Izka87 mnie też męczą dziwne sny ale już nie tak często. Najgorszy chyba miałam tydzień temu...
śniło mi się że byłam w szpitalu i szłam korytarzem i urodziłam na korytarzu. Nikt się nie przejął tym. ja wzięłam to dziecko na ręce było maluteńkie, ale otworzyło oczy i na mnie patrzyło... więc ja szybko zaczęłam iść na oddział żeby ktoś mi pomógł. Wtedy jak szłam wydawało mi się że to dziecko jest ogromne i nie mam siły go nieść i zrobiło się tak wielkie że kocyk go nie okrywał i mu bylo zimno... wtedy postanowiłam, że włoże je do worka w którym się urodziło (?!?!?) i będzie mu ciepło, weszłam na oddział, z tym dzieckiem, nikt sie nie chciał mna zajać, kazali mi iść na porodówkę... poszłam na porodówkę. Wchodze do dyżurki a tam pusto. Zaczęłam szukać kogoś, a jak znalazłam pielęgniarkę to zaczęła pytać się mnie czego tutaj chce... więc jej pokazałam to dziecko w tym woreczku (znów się zrobiło małe) i ona łaskawie powiedziała, że mam czekać. Przyszła po kilku minutach i odcięła pępowinę. A ja otworzyłam woreczek i zobaczyłam, że dziecko nie oddycha i zaczęłam krzyczeć "nie, nie , nie , nie" a ona wyszarpała mi to dziecko i wrzuciła do kosza na śmieci a ja dalej krzyczałam, a później uzmysłowiłam sobie, że to przeze mnie, że udusiłam własne dziecko, a później zaczęłam mysleć że wcale nie, że gdyby ona nie kazała mi czekać tak długo nic by sie nie stało... i tak na przemian obwiniałam siebie, a po chwili próbowałam sobie wmówić że to nie moja wina... Obudziłam sie zalana potem. Nie wiem co znaczył ten sen, ale może to było jakies dziwne przesłanie że nie powinnam sie obwiniać? Jak byłam w szpitalu i po porodzie chłopaków strasznie siebie obwiniałam, że może coś zrobiłam nie tak, że może coś przegapiłam... że to wszystko moja wina. Wszyscy mi powtarzali, że nie mogę tak myśleć bo zrobiłam wszystko. No i tak jak w tym śnie, raz się strasznie obwiniałam, a po chwili myślałam, że zrobiłam wszystko co tylko mogłam, że to nie moja wina, że to natura tak zdecydowała, a po chwili znów myślałam, ze to moja wina...
