Witam babeczki!
Sorki, że przesyłam wiadomość tą samą co na wieściach ale jest ona po prostu wyczerpująca i długa. Myślę, że wybaczycie.
Bardzo Was przepraszam za milczenie. Było ono spowodowane tym, że nie chciałam, żeby mój syn zerknął mi nieopacznie wczoraj przez ramię o tym co do Was piszę. Jest to spowodowane jego złym stanem zdrowia i sama nie wiem jeszcze jak z tego wszystkiego wybrnąć.
Moja wczorajsza wizyta równała się z usłyszeniem wyroku: puste jajo płodowe.
Koniec 9-tego tygodnia a na usg widnieje wielka, czarna dziura. Lekarz powiedział, że zarodek obumarł prawdopodobnie w bardzo wczesnym stadium, kiedy jeszcze nie widać go na monitorze. Dzisiaj miałam zrobić betę, we wtorek wynik, w środę zabieg.
Gin powiedział, że prawdopodobnie wchodzi w grę jakaś wada genetyczna u jednego z nas lub u obojga albo jest to spowodowane moim wiekiem. Powiedział, że możemy udać się do kliniki leczenia niepłodności i zbadać nasze genotypy. Powiedział też, że nawet jak się okaże, że coś jest nie w porządku, to niewiele można w tej sprawie zrobić. Podobno możemy się dalej starać i może nic z tego nie wyjść, albo za którymś razem, nawet 5-tym, czy 6-tym ciąża może być udana. Może się też tak zdarzyć, że będzie się rozwijać a na którymś, późniejszym etapie okaże się, ze jest ciężka wada rozwojowa.
Podjęliśmy z M decyzję, że będziemy się dalej starać i będzie co ma być.
Stratę tą przyjęliśmy łatwiej niż poprzednią, bo byliśmy na nią przygotowani. Trzeba dalej żyć i kochać tych, których mamy przy sobie.
Bardzo Wam wszystkim dziękuję za pamięć i troskę i trzymam za Was kciuki i za wasze kruszynki, żeby rosły zdrowo! Buźka