zjola kochana, czytam i nie godzę się z tym absolutnie...ale widzę, że nie trafiło na słabą osobę, kochana nie znamy się, ale i we mnie masz oparcie, podobnie jak pozostałe potrzebujące kobietki
Los jest tak pokrętny, że często doświadcza do bólu konkretne jednostki, które muszą wiele w życiu znieść i to nie dlatego, że są coś komuś winne, albo muszą odpokutować, tylko żeby chociażby dać świadectwo i być dla innych wsparciem i przykładem, że żyć trzeba i to tak, by zebrać to, co się zasieje.
Hmmm refleksje mnie naszły, bo też jestem bliżej 40-stki, niż 20-stki, przeszłam choroby w wielu konfiguracjach u siebie i najbliższych, zdrady, rozstania, utratę dachu nad głową, licytacje, eksmisje, bezrobocie, wypadki, upokorzenia i pokornienie ludzi, którzy zniszczyli mi życie - choć tego nie wymagałam i się nie spodziewałam, nie obcy mi zawodowy horror, życie za 2 zł na dziennie i jeszcze inne atrakcje...
I kiedyś, dawno, myślałam że nie zniosę już więcej....jaka byłam jeszcze niedojrzała i niedoświadczona...to nawet nie była połowa.
I to jest to, co chcę przekazać mojemu dziecku w tych dziwnych czasach, dziecku które dało mi grunt, że życie ma sens, a jeśli los będzie łaskawy, to i drugiemu dzieciątku.
Widzę i wiem, że są ludzie którzy potrzebują więcej niż ja, dlatego tak jak piszesz, czasem wstyd mi za siebie, ale też skrycie wstyd mi za innych (bo to niby nie moja brocha jak się inni zachowują). Choć świata nie zmienimy, to zawsze chwila refleksji jest potrzebna, bo człowiek pokornieje i szlachetnieje, a tego w życiu nigdy nie za mało.
Onaxxx zapewniam Cię, że masz z kim porozmawiać...spójrz na posty powyżej ;-)czasem trzeba dosięgnąć dna, złapać doła, żeby dobrze zamortyzować odbicie, czego Ci życzę!
Ciekawe, że w brutalnym świecie pokrętnie się odbiera tzw. solidarność jajników...to jest chyba jedyne słuszne miejsce, gdzie możemy ją godnie współtworzyć, bo jesteśmy dla siebie.
Sennie jesiennie ściskam Was wszystkie
