reklama

jak przez to przeszliscie /jak jest teraz?

Dziecko przedwczesnie urodzone to szok, pytanie jest czy ten szok mija ,czy pozbyliscie sie tego cia

  1. Lucy32

    Lucy32 Zaciekawiona BB

    [FONT=&quot]Czesc dziewczyny


    Jestem mamą wczesniaka ur w 30 tyg ciązy,1400 /38cm.Dla mnie to było straszne przezycie urodzic dziecko tak nagle tak szybko zupełnie nie oczekiwanie ,nie bylismy na to przygotowani psychicznie.Był to jeden z blizniaków , drugiego niestety proniłam w 3 mc Wszystko poszło nie tak, nie tak jak sobie zaplanowałam.Urodziłam - jak wogle mozna to tak nazwac -zasnełam w narkozie z dzieckiem po obudzeniu czułam ruchy dziecka ale juz go tam nie było_Obudziłam sie na sali ,obok mama ze swoim malenstwem przy piersi .zadowolona .Ja obolała pusta i sama.Mąż powiedziłą ze Dawid zyje - jest silny - powiedził to chyba na pociechę .Maluch podłączony do tlenu ,urodzony z wrodzonym zapaleniem płuc.Nie moge go zobaczyc -nie moge tam isc .Najgorsze przyszło puzniej -i to jest najgorsze -ta ciągła niepewnosc co z dzieckiem.Transfuzja ,wylew krwi około mózgowy,retinopatia wczesniacza, spadek wagi.Ja zupełnie nie poradziłam sobie z tym stresem ,nikt ze mną nie rozmawiał na ten temat ,mam w głowie tylko słowa Pani doktor ,ze to moja wina ze tak dziecko urodziłam tak szybko.Ze szpitala uciekłam po 2 nocach z wielką raną i gorączką -widok szczesliwej matki z dzieckiem dobijał mnie okropnie.Byłam u syna codziennie choc wpuszczali tylko na godzine ,ani dotkąc ani pogłaskac.Ukradkiem jedna z sióstr wyjeła dziecko i mogłam potrzymac małego na 2-3 min po 2 tyg od porodu.O karmienu piersią nie było mowy.
    Mój syn ma teraz 2 ,5 roku.Wazy uwaga 15 kg-kluseczek z niego ,wielki chlop.Zdrowe dziecko na pierwszy rzut-niestety to tylko pozory .Ma strasznie obnizona odporonsc byle katar konczy sie zapaleniem oskrzeli i oczywiscie szpitalem inaczej nie mozna .Nie istniejemy bez inhalatora i Berodulu i Pulmikortu .Szybko sie meczy.Jak sie wam udało jak sie maja wasze maluszki.Jak wyszliscie z tego wszystkiego ,ja przyznam ciagle mam to w głowie
    [/FONT]
     
  2. rubi

    rubi wakacyjna mama ;-)

    Hej ;-)

    jestem mamż dużo starszego i dużo większego wcześniaka.... teraz ma 5 lat i na pierwszy rzut oka jest zdrowym chłopcem... nadal wielkim - teraz wazy prawie 30 kg. Urodził sie w 35 tc i wazyl 3030g... wyglądał na donoszone dziecko ale waga wagą a wiek ciążowy.... płuckom potrzeba było jeszcze czasu... Jasiek urodzil sie przez cc - wszystko mialo byc OK. Mialam wodonercze - najpierw prawej a potem juz z lewej neki mocz nie schodzil... Lekarze stwierdzili ze ciaze trzeba rozwiazac przed czasem, ze dziecko jest duze (na usg wychodzilo im ze wazy 3300g), ze sobie poradzi... nie pamietam ile czasu przed cesarka ale dostalam sterydy na przyspieszenie rozwoju płucek.... no i ten dzien... ja wystraszona ale tez podekscytowana, maz z aparatem pod sala operacyjna... ordynator z lekarzami sobie zartowali, usłyszalam krzyk Jasia ;-) i znow zarciki.... dpiero jak ordynator zapytal ile punktów mam mały usłyszałam "niedużo"... dopiero wtedy zorientowalam sie ze cos sie dzieje, ze biegaja po tej sali i ze jest....cicho :-( było cicho bo Jasiek nie oddychał :-( zobaczylam tylko główke jak wywozili inkubator....
    miałam ogromne szczęscie do szpitala w ktorym rodzilam....

    nie leazłam na oddziale połozniczym.... byłam w sali z mamami takimi jak ja.... dzieci miałyśmy na Oddziale Patologii Noworodka i Wczesniaka... mogłyśmy tam byc przy inkubatorach od 6:00 do 22:00 choc w praktyce jak juz mozna bylo dzidzie karmic to siostry dzwonily po nas od 4:30 (o ile mama chciala byc wolana), na obchodzie ginekologicznym zawsze byla Pani ordynator z OPNiW i opowiadala co u maluszka. Siostry wręcz zrzedziły zeby probowac odciagac pokarm, bo to dla wczesniakow najlepsze lekarstwo! Pomagały! Same wciskały dzieci na rece, uczyły przewijac.... Kazały dotykach, głaskać, mówic do dzieci... no i stale były.... pamietam jak byłam kiedys wieczorem przy Jasiu - jeszcze pod respiratorem lezal.... podłączony kabelkami do monitora, strzykawki infuzyjnej.... i nagle usłyszalam alarm i 3 poziome linie na monitorze.... myslalam ze umre ze strachu....zaczelam sie drzec i wtedy jak spod ziemi wyskoczyly dwie siostry - jedna mnie objeła a druga grzmotneła w jakis sprzet - nie wiem co to bylo.... ta druga, ktora mnie trzymała powiedziala "zawsze patrz na dziecko! czy sie rusza... te urzadzenia musza pracowac 24h/dobe i czasem fiksuja"
    Bylismy tam tylko 5 dni ale to bylo niebo w porownaniu do Twojego szpitala...Jasiek szybko sie wylizal choc na oddzial byl przyjmowany "w stanie miernym", z wylewami II st do prawej komory mozgu.... potem ponad rok rehabilitacji... niby wszystko OK. Nie chorowal dopoki nie poszedl do przedszkola a teraz....? wylewy zostawiły ślad..Jas jest wolniejszy niz rówiesnicy a dzieci sa okrutne :-( rehabilitantka powiedziala kiedys ze Jasiek mistrzem w sporcie nie bedzie - pomyslalam ze przeciez nie musi ale teraz widze ze przez ta powolnosc ktora moze dla mnie nie miec znaczenia moze byc (i chyba jest) odrzucony przez rowiesnikow...
     
  3. reklama
  4. Lucy32

    Lucy32 Zaciekawiona BB

    hej jestem starasznie zdziwiona jak różne moga byc podejscia do mam :szok: .To wazne ,,ze mogłas dotknąc malego pogłaskac i spotkałas sie z zyczliowscią to pomaga w takich trudnych chwilach.Ja to natrafiłam na takie nieprzyjemne siostry którym nie chciało sie odebrac domofonu gdy mamy pukały .Jak intruzy.Wczesniactwo pozostawia slady i chyba nie ma tak ,ze na 100 % sie z niego wychodzi .Twój przykład pokazuje ze cos zostało .Jasio to rzeczywiscie duzy chłopczyk (tez mam synka 5 latka ,nie wczesniak wazy 20 kg).A jak z chorbami np anginy itp jak sobie radzi? co z oczkami ? mój Dawidek ten 2, 5 latek bedzie musial miec mocne okulary.U nas wylew sie wchłonoł-jakos .Ale pamietam ,zę kazali mi sie nastawiac ze Dawid bedzie miał porazenie mózgowe I NIE BEDZIE "Normalnym "dzieckiem.Czy Jasio ma jakies orzeczenia z poradni psychologiczno -pedagogicznej ze wymaga specjalnego stymulowania ?
     
  5. mrufczak

    mrufczak Zaciekawiona BB

    ja lezalam od 30 tyg w szpitalu na patologii bo dziewczynki chcialy sie juz rodzic. na szczescie udalo sie wydluzyc ten okres i urodzily sie w 35 tyg. Emilka byla od poczatku silna, wazyla 1890, a Madzia byla bardzo slaba i do tego nie dotleniona i chora. wazyla 1750. Obie byly w cieplarkach od samego poczatku. Mialam nawal pokarmu ktory odciagalam w szpitalu i im zanosilam w sloiczkach bo nie moglam karmic niestety. Emile dostalam w 5 dniu po porodzie. Madzia ciagle lezala w cieplarce. Nigdy w zyciu nie zapomne tego bólu jakim jest kiedy matka urodzi dziecko i go nie dostaje.. nic gorszego nie moze sie przytrafic. Ja patrzylam na inne matki z zazdroscia, do moich dziewczynek moglam zagladnac doslownie na minute tylko. W nocy sie skradalam, czekalam az pielegniarki pojda spac zeby moc pojsc popatrzec na dziewczynki. Mialam takie dni, ze w pokoju sie zamykalam i ryczalam w glos. Polozna przyszla kiedys temperature zmierzyc i sie kapnela ze plakalam i zaczela ze mna rozmawiac, obiecala dac mi kogos do pokoju zebym sama nie byla (bo bylam sama, bo dziewczyna wczesniej poszla do domu z dzieckiem), przychodzila ciagle i pytala co u dziecka, jak ja sie czuje. Lekarki pozwolily mi przyjsc dotknac dziecka, ale to dopiero wtedy kiedy zaczelam tam wariowac.. mozna zwariowac..
    Madzie wzielam na rece MIESIAC PO PORODZIE !! dlugo lezala w szpitalu, byla powaznie chora.
    Najgorsze bylo dla mnie to, ze nie dostalam dzieci od razu, nie moglam ich dotknac, przytulic, zajmowac sie nimi. do tego byl strach bo nie wiedzialam czy Madzia wyzdrowieje. Wyszlysmy ze szpitala z Emilka, a Madzia tam jeszcze lezala. Jezdzilam do niej ale na chwilke tylko moglam i to popatrzec. Zaraz musialam wracac bo w domu dziecko czekalo. Nie karmilam piersia.. stracilam caly pokarm przez ten strach i stres. po 10 dniach wyjscia ze szpitala poszlam znow do szpitala z Emilka. Na tydzien. po tygoniu wypisali nas i Madzia wrocila do domu. to byl ciezki okres.. Madzia byla w innym szpitalu, a my w innymm, a maz tak jezdzil od jednego do drugiego. po kilku dniach wrocilam z Madzia do szpitala na 2 tygodnie.. w sumie spedzilam 2 miesiace w szpitalu z malymi przerwami. A dziewczynki.. Emila jest silna ale Madzia strasznie slabiutka, podatna na choroby, zawsze cos zlapie, zapalenie pluc miala juz 3 razy w ciagu 4 miesiecy, bakterie we krwi 2 razy i rozne inne dolegliwosci.. i zawsze konczy sie to szpitalem...
    dzis maja po 4 mies i 3 tyg i waza po okolo 5,5 kilo.
     
  6. Lucy32

    Lucy32 Zaciekawiona BB

    można powiedziec ,ze podwójnie cierpiałas - najważniejsze ,ze dziewczynki sa zdrowe i z tego trzeba sie cieszyc .:-).Nie wiem jak ty ale ja jak sie kroi jakas infekcja to mi skóra cierpnie na grzbiecie- bo zacznie sie młyn w domu kto z kim zostanie kto robi nocki w szpitalu a najwalniejsze ze dziecko bedzie cierpiec wszystkie te wkucia itp.Tragedia .To chore ze zwykła infekcja konczy sie w szpitalach:szok:
     
  7. mamaPaulinki

    mamaPaulinki mama kochanego śmieszka

    Moja Paulinka urodziła się w 27 tyg. Nie widziałam jej bo od razu ją ratowali, a po 2 godz w krytycznym stanie odwieźli ją do innego szpitala. Dla mnie pierwszy szok to słowa lekarki od wcześniaków, która przyszła do mnie i powiedziała, ze moja córcia jest właśnie przewożona do inne go szpitala, ze jest nierokująca, po wylewach IV stopnia, ZZO IV stopnia, odma opłucnowa i drgawki :-( Że prawdopodobnie umrze i żebym sie przygotowała. Że jak zdarzy się cud i przeżyje to będzie roślinką :wściekła/y: Dosłownie takich słów użyła... a ja nie wiedziałam jak wygląda i bałam się, że umrze zanim ją zobaczę. Po 4 dniach wypisałam się ze szpitala pomimo wysokiego CRP, bo leżałam w pokoju z matką która tuliła, karmiła przewijała swoje dziecko :-( Była głuchoniema... A leżałam wpatrzona w sufit i ryczałam aż mi na mózg zaczęło padać i połozne same kazały mi się wypisać i jechać do dziecka.
    Drugi szok, jak ją zobaczyłam, cieniutkie rączki i nóżki, pełno kabli i 100% pracy respiratora. Przez miesiąc nic z siebie nie dawała, zero współpracy stan ciężki z zagrożeniem życia- co dzień słyszałam to od lekarzy. I ze MPDz :no: Mogłam ja pogłaskać po miesiącu pierwszy raz i zdarzył się cud- płucka zaczęły powoli ruszać. A ja ją prosiłam, żeby chociaż próbowała sama, że da radę. Po 8 tyg ruszyły jelita, po kolei wycofywali leki. Jak miała 10tyg przewieźli ją do naszego miasta. Leżała w odkrytym łóżeczku, mogłam być z nią cały dzień (wcześniej jechałam 3 godz żeby wejść do niej na 1 godz). Kiedy zaczęła płakać nie wiedziałam co zrobić-jaka ze mnie matka myślałam, aż przyszła pielęgniarka i zapytała czemu jej nie wezmę na ręce? A mogę? ona nie dowierzała, ja do niej, ze nigdy jeszcze nie miałam córki na ręku. Ona oczy wielkie zrobiła i poleciała po ordynatora... Spojrzeli na kartkę- dziecko ma 10 tyg. Ja ją tuliłam a ich się zebrało z 5 i psioczyły na tamten szpital, że dziecko matki nie zna, że ja to już w psychiatryku powinnam być po czymś takim :-(
    Wytrzymałam, dziś nie mogę odciąć tej grubej pępowiny, nie rozstaję się z nią nawet teraz siedzi mi na kolanach i patrzy jak piszę. :-) Walczymy, rehabilitujemy mamy małe sukcesy i jedną porażkę ale się nie poddaję. czasem tylko jak się wkurzam na małą to sobie wszystko przypominam... i przytulam, bo mogłabym tego nie mieć. Bo czekałam na nią 11 lat... Bo jest małą wojowniczką, upartą i mądrą.

    No to z siebie wywaliłam i kolejny raz ryczę.
     
  8. Lucy32

    Lucy32 Zaciekawiona BB

    Lepiej popłakac sobie nieraz, mam tak jak ty tez sie nie raz wkurzam na malego ale patrzy sie na tego bąbla i własnie sie tak mysli mogło być inaczej....

    straszne rzeczy nas spotkały ale najwazniejsze ze wiemy ze kazda przezywa tak samo.Ja np myslalam ze zupełnie zwariowałam i nikt mnie nie rozumie tego co mówie ,moich obaw .Jak czytam co piszecie to zdaje sobie sprawe ze moje emocje -panika strach były zupełnie naturalne .Pamietam jak ordynator neonatologii w chwili moich 1000 pytan jakie miałam stwierdził - ja wiem ze syn moze nie spelnia Pani oczekiwan ale taki jest!!Wyobrazacie sobie ,ja w stresie -kabelki popodłanczane .głosna maszyna - jej tykanie mam w uszach do dziś ,synek słabiutki to sie stało tak szybko -a ten z takim tekstem ech...U wazam ,ze na takich oddziałach powinnien byc psycholog ,opekuja sie zieckiem a mamą która została nagle sama kto sie zajmie ??A potem siedzi to w człowieku .

    U nas znowu choroba ,Dawid budzi sie co 1-2 h - oby nurofen pomógł
     
  9. rubi

    rubi wakacyjna mama ;-)

    widzę ze ja najwcześniej zostałam mamą wcześniaka...
    z Jasiem było dziwnie bo na początku był w stanie miernym, z niedodmą płucną, wylewami dokmrowymi II st. ale na respiratrze był tylko troche ponad 2 doby... urodził sie w poniedziałek rano a w sobote wieczorem wychodziliśmy do domu...z oczkami wszystko było OK, rehabilitowaliśmy się motodą Vojty przez 5 miesięcy ale nie było żadnej poprawy a u takich maluchów brak postępów to regres :-( przeszliśmy na NDT Bobath Baby i poszło... Jaś zaczal chodzić jak mial 15 miesięcy ale nie miał odruchu asekurowania sie raczkami jak upadał i leciał od razu na głowe... po kilku upadkach zrazil sie i na dobre zaczął dreptac jak mial 17 miesiecy.
    Nie chorował przez pierwsze 3 lata życia - po jednym przeziebieniu wiosna i jesienią i to wszystko, ale jak poszedł do przedszkola... ciągle katar, po 2 dniach kataru od razu zapalenie ucha - od września do kwietnia 11 razy antybiotyk miał :-( miał w międzyczasie wyciety migdałek - niewiele to pomogło...był zdrowy chyba ze 3 tygodnie i sie znów zaczeło... pomgł dopiero groprinosin a potem ribomunyl. drugi i trzeci rok w przedszkolu juz z górki ;-)

    co do uczuć wczesnych mam to ja mam jeszcze takie jedno któego szczególnie nie lubie :-( to wyrzuty sumienia... bo to ja podpisałam zgodę na cc, bo mogłam jeszcze ten ból jakos wytrzymac... jeszcze ze 2-3 tygodnie...a ja chcąc się w końcu pozbyć bólu zgotowałam własnemu dziecku taki start w zycie, takie cierpienie... uczucie niezbyt przyjemne ale....dające kopa w dupę! ze skoro nawaliłam to teraz muszę to naprawic i jak mi pewnego pieknego dnia pani doktor powiedziala ze Jasiek ma ogromne zaległości, ze jak nie zwmocni miesni to nie bedzie siedzenia, raczkowania i chodzenia to zaczęłam drążyć temat... na szczęscie u nas w Opolu opieka nad wcześniakami stoi na wysokim poziomie....mieliśmy pakiet rehabilitacja, logopeda, psycholog, basen... wtedy psycholog byl dla dziecka ale w zeszlym roku jak urdzilam coreczke, ktora wyla non stop to peditra zaproponowala mi wizyte u psychologa ;-) tylko szkoda ze to był facet a nie pani psycholog i mama wczesniaka jednoczesnie... bo inne mamy mogą sobie nasze przeżycia i uczucia wyobrazac ale chyba nigdy nas nie zrozumieja tak do konca...
     
  10. reklama
  11. Lucy32

    Lucy32 Zaciekawiona BB

    tez mi sie tak wydaje, to specyficzne doznania i rodzaj stresu-

    a kiedy zaczął Jasio mówić ?
     
  12. rubi

    rubi wakacyjna mama ;-)

    mówic zaczal bardzo szybko, ma rewelacyjna pamiec, umie liczyc do 100... jesli chodzi o rozwoj intelektualny to jest super. grzej z motoryka :-:)no:
    dzis plalal ze nie chce isc do przedszkla bo mu Krzys dokucza :wściekła/y::angry::no:
     

Poleć forum