ja liczylam na pierwsze w podobnym wieku, tak 24-25. Niestety do tanga trzeba dwojga, to musiala byc wspolna decyzja. Frustrowalo mnie, ze przed slubem ustalilismy, iz po slubie od razu przestajemy jakkolwiek uwazac i niech sie dzieje wola nieba a po slubie jednak sie okazalo, ze ciagle nie ten moment, bo praca, bo mieszkanie, bo to, bo tamto. Im dluzej zwlekalismy, tym frustracja byla wieksza, ale przeciez nie zmusze tej drugiej strony. Wiem, ze gdyby sie 'stalo' to by sie w sumie cieszyl ale to przeciez nie o to chodzi. Ludzie roznie reaguja na 'stalo sie', moja kolezanka jak sie dowiedziala, ze wpadla ze swoim mezem, splakala sie i powiedziala mu, ze 'nie chce tego dziecka' - i teraz choc juz minely lata, to nadal obojgu siedzi zadra, jak mogla to powiedziec.
Cieszylam sie strasznie, ze WRESZCIE po tylu latach upiornego czekania bedzie dziecko. Ale na razie nie bedzie jednak. To taki paradoks, ze choc staramy sie relatywnie krotko, bo zaczelismy w pazdzierniku, dla mnie to sa juz lata cichusienkiej nadziei, ze okres nie przyjdzie, bo Bog zadecydowal inaczej, niz moj maz.