A ja się nie zgodzę, że dziecka nie można przyzwyczaić do noszenia. Zgadza się, że taki maluch potrzebuje bliskości, ale w takim razie skąd bierze się to, że po wizytach babć nasze dzieci robią się bardziej kapryśne?;-) Ja miałam ten problem bardzo krótko, może przez pierwsze 3 tygodnie, kiedy mały zasypiał na rękach.
Generalnie od początku robiłam tak, aby brać go na ręce i chodzić tylko kiedy to było konieczne, zwłaszcza, że w tym pierwszym okresie dźwiganie też nie jest wskazane a i ja miałam problem z poruszaniem się, bo coś mi strzeliło w biodrze podczas porodu i kulałam. A poza tymi momentami, wykorzystywałam każdą sytuację, kiedy zasypiał przy piersi i odkladałam do łóżeczka. A jeżeli chodzi o bliskość, starałam się ją zapewnić w inny sposób, bo obawiałam się, że wlasnie potem będzie problem. Kładłam małego obok siebie, śpiewałam mu, masowałam go albo brałam go sobie do łóżka. I w zasadzie od początku Staś zasypiał sam, bez żadnych zabiegów z naszej strony. Teraz nie mam problemu, bo również sam się bawi i nie domaga się noszenia.
To jest indywidualna sprawa każdej z nas. Jeżeli komuś noszenie sprawia przyjemnośc, niech nosi. Nie widzę w tym nic złego, bo tak jak piszecie, kiedy dziecko zacznie się przemieszczać samo z noszenia zrezygnuje. Ja wybrałam taką drogę, aby się nie uwiązywać i mieć też czas dla siebie. Sądzę, że można się przemęczyć kilka dni i malucha oduczyć, zwłaszcza tak małego, ale to jest indywidualny wybór.
I babcie trzeba ustawić;-) Ja moje mam na oku i trzymam rękę na pulsie. Już się kilka razy poobrażaly, ale trudno - moje dziecko wychowuję ja:-)