Gatto, przy chlopie mym i jego pomyslach to ja czasem wysiadam.

A co do motoru... Gdyby nie on, zwariowalabym po poronieniu, a tak... wsiadlam i ucieklam przed wlasnymi myslami.
Prija, podstawa to nie zamknac sie i nie trawic sie wlasnym bolem. Gadaj o tym, rycz, wyj, krzycz, rzucaj (co mniej cennymi) przedmiotami o sciane, ale nie siadaj w milczeniu. Ja wiem ze cholernie boli, ale z czasem bedzie bolalo mniej - czasem dociera do nas z opoznieniem i powala od nowa, ale da sie przezyc i nie zlamie nas ten bol, tylko zwieksza nasza determinacje. A z czasem przechodzi bardziej "na tyl glowy" i choc nie znika, jednak nieco blednie i ustepuje miejsca w naszych myslach sprawom biezacym.
Anty, ja tez wtedy pierwszy raz... Dzis mysle, ze jesli organizm sam odrzuca ciaze, to lyzeczkowanie jest zbedne. No, chyba ze jakies komplikacje. Wtedy... Wtedy nie bylam w stanie myslec. Dostalas piguly i - jak mysle - to nie bylo zle bo otwarla sie szyjka macicy i lyzeczkowanie mozna bylo zrobic bez "wchodzenia na sile", ale tak sobie mysle, ze skoro nastepuje poronienie, to po cholere poprawiac po przyrodzie? W UK pozwolono mi wybrac, za co jestem wdzieczna i tu unika sie wszelkich ingerencji jesli to mozliwe. Mialam krwotok w przebiegu poronienia, wyladowalam w szpitalu, ale tez nikt sie nie pchal z lapami w podwozie - podali wlewy dozylne zeby uzupelnic zawartosc ukladu krwionosnego i uniknac zespolu pokrwotocznego (szybko to zrobili), potrzymali w szpitalu przez noc zeby sie upewnic ze krwotok minal i wyznaczyli termin scanu kontrolnego. Okazalo sie ze zostala jakas niewielka tkanka w macicy, wiec znow do wyboru - pigulki lub zabieg. Postawilam na pigulki, g... daly, rownie dobrze witaminki by mogli podac, ale okazalo sie ze owa tkanka wlasnie sobie wyszla sama z siebie i obeszlo sie bez ingerencji. Jedno co zauwazylam, nie wiem czy regula czy nie, ale po zabiegu krwawilam moze dobe i to nie bardzo. Poronienie to byla rzeznia, po nim krwawienie utrzymywalo sie dosc dlugo jeszcze, choc juz nie mocne. Moze z obawy przed krwotokami lyzeczkuja... Pojecia nie mam.
Karolcia! Megagratki!! Mamy kolejnego cudzika!!
Plenitude, mojemu chlopieciu owo dolewanie chyba na serio weszlo w nerwa bo lazi za mna i sie dobiera.

Juz czlowiek spokojnie pozmywac nie moze bo... no. Wiem, ze mam w domu wariata.
Zjola, ja w szoku. Za moich czasow zdawalo sie na 125. Przewaznie WSK. No i skojarzenie.. Nie jest ten motorek dla Ciebie za wysoki? Bo jak pamietam to my obie krotkie w nogach, a z doswiadczenia wiem, ze sporo maszynek dla mnie jest zbyt wysokich i przez to niewygodnie sie manewruje. W czasie jazdy to pikus, ale podeprzec takie bydle to juz inna bajka.
Karola, wiem.. Nawet nie kasa, a po prostu kwestia poszukania bo i uzywki za grosze mozna kupic dla chlopaka odjazdowe. Karol ma skore z Nexta z drugiej reki za pare funtow - wystarczy chciec.
As, bedzie dobrze. Teraz to juz z gorki.