Witajcie, wiele jest wątków dotyczących relacji macoch z pasierbami, a ja chcę poruszyć problem od innej strony, mianowicie jestem w związku z mężczyzną, który posiada syna z małżeństwa, które skończyło sie rozwodem, celowo nie pisze z pierwszego, bo my nie braliśmy ślubu, no i mamy razem syna wspólnego. Pierwszy syn partnera mieszka u nas od pt do niedz, parnter bardzo go kocha, ja mam z nim dobre relacje, ale zauważam różnice w podejściu parntera do synów. Pierwszy byl planowany z tamtą żoną, nasz nie. W wychowaniu tamtego ponoć mial duży udzial, bo tamta matka sie nie przejmowala, w naszym przypadku całe wychowanie spoczywa na mnie, ostatnio czuje, ze wszystko robie ja, podczas gdy na weekend przychodzi pierworodny to partner wszystko przy nim ogarnia, doplinowuje kapieli, posilkow, zaprowadza na zajęcia dodatkowe podczas, gdy z małym nie pojdzie nawet na spacer, zawsze zmęczony po pracy i zawsze wyreczajacy sie mną. Wiem, ze kocha naszego syna, ale mam wrażenie, ze jego serce należy bardziej do starszego, bo mysle, ze zawsze bardziej romantyczną miłością kocha sie kogoś, z kim się nie mieszka na co dzień i ciężko mi z tym, bo jako matka oczekiwałam, ze nasz synek będzie upragniony (dla mnie jest), ze tatuś oszaleje na jego punkcie, jak to tstusiowie mają w zwyczaju, ale jesteśmy na innej pozycji, bo on juz wszystkie ochy i achy przechodził w tamtym związku, a ja przechodzę to teraz i ubolewam, ze nie dzielimy podobnych uczuć. Sama jestem jedynaczka, więc może jestem przewrazliwiona na punkcie sprawiedliwości kochania, juz na jednym forum poruszany był wątek, ze matki jedynaczki maja obawy, czy tak samo pokochaja drugie dziecko jak pierwsze a ja mam te obawy w stosunku do partnera. Dodam, ze partner na co dzień boryka sie z różnymi problemami, o których próbujemy rozmawiac i im przeciwdziałać, jest czesto smutny, mamy problemy finansowe, najchętniej by spal tylko, a w weekendy mobilizuje sie dla syna ktory przychodzi my też na tym korzystamy, ale ja i tak mam poczucie niesprawiedliwości bo z malym na spacer nie chodzi nie kąpię go, podczas, gdy wciąż pierworodny opowiada, jak go tata kapal, jak sie nim zajmował itp., zresztą sam partner tez to wspomina. Chcialabym, by nasz wspolny syn też miał z ojcem tak dobry kontakt, ale partner musi sam o to zadbać. Na dwa dni jest w stanie sie zmobilizowac dla tamtego, a w tygodniu prawie go " nie ma". Na tamtego loży alimenty systematycznie bez opóźnień, pomimo tego, ze i tak utrzymujemy jego pierworodnego przez trzy dni, a na malego wszystko place ja, a raczej nasza rodzina, bo byśmy nie wyrobili z kasą ( dlugi itp). Dodam, ze tamta byla go zdradzala, także to nie jest zadne poczucie winy wobec niej, maja nie za fajne relacje, obecnie borykamy sie z pozwem o zwiększenie alimentów, ktroe sobie zazyczyla. Moj partner zdolowany wszystkimi problemami najchętniej by spal, a ja uwazam, ze skoro ma teraz dwóch synów, to powinien sie mobilizowac i w weekendy i w tygodniu pomimo wszystko. Mam wrażenie, ze gdyby starszy nie przychodził, to weekend by caly przespal. Ogólnie stara się jak może ale często ma zly nastroj i sie klocimy. Co myslicie?