Dziewczynki dziękuję za ponowne ciepłe przyjęcie - na Was zawsze można liczyć:-)
Katherinne żyję ale co to za życie hehe;-) Jakoś tak nauczyło mnie to życie cierpliwości i bardzo przystopowałam ze swoimi pragnieniami...
Karola z moim mężem w sumie OK - o wiele lepiej jak był w kraju;-) Ma teraz taką pracę że jak mu powiem że ma przyjechać bo są dni płodne to przyjedzie. Ja w sumie pogodziłam się już z takim życiem na odległość bo nie mamy wyjścia. Leczenie pochłania kupę kasy, tak samo jak zamiar kupna nowego mieszkania ( ale z tym też jest problem bo w lipcu mieliśmy już podpisywać umowę przedwstępną i brać kredyt a tu wszystko się przedłuża

). Nauczyłam sie funkcjonować sama chociaż jest ciężko bo szkoła Ali jest daleko od naszego mieszkania ale za to blisko mojej pracy (jak się rozłożę nikt dziecka do szkoły nie zawiezie), 3 razy w tygodniu po lekcjach Ala ma tańce, 1 w tygodniu zajęcia plastyczne i w soboty - basen. Sama chce chodzić a w sumie dopóki jest w I klasie to jej to jakoś nie koliduje bo chętnie odrabia lekcje;-)
OneMoreTime ja wiedziałam że to pragnienie sie w Tobie obudzi. U mnie jest tak że instynkt sam w sobie się wygasił bo tym wszystkim, ale po prostu chcę i wiem że się nie poddam. Później bardzo bardzo bym żałowała....
Wiesz co do Norwegii uważam że to pieniądze wyrzucone w błoto bo tam jeśli zna angielski - dogada się z każdym, a języka i tak sie nauczy pracując tam. Co mnie osobiscie dziwi to z tego co zrozumiałam Twój mąż chciałby żebyście w Norwegii mieszkali?? Wiesz, ja byłam tam ponad 10 razy,ostatnio w sierpniu tego roku a mój mąż pracuje w Norge już 2,5 roku i nigdy, przenigdy nie chciałabym tam mieszkać na stałe. Zarabiać pieniądze - jak najbardziej ale mieszkać - nigdy. I tak szczerze mówiąc, obawiam się o psychikę mojego męża bo On tam ledwo daje radę pomimo tego iż mieszka u swojej siostry i szwagra więc nie jest sam....I nie chodzi tylko o nas tu w Polsce tylko o mentalność Norwegów i rodzaj życia tam na miejscu.