Lilus, dobrze, ze przeszło, ale moze to znaczy, ze mala na świat zamierza niedługo przyjąć?
A ja znowu wściekła jestem tak, ze się gotuje. W tym szpitalu stosująja wymyslna torturę zwana deprywacja snu. O 22 położna ogłasza cisze nocna i gasi światło (a ja nie zasne o 22 bo tak normalnie koncze prace i jem kolacje), po czym o 11 wparowuje, zeby obudzić tych, co jednak zasnęli, bo przykłada jakas sonde do brzucha. Robi przy tym duzo hałasu. O 2 w nocy ta sama procedura. A o 4 kompletna pobudka, bo czas na ktg, mierzenie ciśnienia i temperatury. Zapala światło, mówi głośno, mierzy co ma pomierzyć, rozdaje leki na po śniadaniu, po czym wjeżdża aparat do ktg który przecież dość hałaśliwy jest. Podpina pierwsza pacjentkę.potem wparowuje kilka razy krzyczeć na nią, ze ma nie spac, bo i dziecko śpi. Na razie minela godzina i dopiero druga pacjentka została podpięta, a jest nas na sali 5. Wiec o spaniu moge juz zapomnieć. I zastanawiam się, czy zmierzyć teraz cukier jako ten 'na czczo' i zjeść kanapkę... Miałam jeść sniadanie max.w ciagu godziny od wstania przecież. A jestem teraz glodna jak wilk. Cala moja nierówna i trudna walka z ketonami wlasnie wzięła sromotnie w łeb po prostu. Najlepsze, ze szpitalne jedzenie bylo ostatnio o 17, nastepne jest dopiero o 9, czyli 16 godzin przerwy miedzy posiłkami... Podobno taka sama procedura jest codziennie. Przyszla mamo, jak trafisz do szpitala, zapomnij o snie. A jak masz cukrzyce, to o jedzeniu również. Naprawdę trudno mi uwierzyć, ze to wszystko dla dobra dziecka jest. Chyba bezpieczniejsi bylibyśmy w domu....