim bólem, obawą z pobytu w szpitalu. Zadać pytania związane z wywoływanym poronieniem/porodem. To nie jest wątek dla mam, które poroniły samoistne.

Po diagnozie dostałam skierowanie do szpitala. Milion pytań jak to będzie, ile będzie trwało, co się stanie. Znalazłam tylko szczątkowe informacje na internecie.
Jest nas tysiące, codziennie ktoś przez to pewnie przechodzi. Jeśli tylko ma ochotę i taką potrzebę to warto wyrzucić z siebie te emocje.
 
reklama

Natasza98

Aktywna w BB
Dołączył(a)
5 Luty 2020
Postów
75
Rozwiązania
0
Hej,
W czwartek tydzień temu trafiłam do szpitala z poronieniem zatrzymanym :( ciąża przestała się rozwijać na etapie 6+2.
To była moja druga ciaza i druga strata w przeciagu pol roku, pierwsze poronienie w grudniu ale ciaza była dużo młodsza beta urosła do 700 i zaczęła spadać dostałam tak jakby miesiączki i mogłam się odrazu dalej starać.. tym razem musiałam stawić się do szpitala na wywoływanie poronienia.. doszłam w szpitalu łącznie 12 tabletek poronnych w ciągu 4 dni, lekarze i tak chcieli mi zrobić zabieg jednak ja wolałam tego unikać i wypisałam się na własne żądanie, dzien później udałam się do swojego ginekologa prywatnie, który stwierdził ze dobrze zrobiłam bo zabieg nie był już potrzebny.. cały czas krawawie i następna kontrole mam za tydzień u swojego lekarza. mam nadzieje ze nie będzie już żadnych pozostałości :(
Bardzo przeżyłam ta sytuacje nie mogę się otrząsnąć i pogodzić z tym co mnie spotkało :(
 

rossig

Fanka BB :)
Dołączył(a)
5 Kwiecień 2019
Postów
1 023
Rozwiązania
0
9 tyg ciąży na usg stwierdzono wewnątrzmaciczne obumarcie płodu. Od tygodnia - półtorej chodziłam w martwej ciąży.
W 5 tyg ciąży byłam na izbie przyjęć z powodu krwawienia. Dostałam duphaston. W 6 tugodniu u lekarza zauważono, że mam krwiaka. Dołożono mi luteine. Ciąża się wolniej rozwijała. Stwierdzono, że 2 tyg młodsza, ale wiedziałam, że to niemożliwe w 26 dc miałam test pozytywny, w 28 dc beta 98 mIU/ml.
Pomimo tych przeciwności beta pięknie rosła po 170-190% (4 razy sprawdzane). Serduszko biło. Tylko, że słabiutko.

Skierowanie do szpitala. Lekarz potwierdził diagnozę. Chciano mnie zostawić od razu, ale się nie zgodziłam. Rano wstawiłam się zgodnie z umówieniem na 8 rano. 3 lekarz potwierdził brak akcji serca.
Wybrałam poronienie farmakologiczne.
1) dzień w szpitalu.
Rano podano 3 tabletki cytoteku. Fizycznie czuje się wyśmienicie, ani jednej kropki krwi. Zero bólu.
Psychicznie - ból, szloch, dramat
Po południu badanie. Szyjka zamknięta. Dołożono kolejne 3 tabletki.
2) dzień w szpitalu
Szyjka dalej zamknięta. Kolejne 3 tabletki. Nic nie boli.
Zaczyna mi się obojętność. Nic mnie nie obchodzi.
Po południu. Wraca humor. Szukam plusów co mogę wyciągnąć z tej sytuacji. Zaplanowałam z przyjaciółka wypad w góry. Tylko my dwie z grzanym winem. Wszystko umówione. Śmiejemy się. Wybieram wczasy gdzie pojadę.
Szyjka dalej zamknięta. Kompletnie nic nie boli.
Dostaje kolejne 2 tabletki. To już 11.

Szpital jest przeciwny zabiegom. Nie wyganiają mnie. Pytają czy decyduje się na zabieg. Czy chce dalej próbować. Tak, chce dalej. Szyjka zamknięta. Niechce, żeby ją mechanicznie otwierali.
3) dzień pobytu.
Dalej nic. Ogarnia mnie czarna rozpacz. Szloch, wycie, wściekłość.
Położne pytają czemu się tak upieram, żeby nie mieć łyżeczkowania. Rozmawiam z ordynatorem o powikłaniach z zabiegu na zamkniętej szyjce macicy.
Po cholere ja się oszukuje, że jakiś wypad z palmami ukoi mój ból?!
Nie, nie zrobimy sobie kolejnego dziecka (rady, że mam się nie przejmować), Chcę tylko to jedyne.
Na badaniu lekarz podał kolejne 3 tabletki.
To już 14. Tym razem szyjka lekko uchylona. Udało się je wprowadzić do kanału szyjki (nic to nie bolało), a nie do pochwy więc lekarz mówi, że na pewno teraz pójdzie.
Fakt ból się troszkę zaczął (od razu po powrocie do sali) Ale miesiączki mam 100 razy bardziej bolesne. Ale mija kolejne 4 godziny. I nic się nie dzieje. Tylko lekko plamie.
Powiem jak tylko przyjdą, że chce ten cholerny zabieg. Nic mnie już nie obchodzi. Niech mnie nawet pokroją.

Co jest do cholery ze mną nie tak, że nie potrafię nawet poronić?!?! 😭😭😭
 

Natasza98

Aktywna w BB
Dołączył(a)
5 Luty 2020
Postów
75
Rozwiązania
0
9 tyg ciąży na usg stwierdzono wewnątrzmaciczne obumarcie płodu. Od tygodnia - półtorej chodziłam w martwej ciąży.
W 5 tyg ciąży byłam na izbie przyjęć z powodu krwawienia. Dostałam duphaston. W 6 tugodniu u lekarza zauważono, że mam krwiaka. Dołożono mi luteine. Ciąża się wolniej rozwijała. Stwierdzono, że 2 tyg młodsza, ale wiedziałam, że to niemożliwe w 26 dc miałam test pozytywny, w 28 dc beta 98 mIU/ml.
Pomimo tych przeciwności beta pięknie rosła po 170-190% (4 razy sprawdzane). Serduszko biło. Tylko, że słabiutko.

Skierowanie do szpitala. Lekarz potwierdził diagnozę. Chciano mnie zostawić od razu, ale się nie zgodziłam. Rano wstawiłam się zgodnie z umówieniem na 8 rano. 3 lekarz potwierdził brak akcji serca.
Wybrałam poronienie farmakologiczne.
1) dzień w szpitalu.
Rano podano 3 tabletki cytoteku. Fizycznie czuje się wyśmienicie, ani jednej kropki krwi. Zero bólu.
Psychicznie - ból, szloch, dramat
Po południu badanie. Szyjka zamknięta. Dołożono kolejne 3 tabletki.
2) dzień w szpitalu
Szyjka dalej zamknięta. Kolejne 3 tabletki. Nic nie boli.
Zaczyna mi się obojętność. Nic mnie nie obchodzi.
Po południu. Wraca humor. Szukam plusów co mogę wyciągnąć z tej sytuacji. Zaplanowałam z przyjaciółka wypad w góry. Tylko my dwie z grzanym winem. Wszystko umówione. Śmiejemy się. Wybieram wczasy gdzie pojadę.
Szyjka dalej zamknięta. Kompletnie nic nie boli.
Dostaje kolejne 2 tabletki. To już 11.

Szpital jest przeciwny zabiegom. Nie wyganiają mnie. Pytają czy decyduje się na zabieg. Czy chce dalej próbować. Tak, chce dalej. Szyjka zamknięta. Niechce, żeby ją mechanicznie otwierali.
3) dzień pobytu.
Dalej nic. Ogarnia mnie czarna rozpacz. Szloch, wycie, wściekłość.
Położne pytają czemu się tak upieram, żeby nie mieć łyżeczkowania. Rozmawiam z ordynatorem o powikłaniach z zabiegu na zamkniętej szyjce macicy.
Po cholere ja się oszukuje, że jakiś wypad z palmami ukoi mój ból?!
Nie, nie zrobimy sobie kolejnego dziecka (rady, że mam się nie przejmować), Chcę tylko to jedyne.
Na badaniu lekarz podał kolejne 3 tabletki.
To już 14. Tym razem szyjka lekko uchylona. Udało się je wprowadzić do kanału szyjki (nic to nie bolało), a nie do pochwy więc lekarz mówi, że na pewno teraz pójdzie.
Fakt ból się troszkę zaczął (od razu po powrocie do sali) Ale miesiączki mam 100 razy bardziej bolesne. Ale mija kolejne 4 godziny. I nic się nie dzieje. Tylko lekko plamie.
Powiem jak tylko przyjdą, że chce ten cholerny zabieg. Nic mnie już nie obchodzi. Niech mnie nawet pokroją.

Co jest do cholery ze mną nie tak, że nie potrafię nawet poronić?!?! 😭😭😭
U mnie wyglądało to tak ze po 4 godzinach od podania 4 tabletek arthrotecu zaczęło się krwawienie.. pani polozna w szpitalu dała mi plastikowe pudełeczko żebym zbierała fragmenty tkanek które ze mnie wylatywały :( było to straszne przeżycie i widoki bardzo płakałam dostałam leki uspokajające.. następnego dnia usg enedometrium ponad 2 cm, lekarze naciskali na zabieg ja prosiłam o kolejna dawkę tabletek, zostały mi podane koleje 4 tabletki po kilku godzinach mocne krwawienie następnego dnia endometrium 15 mm w miarę jednorodne. Zostały mi założone kolejne tabletki cały czas krawialam.. następnego dnia usg- endometrium 13mm , w szpitalu skończyły się tabletki zamiast 4 zostały mi podane 2 które zostały .. następnego dnia kazano mi być naczczo, gdyż może być podjęta decyzja o zabiegu.. rano została polozna do mojej sali kobieta w zaawansowanej ciąży.. emocje smutek wzięły górę i podjęłam decyzje o wypisaniu się na własne żądanie. W ciągu 15 minut opuściłam szpital.. podczas pobytu w szpitalu nie milam silnych boli, były takie jak przy miesiączc. Dało radę je wytrzymać. W nocy w domu obudziły mnie bardzo ciężkie bole krzyżowe i podbrzusza.. były starsznie silne, nie mogłam się ruszyć z bólu ,tylko płakałam.. następnego dnia wizyta u ginekologa prywatnie..
 

Tulcia

Zaangażowana w BB
Dołączył(a)
18 Maj 2020
Postów
138
Rozwiązania
0
Matko.. strasznie współczuje... 😭 Pamietam jak odpisałas mi o tym krwiaku.. 😔 Strasznie mi przykro.. przytulam. 😘
 

Tulcia

Zaangażowana w BB
Dołączył(a)
18 Maj 2020
Postów
138
Rozwiązania
0
Pamietam jak pisałyśmy na ananaskach, ja nadal przed @, testuje i póki co .... nic:-( Czekam do dnia @. Znając życie będzie @ ...😔
 

emka08

Zaciekawiona BB
Dołączył(a)
5 Maj 2020
Postów
35
Rozwiązania
0
Może i ja podzielę się swoim doświadczeniem, tydzień temu (8+1) stwierdzono u mnie brak akcji serca płodu, dostałam skierowanie do szpitala ale lekarz nakazał mi poczekać do końca tygodnia, że może organizm sam się oczyści. Nic się nie zadziało. Dziś jestem po kolejnym usg u ginekologa, jutro idę do szpitala. Nie wiem co mnie czeka, boję się. To moja 1 ciąża staraliśmy się około roku. Bardzo to przeżywam. Jeden dzień jest wszystko ok, kolejny pół dnia płaczę.
 

Stelle

Fanka BB :)
Dołączył(a)
26 Maj 2020
Postów
264
Rozwiązania
0
Kolej i na mnie... Choć tak bardzo chciałabym nie mieć podstaw żeby wypowiadać się w takim temacie 😟😟😟 uprzedzam że będzie długo... Traktuje to jako rodzaj terapii, żeby wyrzucić z siebie wszystko od początku.

Ale do rzeczy. Wizytę kontrolną miałam umówioną na 6 lipca (10+1). Jednak od samego początku ciąży bardzo się stresowałam. Pierwsze wkręcałam sobie ciążę pozamaciczną, później puste jajo. Jednak w 6+1 lekarz podczas badania USG widział piękny zarodek crl 0,48cm i wytłumaczył mnie i mężowi, że ta mrugająca kropeczka to bijące serduszko. Polały się łzy szczęścia. Od tego czasu starałam się być już spokojna. Jednak na forum co kilka dni pojawiały się przykre wiadomości 😟 myślałam sobie wtedy na przemian "Skoro inne zdrowe dziewczyny zaszły w ciążę a później bez konkretnej przyczyny pojawia się poronienie to dlaczego mnie miałoby to nie spotkać", ale zaraz potem ganiłam się za te myśli i pocieszalam się że przecież koleżanki z mojego rocznika mają już zdrowe dzieciaczki i zero przykrych historii na koncie. Po dwóch tygodniach od wizyty coś we mnie pękło. Piersi w ciągu dnia nie były już tak nabrzmiale, bolały tylko trochę wieczorem. No i zmęczenie też jakby trochę odeszło. Umówiłam się na wizytę. Jechałam mimo wszystko dość spokojna, nie wyobrażałam sobie że mogłabym usłyszeć coś złego. Powiedziałam lekarzowi o swoich obawach oraz o dziwnych bólach zlokalizowanych tylko po lewej stronie. Podczas USG lekarz długo nie umiał nic dostrzec, zmieniał ustawienia kontrastu a mnie serce próbowało wyskoczyć z piersi. Później usłyszałam najgorsze słowa jakich mogłam się wtedy spodziewać. "Niestety nie mam dobrych wieści. Nie widzę akcji serduszka" 🥺 pokazał mi na USG jakieś niebieskie i czerwone plamki, to był przepływ mojej krwi. A w pecherzyku była czarna pustka 😟 granice zarodka tez były bardzo niewyraźne... Według crl ciąża zatrzymała się na początku 7 tygodnia. A ja przez cały czas czułam objawy, nawet pocieszalam się że przecież czuje jak macica się rozciąga i na pewno mój kochany Okruszek pięknie rośnie 😭 dostałam skierowanie do szpitala, miałam stawić się następnego dnia. Po wyjściu z kliniki wpadłam w taka rozpacz i histerię, mąż mnie przytulał ale nie potrafił wyciągnąć że mnie co usłyszałam w gabinecie. W końcu między szlochami powiedziałam że serduszko już nie bije i że jutro musimy jechać do szpitala. Od tego czasu liczyłam najgorsze godziny w naszym życiu... Wizyta u rodziców, nie chciałam żeby dowiedzieli się przez telefon. Poza tym mama choruje na nadciśnienie, bardzo martwiła się moimi słabymi przyrostami bety (może to już był znak że ciąża nie wróży dobrze). Bałam się wtedy bardziej o nią niż o siebie samą... Jechaliśmy z mężem na szybko kupić kapcie do szpitala i koszulę, spakowałam torbę i o dziwo zasnęłam bardzo szybko. Rano otworzyłam oczy i gdy tylko zorientowałam się że to nie był zły sen znowu zalałam się łzami 😭 płakaliśmy oboje z mężem. Przed wyjściem z mieszkania klęknął przede mną i zaczął żegnać się z brzuszkiem... Serce pękało mi z rozpaczy 😭😭😭 drogę do szpitala pokonaliśmy w ciszy. Po przyjęciu na oddział test na koronawirusa, bardzo nieprzyjemne pobranie wymazu przez nos ale wiedziałam że tego dnia czekaja mnie dużo gorsze doświadczenia. Położone były bardzo miłe i wyrozumiałe, pocieszały mnie że jestem młoda, a poronienie na tak wczesnym etapie to najpewniej wada genetyczna. Po negatywnym wyniku na covid byłam proszona do zabiegowego na dodatkowe USG. Drugi lekarz potwierdził ze ciąża jest obumarła. Dostałam tabletkę która miała wywołać rozwarcie szyjki i wywołanie krwawienia. Jednak każdy na moje pytanie czy jest szansa że oczyszcze się sama odpowiadał że nie, konieczny będzie zabieg ponieważ ciąża nie rozwijała się od ponad tygodnia i na tym etapie boją się że dojdzie do zakażenia. Nie wiem, nie wnikałam mimo że bardzo chciałam uniknąć lyzeczkowania. Od samego rana do godziny chyba 17 byłam na czczo. Zero jedzenia, zero picia. Miałam tak sucho w ustach ale wiedziałam że do zabiegu w pełnym znieczuleniu nie mogłam nic jeść ani pić. W celu nawodnienia podano mi dwie kroplówki. Po 2.5h od podania tabletki zaczęły się bóle tak jak na okres. Płomienie było bardzo skąpe. Poprosiłam już wtedy o coś przeciwbólowego, dostałam zastrzyk w tyłek. I tak naprawdę po kilku minutach akcja się rozkręciła. Zaczely się u mnie regularne skurcze takie jak na poród. Ból był do tego stopnia, że momentalnie oblewaly mnie poty, mdliło mnie i miałam wrażenie że stracę zaraz przytomność. Czułam okropne parcie na pęcherz i na odbyt... A każde wyjście do toalety obawiałam się że skończy się moim omdleniem. Stękałam i wiłam się z bólu. Na tym etapie bylo mi już wszystko jedno. Chciałam tylko żeby bóle minęły i żeby zaczęło się krwawienie co dałoby zielone światło do zabiegu, ponieważ nie chcieli rozwierać mi szyjki mechanicznie. Po rozmowie z pielęgniarka dostałam pyralgine w kroplówce. Takie silne skurcze trwały około 40minut. W połowie kroplówki czułam się już trochę lepiej. Krwawienie w zasadzie nie pojawiło się u mnie, jedynie podczas wizyty w toalecie czułam jak wyleciał ze mnie skrzep ok. 4cm. Zgłosiłam to położnej i od tego czasu w przeciągu pół godziny zabierali mnie już na zabieg. Wywiad z anastezjolog, podanie głupiego Jasia po którym bardzo przyjemnie kręciło mi się w głowie i zrobilam się bardzo obojętna. Następnie do wenflonu dostałam znieczulenie i obudziłam się już po wszystkim. Byłam bardzo senna ale nic nie bolało. Spałam godzinę po zabiegu. Obudził się i czułam że między nogami mam taki rogal zrobiony z ręczników Jednorazowych. Wstałam z łóżka bo chciałam już założyć bieliznę i podpaskę. Tak jak wstałam tak dosłownie zalałam się krwią. Ręczniki nie wsiąknęly wszystkiego, krew lała mi się między palcami i splywala po nogach 😨 wyleciał znowu jakiś skrzep. Ale na tym etapie mocne krwawienie sie zakończyło. Widocznie leżąc od czasu zabiwgu wszystko zalegalo we mnie i podczas pionizacji siłą rzeczy wszystko musiało wylecieć. Po 19 zaczął się wieczorny obchód, lekarz powiedział że mogę iść do domu. Dostałam receptę na antybiotyk, dodał że jeśli pojawi się ból to mogę wziąć nospe lub cos przeciwbólowego. Krwawienie też nie powinno mnie martwić, jednak u mnie do dzisiaj (zabieg był 3 dni temu) utrzymuje się jedynie delikatne plamienie. Od wyjścia ze szpitala staram się leżeć i nie robić dosłownie nic. Póki co nie czuje żadnego bólu, jedynie delikatnie odczuwam podbrzusze ale to nie ból. Po prostu czuje że coś tam jest i tyle... Staram się nie nakrecac ze to zły objaw, za tydzień mam wizytę u ginekologa a później już będę umawiać sie do innego.

W szpitalu musiałam też podpisać dokumenty w których zaznaczałam że chce aby lekarz podczas zabiegu zabezpieczył próbkę do badania dna zarodka. Badanie pomoże nam określic czy zarodek miał jakieś wady genetyczne co wskazywaloby na przyczynę poronienia. Koszt takiego badania to w naszym wypadku to ok. 860zl. Jutro jedziemy zawieźć próbki, przy okazji zapytamy jakie jeszcze badania zalecają nam wykonać. Moje ubezpieczenie wypłaci nam 3tys dlatego chcemy przeznaczyć to na diagnostykę żeby jak najbardziej ograniczyć ryzyko że ta sytuacja się powtórzy 😟

Najbardziej żal mi tego że musimy wstrzymać się przynajmniej 3 miesiące z kolejnymi staraniami. Ale w zasadzie nawet dobrze bo i tak muszę ogarnąć teraz swoją tarczyce. W ciąży wyskoczyła mi niedoczynność i hashimoto. Jestem na letrox 75 i zastanawiam się czy to nie była też przyczyną tego co się stało. Bardzo wszystko analizuję, boje się że tak się nakręcę że przy kolejnych staraniach będzie nam trudno zajść 😟 planuję zacząć czytać Potęgę Podświadomości, może ona pomoże mi poukładać wszystko w głowie.

Naszego Aniołka będziemy z mężem kochać już zawsze 🥺 ja nie jestem jeszcze gotowa ale mąż w dniu zabiegu był zaswiecic znicz pod głównym krzyżem 😭 nadal ciężko uwierzyć mi w to co się stało, ale wiem że musimy być silni. Wierzę, że wszystkie Aniołkowe mamy będą jeszcze tulic swoje szczęścia i obserwować jak szybko rosną i poznają świat ❤
 
reklama
Dołączył(a)
28 Czerwiec 2020
Postów
1
Rozwiązania
0
Kolej i na mnie... Choć tak bardzo chciałabym nie mieć podstaw żeby wypowiadać się w takim temacie 😟😟😟 uprzedzam że będzie długo... Traktuje to jako rodzaj terapii, żeby wyrzucić z siebie wszystko od początku.

Ale do rzeczy. Wizytę kontrolną miałam umówioną na 6 lipca (10+1). Jednak od samego początku ciąży bardzo się stresowałam. Pierwsze wkręcałam sobie ciążę pozamaciczną, później puste jajo. Jednak w 6+1 lekarz podczas badania USG widział piękny zarodek crl 0,48cm i wytłumaczył mnie i mężowi, że ta mrugająca kropeczka to bijące serduszko. Polały się łzy szczęścia. Od tego czasu starałam się być już spokojna. Jednak na forum co kilka dni pojawiały się przykre wiadomości 😟 myślałam sobie wtedy na przemian "Skoro inne zdrowe dziewczyny zaszły w ciążę a później bez konkretnej przyczyny pojawia się poronienie to dlaczego mnie miałoby to nie spotkać", ale zaraz potem ganiłam się za te myśli i pocieszalam się że przecież koleżanki z mojego rocznika mają już zdrowe dzieciaczki i zero przykrych historii na koncie. Po dwóch tygodniach od wizyty coś we mnie pękło. Piersi w ciągu dnia nie były już tak nabrzmiale, bolały tylko trochę wieczorem. No i zmęczenie też jakby trochę odeszło. Umówiłam się na wizytę. Jechałam mimo wszystko dość spokojna, nie wyobrażałam sobie że mogłabym usłyszeć coś złego. Powiedziałam lekarzowi o swoich obawach oraz o dziwnych bólach zlokalizowanych tylko po lewej stronie. Podczas USG lekarz długo nie umiał nic dostrzec, zmieniał ustawienia kontrastu a mnie serce próbowało wyskoczyć z piersi. Później usłyszałam najgorsze słowa jakich mogłam się wtedy spodziewać. "Niestety nie mam dobrych wieści. Nie widzę akcji serduszka" 🥺 pokazał mi na USG jakieś niebieskie i czerwone plamki, to był przepływ mojej krwi. A w pecherzyku była czarna pustka 😟 granice zarodka tez były bardzo niewyraźne... Według crl ciąża zatrzymała się na początku 7 tygodnia. A ja przez cały czas czułam objawy, nawet pocieszalam się że przecież czuje jak macica się rozciąga i na pewno mój kochany Okruszek pięknie rośnie 😭 dostałam skierowanie do szpitala, miałam stawić się następnego dnia. Po wyjściu z kliniki wpadłam w taka rozpacz i histerię, mąż mnie przytulał ale nie potrafił wyciągnąć że mnie co usłyszałam w gabinecie. W końcu między szlochami powiedziałam że serduszko już nie bije i że jutro musimy jechać do szpitala. Od tego czasu liczyłam najgorsze godziny w naszym życiu... Wizyta u rodziców, nie chciałam żeby dowiedzieli się przez telefon. Poza tym mama choruje na nadciśnienie, bardzo martwiła się moimi słabymi przyrostami bety (może to już był znak że ciąża nie wróży dobrze). Bałam się wtedy bardziej o nią niż o siebie samą... Jechaliśmy z mężem na szybko kupić kapcie do szpitala i koszulę, spakowałam torbę i o dziwo zasnęłam bardzo szybko. Rano otworzyłam oczy i gdy tylko zorientowałam się że to nie był zły sen znowu zalałam się łzami 😭 płakaliśmy oboje z mężem. Przed wyjściem z mieszkania klęknął przede mną i zaczął żegnać się z brzuszkiem... Serce pękało mi z rozpaczy 😭😭😭 drogę do szpitala pokonaliśmy w ciszy. Po przyjęciu na oddział test na koronawirusa, bardzo nieprzyjemne pobranie wymazu przez nos ale wiedziałam że tego dnia czekaja mnie dużo gorsze doświadczenia. Położone były bardzo miłe i wyrozumiałe, pocieszały mnie że jestem młoda, a poronienie na tak wczesnym etapie to najpewniej wada genetyczna. Po negatywnym wyniku na covid byłam proszona do zabiegowego na dodatkowe USG. Drugi lekarz potwierdził ze ciąża jest obumarła. Dostałam tabletkę która miała wywołać rozwarcie szyjki i wywołanie krwawienia. Jednak każdy na moje pytanie czy jest szansa że oczyszcze się sama odpowiadał że nie, konieczny będzie zabieg ponieważ ciąża nie rozwijała się od ponad tygodnia i na tym etapie boją się że dojdzie do zakażenia. Nie wiem, nie wnikałam mimo że bardzo chciałam uniknąć lyzeczkowania. Od samego rana do godziny chyba 17 byłam na czczo. Zero jedzenia, zero picia. Miałam tak sucho w ustach ale wiedziałam że do zabiegu w pełnym znieczuleniu nie mogłam nic jeść ani pić. W celu nawodnienia podano mi dwie kroplówki. Po 2.5h od podania tabletki zaczęły się bóle tak jak na okres. Płomienie było bardzo skąpe. Poprosiłam już wtedy o coś przeciwbólowego, dostałam zastrzyk w tyłek. I tak naprawdę po kilku minutach akcja się rozkręciła. Zaczely się u mnie regularne skurcze takie jak na poród. Ból był do tego stopnia, że momentalnie oblewaly mnie poty, mdliło mnie i miałam wrażenie że stracę zaraz przytomność. Czułam okropne parcie na pęcherz i na odbyt... A każde wyjście do toalety obawiałam się że skończy się moim omdleniem. Stękałam i wiłam się z bólu. Na tym etapie bylo mi już wszystko jedno. Chciałam tylko żeby bóle minęły i żeby zaczęło się krwawienie co dałoby zielone światło do zabiegu, ponieważ nie chcieli rozwierać mi szyjki mechanicznie. Po rozmowie z pielęgniarka dostałam pyralgine w kroplówce. Takie silne skurcze trwały około 40minut. W połowie kroplówki czułam się już trochę lepiej. Krwawienie w zasadzie nie pojawiło się u mnie, jedynie podczas wizyty w toalecie czułam jak wyleciał ze mnie skrzep ok. 4cm. Zgłosiłam to położnej i od tego czasu w przeciągu pół godziny zabierali mnie już na zabieg. Wywiad z anastezjolog, podanie głupiego Jasia po którym bardzo przyjemnie kręciło mi się w głowie i zrobilam się bardzo obojętna. Następnie do wenflonu dostałam znieczulenie i obudziłam się już po wszystkim. Byłam bardzo senna ale nic nie bolało. Spałam godzinę po zabiegu. Obudził się i czułam że między nogami mam taki rogal zrobiony z ręczników Jednorazowych. Wstałam z łóżka bo chciałam już założyć bieliznę i podpaskę. Tak jak wstałam tak dosłownie zalałam się krwią. Ręczniki nie wsiąknęly wszystkiego, krew lała mi się między palcami i splywala po nogach 😨 wyleciał znowu jakiś skrzep. Ale na tym etapie mocne krwawienie sie zakończyło. Widocznie leżąc od czasu zabiwgu wszystko zalegalo we mnie i podczas pionizacji siłą rzeczy wszystko musiało wylecieć. Po 19 zaczął się wieczorny obchód, lekarz powiedział że mogę iść do domu. Dostałam receptę na antybiotyk, dodał że jeśli pojawi się ból to mogę wziąć nospe lub cos przeciwbólowego. Krwawienie też nie powinno mnie martwić, jednak u mnie do dzisiaj (zabieg był 3 dni temu) utrzymuje się jedynie delikatne plamienie. Od wyjścia ze szpitala staram się leżeć i nie robić dosłownie nic. Póki co nie czuje żadnego bólu, jedynie delikatnie odczuwam podbrzusze ale to nie ból. Po prostu czuje że coś tam jest i tyle... Staram się nie nakrecac ze to zły objaw, za tydzień mam wizytę u ginekologa a później już będę umawiać sie do innego.

W szpitalu musiałam też podpisać dokumenty w których zaznaczałam że chce aby lekarz podczas zabiegu zabezpieczył próbkę do badania dna zarodka. Badanie pomoże nam określic czy zarodek miał jakieś wady genetyczne co wskazywaloby na przyczynę poronienia. Koszt takiego badania to w naszym wypadku to ok. 860zl. Jutro jedziemy zawieźć próbki, przy okazji zapytamy jakie jeszcze badania zalecają nam wykonać. Moje ubezpieczenie wypłaci nam 3tys dlatego chcemy przeznaczyć to na diagnostykę żeby jak najbardziej ograniczyć ryzyko że ta sytuacja się powtórzy 😟

Najbardziej żal mi tego że musimy wstrzymać się przynajmniej 3 miesiące z kolejnymi staraniami. Ale w zasadzie nawet dobrze bo i tak muszę ogarnąć teraz swoją tarczyce. W ciąży wyskoczyła mi niedoczynność i hashimoto. Jestem na letrox 75 i zastanawiam się czy to nie była też przyczyną tego co się stało. Bardzo wszystko analizuję, boje się że tak się nakręcę że przy kolejnych staraniach będzie nam trudno zajść 😟 planuję zacząć czytać Potęgę Podświadomości, może ona pomoże mi poukładać wszystko w głowie.

Naszego Aniołka będziemy z mężem kochać już zawsze 🥺 ja nie jestem jeszcze gotowa ale mąż w dniu zabiegu był zaswiecic znicz pod głównym krzyżem 😭 nadal ciężko uwierzyć mi w to co się stało, ale wiem że musimy być silni. Wierzę, że wszystkie Aniołkowe mamy będą jeszcze tulic swoje szczęścia i obserwować jak szybko rosną i poznają świat ❤
Hej. Jestem w tej samej sytuacji co Ty. Zabieg miałam w środę. Jest bardzo ciężko. 😭 Ja też miałam jakieś dziwne przeczucia, ale wydawało mi, że to niemożliwe... Dopiero jak lekarz powiedział słowa, których nie zapomnę do końca życia... "droga Pani niestety ten obraz nie jest prawidłowy...". Myślałam że mi serce pęknie... 😭😭😭Tak czekaliśmy. Nasza starsza córka bardzo pragnie rodzeństwa, ale całe szczęście nie powiedzieliśmy jej o ciąży. Nie umiałabym jej tego chyba wytłumaczyć... Czekamy teraz na badanie DNA na potwierdzenie płci.
 
reklama
Autor Podobne tematy Forum Odpowiedzi Data
G Spadek beta HCG, czy to może być ciąża obumarła? Potrzebuję porady 16
M Zarodek nie rozwija się pomimo rosnącej bety Potrzebuję porady 18
lonia.ka Obumarła ciąża. Pomocy! Potrzebuję porady 35
K Czy ciąża obumarła? Potrzebuję porady 15
Asia2104 Ciąża obumarła- co dalej? Ciąża po poronieniu 13
A Ciąża obumarła! Wierzyć? Ciąża, poród, połóg 27
M Czy ciąża obumarła? Ciąża, poród, połóg 3
emka01 Ciąża obumarła,56 dni macierzyńskiego i co dalej? Porady prawnika 0
B obumarła ciąża???? Ciąża, poród, połóg 81
W Ciąża po poronieniu Ciąża po poronieniu 9
C Poronienia nawykowe Białystok 0
Sylwia199630 Ciąża daje w kość :/ Ciąża, poród, połóg 9
Marzena_29 Druga ciąża po cesarce!! Potrzebuję porady 8
Paulina31 Wesele, koronawirus a ciąża Potrzebuję porady 17
Nesia 81 Witam co o tym sądzicie ciąża czy też nie??!! Potrzebuję porady 29
M Ciąża? Potrzebuję porady 4
D Ciąża czy nie ? Staramy się 2
K Czy to normalne? 38tc Ciąża, poród, połóg 5
angelika.zima5 Małe kropeczki krwi Potrzebuję porady 1
E KP, ciąża, witaminy Potrzebuję porady 2
P Ciąża Ciąża, poród, połóg 37
A Wczesna ciąża ? Ciąża, poród, połóg 10
M Pomocy! Brak zarodka, duży pęcherzyk żółciowy Potrzebuję porady 41
V Pajączki i żylaki przed ciąża BB położna radzi mamom 0
N 4 ciąża po 5 latach Potrzebuję porady 10
M Okres wcześniej Potrzebuję porady 1
Amur Ciąża do roku czasu po porodzie u mamy KP Staramy się 45
mrsmiki Czy to może być ciąża? Ciąża, poród, połóg 35
V Ciąża latem jak sie czujecie? Ciąża, poród, połóg 9
P Ciąża a wesele COVID-19 Potrzebuję porady 10
Aaazym Kiedy po Ovitrelle pęka pęcherzyk? Potrzebuję porady 2
gohya Ciąża po raku piersi Potrzebuję porady 0
Aaazym Kiedy po Ovitrelle pęka pęcherzyk? Potrzebuję porady 0
W Płeć dziecka z USG w 20tc - czy lekarz mógł się pomylić ? Ciąża, poród, połóg 19
L Poziom żelaza we krwi w ciąży (37 tc) Potrzebuję porady 4
Sylwia199630 Czy to ciąża? Ciąża, poród, połóg 87
KlaudiaD55 Beta hcg Potrzebuję porady 5
T Beta ujemna czy możliwa ciąża? Staramy się 25
A Ciąża Ciąża, poród, połóg 1
Sylwia199630 Torbiel czy ciąża ? Ciąża, poród, połóg 17
Oleczqa002 Obecność przeciwciał przeciwjądrowych ANA, a ciąża Potrzebuję porady 10
J Plamienie brązowe w 1 trymestr Potrzebuję porady 49
B Ciąża a 1 kreska na teście? Staramy się 5
Sylwia199630 Czy to już ciąża ? Staramy się 67
Sylwka11 Druga ciąża pozamaciczna Potrzebuję porady 8
L Sok z żurawiny w ciąży Potrzebuję porady 4
karolciaaa29 Podwójna owulka? Staramy się 1
J Czy ciąża jest możliwa w tym przypadku? Ciąża, poród, połóg 30
M Usg 13 tydzień płec dziecka Przyszłe mamy 24
L Białko w ciąży, opuchlizna stóp Potrzebuję porady 6
Podobne tematy


















































Do góry