Witajcie Dziewczyny!
W pierwszym tygodniu listopada kiedy to powinnam dostać miesiączkę zrobiłam test, bo nie ukrywam, że staralismy się z mężem o dzidziusia no i ujrzałam 2 upragnione kreski. Radość była i moja i męża ( to była niedziela) W poniedziałek zadzwoniłam do mojej pan ginekolog aby umówić się na wizytę i zapytała się o ostatnią miesiączkę, gdyż chciałaby tak wyzanczyć termin aby coś już było widać. No i tydzień później miałam moją pierwszą ciążową wizytę, to był 5 tydz, wszytko było dobrze, założono mi kartę ciąży dano skierowania na badania. Chodziłam normalnie do pracy, gdyż czułam się w miarę tylko spać mi się chciało, dużo siusiałam, bolały piersi i czasami mdłości. Po jakimś tyg zaczęłam plamić, i przestałam mieć wcześniejsze objawy ciąży ... to mnie zaniepokoiło zadzwoniłam do mojej pani doktor i powiedziała żebym przyszła tego samego dnia żeby potwierdzić żywą ciążę, abym była spokojna. Pojechałam na wizytę o godz 21 i siedząc na poczekalni czułam się niepewnie tak jakoś dziwnie. Pani doktor mnie zbadała i powiedziała, że niestety ale nie widać akcji serca, a powinno być i widać, że płód obumarł i niedługo nastąpi samoistne poronienie. Po porostu "wyłam" na tym fotelu nie mogłam się uspokoić, nie mogłam uwierzyć, od razu Pani doktor dała mi skierowanie do szpitala w razie jakby poronienie nie wystapiło samo. Uspokajała mnie bardzo i płakała razem ze mną, mówiła, że widocznie natura wyeliminowała wadliwy płód, ale do mnie nie docierało. Wróciłam do domu i płakałam całą noc nie byłam w stanie iść następnego dnia do pracy wystawiono mi zwolnienie na 2 tyg. to był wtorek. W sobotę dostałam silnych bóli w podbrzuszu i wyleciało coś ze mnie to było poronienie. Całą noc byłam na tabletkach nospy. W niedziele było już lepiej nic mnie nie bolało, ale stwierdziliśmy z mężem, że w poniedziałek pojedziemy sprawdzić do szpitala czy nic nie zostało, aby nie było zakażenia. Niestety okazało się że są resztki kosmówki tego samego dnia dano mi tabletkę na rozszerzenie szyjki macicy i wykonano zabieg. Nic nie czułam bo byłam pod narkozą spałam cały czas. Nastepnego dnia wyszłam do domu. Już nie krwawiłam fizycznie, ale w sercu tak cały czas przeglądam fora czytam posty innych dziewczyn i to mnie wzmacnia. Nie jestem sama, nie wiem jak sobie z tym poradzić. Teraz jest trochę lepiej- psychicznie bo jesli chodzi o fizyczną część mnie to w ogóle nie czuję sie jakbym miała jakiś zabieg.Obecnie minęło 1,5 tyg od zabiegu byłam na wizycie kontrolnej wszystko jest dobrze, wg usg miesiączkę powinnam dostać za ok 4 tyg. Pani doktor powiedziała, że możemy się strać ponownie po dwóch kolejnych cyklach. Jak wy miałyście dziewczyny, czy też tak czekałyście czy dłużej, a może krócej?