Agatko ja już pierwszego dnia, gdy mówiłam Rodzicom o tym, że bierzemy ślub zaznaczałam, że sfinansujemy go sami, a na ich pytanie: jaka jest ich rola w całej tej imprezie, odpowiedziałam, że po prostu mają być. Więc nie wiem o co im chodzi.
Najgorsze jest to, że korzystając, że mój Tata ma wolne chciałam z nim pojeździć na działkę, żeby się poopalać (nie lubię solarium). I jutro będzie okazja. Tylko jak sobie pomyślę, że może też być kazanie, to mi się odechciewa.
W każdym bądź razie: zaproszenia wysłane. I... buty kupione. Co prawda nieco inne niż w sobotę przymierzałam, ale też ładne.
Dobrze, że apetyt Wam dopisuje :-) I w pozytywny sposób, ale zazdroszczę Ci bycia na wsi... Też bym się od tego miejskiego zgiełku gdzieś wyrwała. Ale nie da rady.