Witam
Nie bylo mnie dlugo,bardzo dlugo.Trafilam tu 5 lat temu,kiedy zawalil sie moj swiat,kiedy lekarz powiedzial,ze moje dzieciatko przestalo sie rozwijac.Zaczelam szukac w internecie informacji,czegokolwiek co chociaz w malym stopniu pomogloby mi zrozumiec dlaczego tak sie stalo.I tak trafilam tu,dziewczyny przyjely mnie serdecznie,tlumaczyly,pocieszaly,przytulily do serducha...Ten watek towarzyszyl mi kazdego dnia przez bardzo dlugo,wymienialysmy informacje,nawzajem sie pocieszalysmy... To tu dowiedzialam sie,jakie badania powinnam porobic,na co zwrocic szczegolna uwage.Podleczylam sie,okazalo sie,ze moja prolaktyna zwariowala,bralam bromergon.W marcu 2012 roku dostalismy zielone swiatlo i zaraz w pierwszym cyklu udalo sie.Ciaza przebiegala w miare dobrze,z wyjatkiem jednego pobytu w szpitalu z krwawieniem.Bylam przerazona,bo myslalam,ze wszystko skonczy sie jak za pierwszym razem.Ale maly byl silny.Tak dotrwalismy do konca,porod przez cc.Maly zdrowy,piekny,najwieksza milosc mojego zycia,prawdziwa iskierka.
Od tamtej pory minelo 3 i pol roku.Stwierdzilismy,ze najwyzszy czas,aby Alanek mial rodzenstwo.Bylam przeszczesliwa,kiedy na tescie zobaczylam druga kreske,blada jeszcze,ale jednak.W te pedy pobieglam do lekarza.Oczywiscie stwierdzil wczesna ciaze.Profilaktycznie na podtrzymanie.Wizyta za dwa tygodnie,wszystko w porzadku,ladnie rosnie,poczatek 6 tygodnia wiec jeszcze bez serduszka.Kolejna wizyta za miesiac.
Niestety juz jej nie doczekalam.W czwartek 14 kwietnia trafilam do szpitala z krwawieniem.Diagnoza najgorsza z najgorszych,ciaza nie rozwija sie.Bylam w takim szoku,ze nawet nie potrafilam plakac.Dopiero jak trafilam na oddzial,rozryczalam sie jak wariatka.I tak marzenia o rodzenstwie dla mojego dziecka,o kolejnej iskierce biegajacej po domu,robiacej halas ,balagan ale dajacej tyle szczescia,legly w gruzach.Kilka dni w szpitalu,tabletki na oczyszczenie itd.potem krwotok,dwa omdlenia,rozbita warga,zlamany nos i zabieg o 2 w nocy,to wszystko pamietam jak przez mgle.Teraz jestem juz w domu.Obrazenia zewnetrzne powoli sie goja,ale moje serce wciaz krwawi.
Postanowilam do Was napisac,bo nikt tak jak Wy mnie nie zrozumie.Po tym jak urodzilam Alana,wiele razy tu zagladalam,ale czasu bylo malo,aby pisac,wiec zwykle tylko sledzilam co u Was.Napewno jest wiele nowych dziewczyn,w szpitalu nie bylam odosobniona.Znow szukam tu pocieszenia,zrozumienia,dobrych rad.
Mam nadzieje,ze tak jak wczesniej przygarniecie mnie do siebie i wesprzecie dobrym slowem,otucha,ktorej teraz tak bardzo potrzebuje.Moze spotkam tu "stare znajome",z ktorymi wczesniej dzielilam podobny los.