Lena27 - witaj. Tak, świat zasuwa do przodu i nawet nie zauważył że w nas umarł kawałek serca. Wiesz co? Kiedys pytałam sama siebie jak to możliwe. Jakim cudem słońce dalej sobie wisi na błękitnym nadal niebie, dzień zmienia się w noc a potem znów przychodzi świt? Przecież w mojej duszy noc najczarniejsza. Jaki śpiew ptaków? Jakim prawem? Ano, prawem życia. Odwiecznym prawem nakazującym życiu przeplatać się ze śmiercią i trwać. To nasza żałoba i mamy do niej prawo, ale świat ma takie samo prawo to własnych spraw, własnego tempa i normalnego życia. Przez chwilę jesteśmy na bocznym torze, przywalone ciężarem smutku - jedne krócej, drugie dłużej - a potem włączamy się w ten nurt życia i płyniemy dalej. Bo żyć nadal trzeba i my tego życia tak naprawdę chcemy. A życie daje kolejne szanse...
Witaj, tymiro - bardzo Ci współczuję. Dobrze że nas znalazłaś, pisz zawsze kiedy poczujesz taką potrzebę.
Dziewczyny, żyję, ale... dopadło mnie jakies paskudztwo na wzór dżumy, kaszlę, kicham, śpik do kolan. Czyli zdycham w iście męskim duchu. Jako że nie choruję zazwyczaj, jak już mnie dopadnie to umieram. Za to przedmuchałam sobie gaźnik. No, nie sama - taka sprytna to ja nie jestem, ale Rajmund ma dobrych kolegów. Wymiana świecy, porządek w gaźniku i obroty przestały pływać. Zobaczymy co w trasie wyjdzie.