Dzień doberek!
U nas w miarę dobra nocka, było by lepiej gdyby nie to, że wbił mi się drugi synunio do wyrka i nie bardzo było jak się ruszyć

. Do tego podłapał jakieś choróbsko:-(. W poniedziałek uderzamy do lekarza. Widziałam, w przedszkolu

jeszcze na jasełkach kilkoro dzieci chore na to coś

(jeden z objawów, więcej wydzieliny z oczek) i podejrzewam, że młody się zaraził. Dziś oczka wręcz zlepione rano.
Może to po prostu zwykłe przeziębienie z lekkim zapaleniem spojówek. Jak mnie złapało miesiąc przed porodem to byłam cały czas bez gorączki, a z kaszlem, katarem i właśnie zapaleniem spojówek (minęło po 3 dniach, a kropiłam tylko świetlikiem). Powinno szybko minąć
***
Moi mężczyźni odprowadzili mnie dziś do kościoła (Mąż był rano, jak jeszcze spaliśmy

) i w sumie Franek był na godzinnym spacerze! Przez tydzień wychodziliśmy na pół godzinki, teraz już ciut dłużej. Ale słonko dziś takie piękne, że aż żal do domu wracać...
Wczoraj byli u nas znajomi z rocznym synkiem. Już Wam kiedyś o nich pisałam - to ci, co każą korki wyłączać w mieszkaniu, żeby dzieci mogły się spokojnie gniazdkami bawić. Mąż się "zbuntował" i uznał, że nie będzie nic przystosowywał tym razem. Postawiliśmy mały stolik z ciastkami w kącie, koło kanapy. Wystarczyło powiedzieć młodemu, żeby tego nie ruszał i delikatnie go przestawić w inne miejsce, żeby się bawił z dala od stolika. Ale nie - kolega zaczął przekładać wszystkie rzeczy na duży stół. Myślałam, że mnie krew zaleje... Masakra...
I znowu było gadanie, że nie wiemy, co nas czeka, że będzie tragicznie. Nie docierało do nich, że super sobie z młodym radzimy, że nam to radość sprawia, mimo zmęczenia czasami, co jest oczywiste. Że ja już po tygodniu wróciłam do pracy - trochę oczywiście mniej rzeczy na siebie biorąc. Jak byłam w ciąży, to mówili, że z noworodkiem będzie strasznie roboty; teraz mówią, że to nic, że z rocznym dzieckiem będzie dopiero utrapienie. Pewnie za rok powiedzą, że najgorsze cały czas przed nami.
Ech, nie rozumiem takich ludzi. Czemu nie można pozytywnie do życia podejść, tylko tak narzekać cały czas?...
Zamurowało mnie też trochę, jak stwierdzili, że to dziwne, że chce się nam jeszcze do kościoła chodzić i że z dwójką na pewno już nie będziemy, bo to za dużo zachodu... No ale nie ma co dyskutować. Kwestia priorytetów.