reklama

Kacperek Szyja z połową serduszka

Temat na forum 'Możesz pomóc...zobacz' rozpoczęty przez mrozik_j, 12 Lipiec 2013.

  1. mrozik_j

    mrozik_j Sierpniowa mama'07

    "Lekarze z Polski nie chcą się podjąć operacji serca Kacperka, jedyna szansa to zagraniczna klinika. Matka chłopca prosi o pomoc.
    Kacperek Szyja z Czarnej koło Łańcuta urodził się z połową serduszka. I już od pierwszego dnia życia toczy o nie walkę. Chociaż ma zaledwie cztery latka ma za sobą trzy bardzo poważne operacje serca.

    Jeden na milion
    "- A miał urodzić się zdrowy. Przez pierwsze miesiące ciąży słyszałam zapewnienia lekarzy, że urodzę zdrowe dziecko. Prawdopodobieństwo, że będzie inaczej miało wynosić jeden na milion – opowiada Jolanta Szyja, mama chłopca."


    To były dla niej ważne zapewnienia, bo jej starszy, 6-letni dziś synek przyszedł na świat z wadą serca. Miał też problemy z tętnicą. Konieczna była szybka operacja. Udała się, choć zastawki aorty nie domykają się. Na szczęście, tylko nieznacznie, więc wada umożliwia mu w miarę normalne życie. Wskazana jest jedynie rehabilitacja.

    Tylko pół serduszka
    Kiedy wydawało się, że pani Jolanta najtrudniejsze chwilę ma już za sobą. Życie postawiło ją przed kolejnym, znacznie poważniejszym problemem. Drugi syn urodził się również z wadą serca, ale znacznie poważniejszą. Nie rozwinęła mu się lewa komora.

    Taką wadę leczy się w trzech etapach. Ważne, aby każdy przeprowadzony był w określonym wieku dziecka. Kacperek ma za sobą dwa. Ostatni powinien odbyć się najpóźniej w trzecim roku życia. Tymczasem chłopczyk w maju skończył cztery latka. I nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie doszło do operacji.

    - Usłyszałam nawet, że lekarze w Polsce nie podejmą się tej operacji. Problemem jest jego zbyt zwężona tętnica. Kacperek jest leczony w Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Tutaj starano się ją rozszerzyć, ale niestety nie udało się. Lekarze oświadczyli mi, że nie podejmą się operacji synka z tak zwężoną tętnicą, bo jej po prostu nie przeżyje – mówi załamana pani Jolanta

    Serduszko coraz słabsze
    Chłopczyk szybko rośnie. Z każdym dniem potrzebuje więcej energii. Jego serduszko coraz słabiej sobie radzi.

    – Sinieje. Bardzo szybko się męczy. Widać, że jedna komora nie daje już rady sama funkcjonować. Jeśli szybko nie przejdzie trzeciego etapu leczenia, synek umrze.

    Nadzieję dał jej jednak prof. Edward Malec z niemieckiej kliniki. Zapowiedział, że podejmie się operacji Kacperka.

    – Stosuje on zupełnie inną metodę przy leczeniu wady serca, którą ma synek, niż polscy lekarze. Zapewnił mnie, że w ogóle mu nie przeszkadza, że dziecko ma zwężoną tętnicę. Przeprowadzi operację w drugiej połowie tego roku. A jak uda się mi się zebrać pieniądze na operację, to sprecyzuje datę – wyjaśnia mama chłopczyka.

    Jego życie zależy więc od pieniędzy. A właściwie jest w rękach dobrych ludzi. Mąż pani Jolanty jest za granicą, ale zarabia tyle, że wystarcza na bieżące wydatki i rehabilitację synków. Ona ze względu na to, że chłopcy potrzebują stałej opieki, nie może podjąć pracy. Otrzymuje na synków zasiłki pielęgnacyjne. A operacja to koszt rzędu 150 tys. zł. Bez pomocy ofiarodawców chłopczyk jest więc bez szans.

    - W tak krótkim czasie nie uda nam się uzbierać pieniędzy. Już raz Czytelnicy pomogli nam, kiedy musieliśmy przerwać rehabilitację ze względu na brak pieniędzy. Trzy lata temu poprosiliśmy ich o pomoc i spotkaliśmy się z błyskawiczną reakcją. Otrzymaliśmy 5 tys. zł. Wierzymy, że i tym razem nasz apel nie pozostanie bez echa. W tej chwili możemy jedynie liczyć tylko na ludzi wielkiego serca – mówi zrozpaczona pani Jolanta.

    Pierwsi chętni do pomocy już są. Gminny Ośrodek Kultury i Rekreacji w Czarnej na 7 lipca zaplanował charytatywną imprezę plenerową w Medyni Głogowskiej.

    – Podczas największej w naszej gminie imprezy - Jarmarku Garncarskiego – przeprowadzimy licytację wytworów od naszych rękodzielników. Czytelnicy Nowin, którzy na przykład malują obrazy lub wytwarzają nawet najdrobniejsze rzeczy, mogą również przyłączyć się do pomocy na rzecz Kacperka. Chcemy wystawić takie rzeczy, które będzie można zlicytować już za 5 zł. Zależy nam, żeby każdej osobie dać możliwość włączenia się do tej pomocy. Już teraz zapraszamy wszystkich na nasze Święto Garncarzy. Im więcej osób przyjdzie, tym szansa, że uda się uzbierać więcej pieniędzy na operację – zachęca Katarzyna Gargała z ośrodka kultury w Czarnej."

    Źródło: Bez pomocy dobrych ludzi mój synek umrze - 16 czerwca 2013

    Potrzeba 150 tys, zebrane jest chyba zaledwie 22 tys.
     
  2. reklama

Poleć forum