Sonita: mogłam się nie zgodzić-chyba żartujesz..
Przyszedł lekarz D, który nie pytał mnie o zdanie (ci, którzy byli wcześniej dawali mi wybór). Zaczął mi wmawiać, że natychmiast trzeba mi zrobić zabieg. Kilka godzin wcześniej badał mnie inny i powiedział mi, że szyjka macicy jest zamknięta i trzeba czekać aż leki wywołają krwawienie. Jak się pytałam D, dlaczego właśnie teraz to mówił tylko, że nie ma, na co czekać, że na jedno wyjdzie. Powtarzałam mu słowa wcześniejszych lekarzy.. A on swoje, że jest lekarzem i wie lepiej. Modliłam się, aby zmieniła się zmiana. Wieczorem przyszła pielęgniarka i założyła mi kroplówkę. D chciał mi zrobić zabieg już wieczorem(zanim poleciała pierwsza kropla krwi), ale na szczęście się najadłam, (bo inny lekarz powiedział, że czekamy na mocne krwawienie i mogę jeść) i D nie mógł zrobić mi zabiegu. Wtedy jeszcze bezczelnie straszył mnie „trudno zrobimy pani zabieg bez znieczulenia”. O 7.00 rano (liczyłam, że już zmieniła się zmiana, bo D był już w szpitalu od ponad 24 godzin) okazało się, że D jest tak wspaniały i został dłużej. Poprosił mnie do sali, w której wcześniej zawsze było badanie ginekologiczne. Wyrwana ze snu ledwo stałam na nogach. Wchodzę, myślałam, że, jak co dzień chce sprawdzić czy szyjka się otworzyła. Nawet nie zbadał mnie przed zabiegiem, nie pytał się czy już coś poleciało. Wszystko już było gotowe. Położyłam się na fotelu ginekologicznym. Nagle podano mi coś przez kroplówkę. Obudziłam się w swojej sali. Byłam po zabiegu. Oboje z mężem byliśmy w szoku.. Do tej pory nie daje mi to spokoju..
W nocy poleciało trochę krwi i prawdopodobnie wystarczyło poczekać kilkanaście godzin, aby szyjka sama się otworzyła..