Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Przypominam, że dalej nasza forumowa mama potrzebuje Twojej pomocy 💖 Jeśli możesz wpłacić nawet drobną kwotę, to prosimy zrób to Kliknij
Hej dziewczyny,
Dziś o 3.15 urodziła się Zojaciaza na zestawie leków (acard, euthyrox, meta, encorton, neoparin plus mnóstwo metylowanych witamin, dieta), obie mutacje homo i mthfr i pai, po zeszłorocznym poronieniu i udało się. Życzę tego każdej z Was
![]()
Ja poroniłam jakoś w w 6 tygodniu, poronienie zatrzymane i chodziłam z obumarłą ciążą jakieś 3 tygodnie. Byłam u lekarza w 6 tyg. serduszko zarodka biło, po 2 tygodniach lekarz stwierdził, że ciąża się nie rozwija, z 0,40cm zarodek miał wtedy 0,42cm. Dostałam skierowanie na szpital, ale postanowiłam, że poczekam w domu, że chcę to zrobić w domu, przeżyć to sama, płakać, wyć i przejść swoją żałobę. Po kilku dniach jak odstawłam duphaston zaczęły się plamienia, krwawienia i skurcze. Całe poronienie trwało może od 7 do 9 dni, bóle były, ale do zniesienia. Ja właśnie psychicznie czuję się dobrze z tym, że przeszłam przez to sama, we własnych domu, ze wsparciem męża i bez oceniania czy współczucia innych (kobiet, lekarzy, pielęgniarek) Nie wiem jakby to było gdybym poroniła więcej razy. Na ten moment straciłam jedną ciążę, z pierwszej mam zdrową córkę a co do obecnej ciąży to dowiem się za 9 dni.. Strach ciągle jest, ale jestem dobrej myśli. Na następnej wizycie powinnam być w 16 tygodniu.. Dzisiaj jest 14+6. Ruchów nie czuję, za to miewam lekki nacisk na nerw kulszowy, skoki hormonów i często chce mi się płakać.. Poronienie strasznie odbija się na psychice, ale liczę na to, że każdej z nas uda się doczekać szczęśliwego zakończenia.Ja miałam łyżeczkowanie (taki był mój wybór) nie mialam jak do tej pory żadnych konsekwencji, wszystko ładnie się oczyściło i w następnym cyklu miałam juz owulacje. Ja bym nie przeżyła poronienia w domu. Wydaje mi się, że to decyzja każdej z nas, na pewno poronienie w domu byłoby dla mnie dużo większym obciążeniu psychicznym![]()
Gratulacje! Życzę Tobie z całego serca żeby się udałoJa poroniłam jakoś w w 6 tygodniu, poronienie zatrzymane i chodziłam z obumarłą ciążą jakieś 3 tygodnie. Byłam u lekarza w 6 tyg. serduszko zarodka biło, po 2 tygodniach lekarz stwierdził, że ciąża się nie rozwija, z 0,40cm zarodek miał wtedy 0,42cm. Dostałam skierowanie na szpital, ale postanowiłam, że poczekam w domu, że chcę to zrobić w domu, przeżyć to sama, płakać, wyć i przejść swoją żałobę. Po kilku dniach jak odstawłam duphaston zaczęły się plamienia, krwawienia i skurcze. Całe poronienie trwało może od 7 do 9 dni, bóle były, ale do zniesienia. Ja właśnie psychicznie czuję się dobrze z tym, że przeszłam przez to sama, we własnych domu, ze wsparciem męża i bez oceniania czy współczucia innych (kobiet, lekarzy, pielęgniarek) Nie wiem jakby to było gdybym poroniła więcej razy. Na ten moment straciłam jedną ciążę, z pierwszej mam zdrową córkę a co do obecnej ciąży to dowiem się za 9 dni.. Strach ciągle jest, ale jestem dobrej myśli. Na następnej wizycie powinnam być w 16 tygodniu.. Dzisiaj jest 14+6. Ruchów nie czuję, za to miewam lekki nacisk na nerw kulszowy, skoki hormonów i często chce mi się płakać.. Poronienie strasznie odbija się na psychice, ale liczę na to, że każdej z nas uda się doczekać szczęśliwego zakończenia.![]()
Dziękuję kochanaGratulacje! Życzę Tobie z całego serca żeby się udało
Ja czekam dalej… z jednej strony bardzo chciałabym żeby nic do piątku się nie wydarzyło i żeby wszystko zaczęło się w szpitalu. Moja psychika mi mówi ze tak byłoby dla mnie bezpieczniej. Boje się bardzo tej krwi, ze nie oczyszcze się do końca i znowu bede musiała nastawiać sie na szpital… biochem w zasadzie wyglądał u mnie jak miesiączka oprócz jednego porządnego skurczu który musiałam opanować tabletkami przeciwbólowymi i nospa, ale wtedy nie wiedziałam co sie dzieje ze mną… po tym zrobiłam betę i wyszło ze to poronienie. Z drugiej strony czuje, ze sie zaczyna. Dzisiaj przy podtarciu po siusiu już mam śluz z brązowymi uplawami… bolą mnie bardzo krzyże. Nawet sie dotknąć nie mogę bo jestem obolała. Jednak nie dokucza mi ból podbrzusza… nie wiem co zrobię… boje sie ze jak pojade na IP to albo poronie po drodze bo mam 30 km do szpitala albo powiedzą ze sie zaczęło i będą mi kazali ronić w szpitalu a tego bym nie chciała… jeżeli będzie to ból do zniesienia zostanę w domu, jeżeli nie będę mogła wyrobić, nie będę sie męczyć, tak samo jak uznam ze za dużo krwi ze mnie leci tez pojade…. Mąż chciałby żebym jechała jak tylko zacznę mocniej krwawić. Wiadomo chce oszczędzić mi bolu i wiem ze tez czułby sie bezpieczniej jak byłabym pod opieka lekarzy… ale wiadomo wszystko zależy od tego jak sie trafi…
2 porody naturalne mam za sobą. Ale nie wiem co to naturalne skurcze. Bo były wywoływane oksytocyna + przebicie wód płodowych, ze względu na ich duża objętość, która powodowała to ze macica nie miała jak się kurczyć… pierwszy bólem mnie zaskoczył i był dla mnie trauma. Drugi raz rodziłam już świadomie i nie panikowalam a skupiałam się na prawidłowym oddechu, jednak wtedy czekało mnie szczęśliwe zakończenie, wiedziałam ze niedługo będę tulić swoje dziecko… wiem ze kobieta jest w stanie dużo znieść. Tego tez się boje ze jak trafie do szpitala to oni nie zrobią mi od razu zabiegu tylko będę musiała się pomęczyć, a wtedy wolałabym się męczyć domu…@natala123456 dodatkowo pamiętam, że po poronieniu jaja w całości bóle magicznie ustąpiły. Nikogo nie będę przekonywać, bo najważniejsze to postępować wedle własnych przekonań i sumienia. Ja wiedziałam, że nie chciałabym ingerować w to medycznie bez potrzeby i nie chciałam, żeby obcy ludzie, nieważne czy lekarze czy nie, patrzyli jak tracę część siebie. Chciałam to zrobić naturalnie tak jak naturalny chciałam poród. Moja znajoma jechała do szpitala, po tabletkach poronnych biegała po ścianach z bólu, a i tak skończyło się łyżeczkowaniem. Gdybym była wyżej w ciąży powyżej 11 tygodnia pewnie zdecydowałabym się na szpital, ale tego nie wiem.. I mam nadzieję się nie dowiem.
O Jezu bóle krzyżowe to jest jakaś masakra. Ale teraz już wszystko będzie dobrzeTak naturalnie, tylko najpierw odeszły mi wody wczoraj o 10, brak rozwarcia, bóle krzyżowe, balonik, oxy. A skończyło się dziś o 3. Ale to prawda jak mi ją położyli to zapomniałam o wszystkim![]()
Kurcze to obie czekamyGratulacje! Życzę Tobie z całego serca żeby się udało [emoji3590]
Ja czekam dalej… z jednej strony bardzo chciałabym żeby nic do piątku się nie wydarzyło i żeby wszystko zaczęło się w szpitalu. Moja psychika mi mówi ze tak byłoby dla mnie bezpieczniej. Boje się bardzo tej krwi, ze nie oczyszcze się do końca i znowu bede musiała nastawiać sie na szpital… biochem w zasadzie wyglądał u mnie jak miesiączka oprócz jednego porządnego skurczu który musiałam opanować tabletkami przeciwbólowymi i nospa, ale wtedy nie wiedziałam co sie dzieje ze mną… po tym zrobiłam betę i wyszło ze to poronienie. Z drugiej strony czuje, ze sie zaczyna. Dzisiaj przy podtarciu po siusiu już mam śluz z brązowymi uplawami… bolą mnie bardzo krzyże. Nawet sie dotknąć nie mogę bo jestem obolała. Jednak nie dokucza mi ból podbrzusza… nie wiem co zrobię… boje sie ze jak pojade na IP to albo poronie po drodze bo mam 30 km do szpitala albo powiedzą ze sie zaczęło i będą mi kazali ronić w szpitalu a tego bym nie chciała… jeżeli będzie to ból do zniesienia zostanę w domu, jeżeli nie będę mogła wyrobić, nie będę sie męczyć, tak samo jak uznam ze za dużo krwi ze mnie leci tez pojade…. Mąż chciałby żebym jechała jak tylko zacznę mocniej krwawić. Wiadomo chce oszczędzić mi bolu i wiem ze tez czułby sie bezpieczniej jak byłabym pod opieka lekarzy… ale wiadomo wszystko zależy od tego jak sie trafi…